2 kwi 2007

blog - horror


















Wczoraj obejrzałem film „Zgromadzenie” („The Gathering”) i dziś uświadomiłem sobie, że coś takiego istnieje na tym blogu – codziennie nieco ponad sto osób zbliża się do bloga i w milczeniu obserwuje, po czym w tym samym przerażającym milczeniu odchodzi, by następnego dnia znowu zajrzeć...

Film był opisany na okładce jako thriller, ale córa ma chyba rację oceniając go jako horror.

Czy o czymś takim myślałem, zakładając ten blog? Zupełnie nie! Chamopole wyrwało się z rąk i uprawia się niemal samo, zakładając filie to tu, to tam. Niektóre obumierają, inne sobie żyją. Takie myśli powoduje prima aprilis!

1 kwi 2007

okrągły stół - wspomnienia


Ten okrągły stół okazał się proroczy – pasuje do dzisiejszych czasów a zapoczątkował go Adam Michnik nagraniami Lwa Rywina, który wyśpiewał pierwszą arię. Po nim realizatorami dźwięku i utalentowanymi nagraniowcami okazały się osoby tak sławne jak przaśna polityczka z kurwikami w oczach i sianem w głowie czy biznesmen szemrany z ochroną dźwiękoszczelną. Biznesmen nazywany teraz Polskie Nagrania…

okrągły stół - wspomnienia



prima aprilis...

30 mar 2007

okrągły stół - wspomnienia


Ten okrągły stół był modelem surrealistycznym – miał być jakimś antystołem, przy którym można zasiąść, ale z którego nie ma żadnego pożytku.

Chyba pasuje do dzisiejszych czasów i wymiaru dzisiejszych polityków zarówno duchowego jak i fizycznego…

28 mar 2007

okrągły stół - wspomnienia

W 1988 roku narysowałem siedem rysunków okrągłego stołu – były to różne modele tego mebla.
Zaczynam od modelu proroczego – dziś już wiemy, że zasiadających wokół można podzielić na więcej niż cztery części, zwalczające się zaciekle. Wszyscy się podzielili i pożarli, a niektórzy zostali pożarci…

27 mar 2007

A któż to taki, piękny i młody?




W 1992 roku ja też rysowałem – wtedy mi się chciało. Po 15 latach chce mi się mniej, choć znowu zaczyna wzbierać ochota. Zwłaszcza, że teraz życie polityczne staje się takie karykaturalne a karykatury właśnie lubiłem rysować…

Mała, średnia i wielka...

Chodzi o lustrację - mała lustracja Geta-Stankiewicza poprzedza średnią i wielką, o czym donosi dzisiejsza wrocławska Gazeta Wyborcza.

Getas zainspirował mnie do złożenia lustracji blogowej w Salonie24. W Bloggerze jest to zbędne, bo Wydawca i Redaktor Naczelny lub ktokolwiek, kto ma taką lub podobną funkcję nie działa w Polsce, jak sądzę...

Tyle że jako bloger jestem jotesz, więc to jotesz składa lustrację? Ale jotesz urodził się dopiero 29 maja 2006 roku, więc lustracji nie podlega. Ponieważ jednak jotesz pisuje często opinie, przekonania polityczne i wydarzenia z życia jego twórcy to może ów stwórca powinien się zlustrować? Byłoby to na rękę Gospodarzowi, który jest jakby Redaktorem Naczelnym Salonu24. Nawet nie „jakby” tylko całą gębą, że tak rubasznie sobie palnę! Kto może wywalić blogera? Kto może mu ocenzurować blog? Kto w danym dniu na górze pierwszej strony Salonu24 umieszcza wybrane blogi? No Naczelny! Albo jego sekretarka redakcji...


OŚWIADCZENIE
Ja, jotesz, bloger łatwy do ustalenia,
urodzony i zamieszkały we Wrocławiu,
legitymujący się dowodem osobistym i paszportem,
świadom odpowiedzialności
za złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia,
po zapoznaniu się z treścią ustawy
z dnia 18 października 2006 roku
o ujawnieniu informacji o dokumentach
organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944 – 1990,
oraz treści tych dokumentów
(Dz.U. Nr 218, poz. 1592, z późn. zm.),
oświadczam, że
nie pracowałem,
nie pełniłem służby
ani nie byłem świadomym
i tajnym współpracownikiem
organów bezpieczeństwa państwa

w rozumieniu art. 2 i 3a powołanej ustawy.
jotesz
27 marca 2007 roku

kiedyś w Afryce Południowej...

...był w odwiedzinach młody lewicowy polityk Aleksander K. i strasznie na przyjęciu, wydanym przez miejscową Polonię, przechwalał się, że zostanie prezydentem i jak wtedy biznes będzie miał dobrze...

Mój przyjaciel, który tam się znalazł, bo uciekał od komuny gdzie pieprz rośnie, bardzo był tym zeźlony, i powiedział, że prędzej mu kaktus wyrośnie, niż taki palant prezydentem zostanie.

Okazuje się, że w Polsce zawsze może zostać prezydentem "mały krętacz"...

25 mar 2007

idzie wiosna...


oko Czeczota

Piętnaście lat temu Andrzej Czeczot był widocznie zdenerwowany nieco tym, jak wygląda kultura polityczna w Trzeciej Rzeczypospolitej. Miał prawo – przecież istniała już TRZY lata! Dziś mamy kilka Rzeczypospolitych…

Druga jeszcze dyszy zsapanym oddechem Oleksego Józefa i podobnych mu mamutów.

Trzecia ciągle żyje dla wielu Polaków, mimo swych niedoskonałości.

Ale rodzi się w bólach 4erpe, w której takie zwyrodnienia, jakie zdenerwowały oko Czeczota, będą nie do pomyślenia. Widzimy tę rodzącą się Doskonałość codziennie. Widzimy w pracowitości Pana Premiera i jego zaharowanych Wicepremierów… I podziwiamy!

23 mar 2007

Oleksy sadzi kleksy!

Od dziś można będzie mówić o "oleksieniu", jak kiedyś mawiało się o "opluskwieniu". Zastanawiałbym się nawet, czy "puszczenie antka" jest bardziej, czy mniej szkodliwe, niż "puszczenie józka"?
@
"Puszczenie antków" wykończyło służby szpiegowskie, oczerniło ministrów spraw zagranicznych itp... "Puszczenie antków", zdaniem wielu, do których się dołączam, nie przysłużyło się Polsce, nie przysłużyło się żołnierzom, wysyłanym w niebezpieczne misje.
@
"Puszczenie józka" może wykończyć mamuty z SLD albo pogrążyć całe SLD, co mi osobiście nie przeszkadza, bo żadnego sentymentu dla tej formacji nie mam. "Puszczenie józka" może być korzystne dla Polski...
@
Oleksy wsadził kleksy w życiorysy kolegów partyjnych, uczernił biografie przyjaciół i wrogów. To też świadczy o nim samym jako o polityku. Ciekawe co i komu mawiał po wypiciu dużej wódki, w czasach gdy był premierem?
@
Od wódki rozum krótki! Pijcie wódę politycy – będziemy mieli łatwiejszy wybór.
@
ps.
Nikt nie poświęca uwagi cichym bohaterom kolejnej już afery podsłuchowej w bliskości Gudzowatego. To przecież oni, ochroniarze Gudzowatego, przyszpilili Michnika, udostępniając jego wódczane dywagacje, a teraz ci rycerze prawdy rozgłosili swymi nagraniami wódczane bełkoty idioty. Może ktoś dotrze do tych bohaterów - przeprowadzi ekskluzywny wywiad. Może Drzyzga ugości ich u siebie, albo Sekielski z Morozowskim...
@
CBA powinno ich już dawno powołać do zaszczytnej służby dla kraju! Albo minister Macierewicz do wywiadu/kontrwywiadu. Mogą też założyć firmę "Podsłuch i Sprzedaż". Pan Gudzowaty mógłby im udzielić pożyczki na rozruch. Bez procentów...

22 mar 2007

Burza w szklance mętnej wody!


Rozpętuje się burza po artykule w El Pais napisanym przez Pilar Raholę. Ponieważ już rozległo się tyle hałasu o nic, to nie będę już tego niczego opisywał.

Zadałem sobie trudu, by śledzić osiągnięcia pani Pilar, artykuły, książki, wystąpienia na różnych oficjalnych forach. Nazywają ją specjalistką od spraw izraelsko-palestyńskich i częściej ta tematyka się w jej pracach trafia niż inna, ale pisuje i o modzie i o wszelakich różnościach i NAWET o polskim antysemityźmie. Tyle, że TEN artykulik podała wśród własnych dzieł(ek?) wyłącznie po hiszpańsku, podczas gdy z innych jest tak dumna, że udostępnia je i po hiszpańsku, i po katalońsku, portugalski i angielsku.

"In 1997, Pilar Rahola, member of the Spanish Parliament with the Catalan Republican Left Party (Esquerra Republicana de Catalunya – ERC), quit both the Parliament and politics in general, stating that the Left had lost its way." - Była więc członkinią hiszpańskiego parlamentu z Katalońskiej Partii Lewicy Republikańskiej, którą opuściła, gdy "lewica zagubiła się w swej drodze"...

W Polsce dzisiejszej może więc być określona jako komuch, lewak, lewatywa, czerwona, feministka, czerwony pająk, itp. Wydaje się być niegłupią panią, której trafił się głupi artykuł. Pewnie, jeśli jej to ktoś uświadomi, to będzie jej głupio... Ale ja nie znam hiszpańskiego!

1,5 na 5! Tyle gwiazdek uzyskał od 83 czytelników "El Pais" artykuł pani Pilar Rahola, do której można napisać: http://www.pilarrahola.com/,
gdzie dowiemy się, że:
"Pilar Rahola was born in Barcelona in 1958 into a family with strong Republican and anti-Fascist convictions. Many of her relatives were involved in politics.She is married, and has three children. One natural daughter, Sira, and two adopted children, Noe, who was adopted in Barcelona in 1993, and Ada, who was adopted in Siberia in 2001. An animal lover, she lives in the company of various cats and dogs.PhD in Hispanic Philology and Catalan Philology, Barcelona University."

Jak widać, Pani Doktor filologii hiszpańskiej i katalońskiej, historią zajmuje się raczej amatorsko, co niewysoko ocenili jej czytelnicy. Więcej pretensji miałbym do wydawcy niż do autorki. Autorka może być durna - wydawca nie powinien. Może jednak czytelnicy byli mądrzejsi od autorki i wydawców!

Wszystko to jest dla mnie jak burza w szklance wody... Tyle, że mętnej. Nasza polska reakcja podniesie tylko cenę, wagę i jakość! Pewnie media TAM zainteresują się, co tak ubodło tych Polaków - widocznie jest w tym ziarno prawdy. A my, zamiast wzruszyć ramionami nad durnotą, montujemy podpisy, protesty, pikietowanie ambasady Hiszpanii, skargę do Komisji Europejskiej, odpór opisujący zbrodnie Hiszpanów podczas konkwisty, rekonkwisty, wojny domowej 1936-39. Nie zapomnijmy o księciu Albie wyżynającym Niderlandczyków, choć on po katolicku rżnął protestantów, więc może my jemu odpuścilibyśmy?

Zamiast pamiętać o Hiszpanach od lat przyjaznych Polsce użalamy się nad lewaczką, która plunęła nam w orle gniazdo. Może pora na uspokojenie tej naszej nadwrażliwości. Byśmy potrafili reagować wtedy, gdy to naprawdę konieczne. I nie podpuszczajcie Pani Minister Fotygi, bo gotowa się przejąć...

Michał Tyrpa, którego szanuję i lubię czytać, inicjuje akcję zbierania podpisów pod apelem o ostrą reakcję rządową! Do jakiego trybunału można pozywać za głupotę???

Czy El Pais jest wydawnictwem rządu hiszpańskiego? Czy rząd Hiszpanii może zatkać gębę pismakowi z El Pais albo i całej gazecie?

Może niech ktoś, kto zna hiszpański, wejdzie na blogi w El Pais i nawrzuca tam, co myślimy o takich durniach i durnotach. Ale nie angażujmy w to ONZ, EU, trybunałów, bo zachowamy się jak Pani Fotyga, walcząca z Kartoflami.

A co do durniów, to jak widać żyją nie tylko w Polsce, ale i w Hiszpanii, Izraelu, Iranie, Niemczech. Wszystkie narody mają pewnie podobne proporcje durniów i mądrych.Bywa, że durnie mądrzeją, bywa że mądrzy durnieją. Polacy po szkodzie...


Z OSTATNIEJ CHWILI:
W Gazecie Wyborczej w Opiniach głos Hermanna Tertscha, publicysty hiszpańskiego dziennika "El Pais", miażdżąco krytyczny wobec "podobnej piramidalnej bzdury. Temat stał się gorącym kartoflem, który w tej chwili niemal każdy podrzuca do góry. Mam nadzieję, że szybko ostygnie...


Jedno tylko mnie dziwi - Hermann Tertsch jest tak ostro krytyczny wobec "równie intelektualnie bezradnej jak wyzbytej znajomości historii" Pilar Raholi ale ani słowem nie wspomina o wydawcy, czyli "El Pais", którego publicystą przecież jest! Jakieś rozdwojenie jaźni?


Natenczas poczęcie zaistniało...

Szkoda, że nikt z walczących o ochronę życia ludzkiego od chwili poczęcia nie próbował określić definicji tego, co to jest poczęcie - najlepiej katolickiej. Czyż nie jest to kopulacja, która to czynność zupełnie nie jest przez ogół rodaków nazywana "poczęciem", tylko zwana jest w sposób ubogi językowo i gruby najczęściej.

Poczęciem jest więc przewrócenie nastolatki w krzaki i zgwałcenie jej przez bandę zbirów. Jest to oczywiście jedna z wielu możliwych form poczęcia - nienazwanie ich jednak i obrona każdego poczęcia zaczyna sakralizować też te zbrodnicze od początku.

Ideologizatorzy dlatego używają tego zamierzchłego, biblijnego języka właśnie po to, by oddalić nas od realności każdej kopulacji - od tej "bożej", w noc poślubną po ołtarzowych przyrzeczeniach "pogrobowych" po najbardziej brutalne, wredne i zbrodnicze gwałty.

Dziwne to, bo taka bezdyskusyjna obrona KAŻDEGO POCZĘCIA czyni z tych skrajności zamysł i dzieło Boga. Takiego Boga ja bym nie chciał ani czcić ani wyznawać!

Ale jedyni słuszni interpretatorzy boskich praw i zamysłów wiedzą przecież lepiej! Giertych i Wierzejski są w tej materii tłumaczami Mądrości Bożej?

ps. Wychodzi jednak na to, że poczęcie to NIE kopulacja, tylko zapłodnienie.

21 mar 2007

oko Czeczota

Kolejny rysunek Andrzeja Czeczota, króla kreski grubej i niechlujnej a przecież wyrafinowanej i bezlitosnej. Ciągle jest to rok 1992 – raptem trzeci rok odzyskanej wolności. A Pan Andrzej widzi w tej naszej jutrzence swobody tyle karykaturalnych skrzywień.

Dziś taki rysunek powinien budzić zdziwienie – dziś my Polacy odbiegliśmy daleko od takich przywar. Teraz My to Nowy Naród, odkomunizowany, odpeerelizowany i zlustrowany w kryształowym lustrze, więc kryształowo czysty.

Czwarta Rzeczpospolita, czyli Siódme Niebo…

PS. Nie wspomniałem chyba, że rysunki te drukowane były w tygodniku satyrycznym „Szpilki”, który nie istnieje od kilkunastu lat. Szkoda!
PS.ps. A może rysunki są z tygodnika „Nie”? I może są ciut młodsze? Może ktoś to zweryfikuje albo zlustruje?

20 mar 2007

Szambo w perfumerii

"Tatar z konia wierzga, schabowy ze świni kwiczy".
@
Takimi słowy więc działacz PiSu określił koalicyjnych wodzów – koń to „koń” a świnia to „wieprzek”. Język polityki nigdy nie był delikatny ale teraz zmierza do twardości diamentu.
@
Można zrobić audiotele: „czy koń to: a)..., b)..., c)...?”
"Czy świnia to: a)..., b)..., c)...?”
@
Ezop, Kryłow, Krasicki... Cóż za bogata tradycja literacka! „Srebrne usta” jak w banku – tylko ta anonimowość...

19 mar 2007

oko Czeczota



Tym razem Andrzej Czeczot załatwił (oczywiście proroczo w 1992 roku) dwie sprawy: lustrację i posła Piłkę zwalczającego porno. Takie "dwa w jednym"!

Śmiałbym powiedzieć nawet trzy... Trzecim składnikiem niech będzie ta skromnie stojąca na uboczu muszla klozetowa, do której można mówić: "zrobiliśmy dużo, ale jeszcze więcej zostało do zrobienia"...

Kamienie i piasek (w tryby)

Z urywkowych zdań, wypowiedzianych przez Jarosława Premiera Kaczyńskiego, na konwencji PiSu pozostało mi tylko uporczywe odczucie niekonwencjonalności językowej Pana Premiera, który obiecał "solidarnom politykem społecznom" i różne inne inności kończące się zawsze na „em” i „om”...

"Nie dziwi mnie zmiana języka zaprezentowana podczas konwencji" - mówił polityk PO Bronisław Komorowski. Mnie dziwi ta uwaga, bo język nie uległ zmianie – dalej jest niechlujny w wymowie, kaleczący uszy. Wszystko to widocznie wina peerelu – kto to widział, żeby wypuszczać prawników nie umiejących przemawiać, żeby zniszczyć szlachetną i starożytną
sztukę oratorską.

A mnie jako dziecku wciskano do łba durnoty o Demostenesie, który chadzał nad brzegiem morza, wkładał do ust kamyki i przemawiał do fal. Tak stał się wspaniałym i porywającym mówcą. Niestety – Bracia Kaczyńscy urodzili się nad Bałtykiem. Tu nie ma kamienistych plaż. A jeszcze nikt nie poprawił wymowy pakując do gęby piasek. Znowu winna geopolityka!

18 mar 2007

oko czeczota


...choć narysował to w 1992 roku, to przewidział i Wielgusa i Czajkowskiego i Isakowicza-Zaleskiego...

bez podpisu

bez sensu...
rysował jotesz

17 mar 2007

Porno i duszno!


Dawno już nie było żadnych widoczków – pora nadrobić zaległości. Myślę, że w chamopolu będą wyraźniejsze i większe niż w chamopolu24…

Wyszperałem różne zaległości w teczce mojej – dokonałem lustracji teczki – efekty poznacie! No przecież już od dawna wklejałem różne kreski…

Od razu też zapowiadam, że będzie trochę rysunków Andrzeja Czeczota, którego niniejszym przepraszam za złamanie praw autorskich, jeśli ktoś tak by to interpretował. Jest ci on jednym z moich najulubieńszych rysowników. Należy do grona geniuszy czarnej kreski wraz z Andrzejem Mleczko, Andrzejem Krauze, Tomaszem Jurą (ten jest akurat kolorowy w kreskach). Obrodziła polska ziemia w znakomitych twórców i satyryków. Zawsze się przy nich czułem malutki…

Na początek trochę porno! Niedługo może być też duszno, gdy poseł PiS Piłka strzeli nam gola i zabroni golonej golizny. Za pokazywanie tego i owego do ciupy na trzy latka! Piłka dokładnie nam określi czego nie można pokazywać – stanie się tym geniuszem, który zdefiniuje pornografię po wsze czasy! Chyba że mu się nie uda, bo głowa u niego jak u piłki, okrągła i pusta wewnątrz!

Na początek Tomasz Jura – znakomity sprośnik rysunkowy, obdarzony wspaniałym poczuciem humoru i zdolnością kreowania eleganckich linii oraz plam barwnych.

16 mar 2007

Muchomorek

Dziś znowu przeczytałem o kolejnych wypowiedziach małego grzyba dla zgrzybiałych słuchaczy i już, już chciałem się nawyzłośliwiać, gdy naszła mnie refleksja, że ten rozsadnik grzybicy mózgu karmi się niechęcią do niego kierowaną.

Jeżeli nie słucham i nie oglądam, to po jaką cholerę mam komentować? Niech się udławi swą nienawiścią i iście pokazową miłosiernością. Niech dalej zionie jadem do Żydów ten czciciel (?) Najwspanialszego Żyda w dziejach. Ciekawe, że nie widzi surrealizmu w tym, że nazwał swoje radyjo imieniem Najsłynniejszej Żydówki w dziejach.

Niech dalej miesza misję i emisję, religię z propagandą, prawdę z kłamstwem. Nich dalej łączy średniowiecze z XXI wiekiem a ogień piekielny z wodą święconą. Niech się doczeka owoców i plonów swego zasiewu

No more comments!

15 mar 2007

"Nie mówmy, że szambo jest perfumerią”

"Nie mówmy, że szambo jest perfumerią” nawołuje Ojciec Wszystkich Ojców, Padre Di Tutti Padroni, Padre Direttore. Ulubiony Bohater Mojej Teściowej. Teściową lubię – jej bohatera nie muszę!
@
Rozróżnienie jest tak łatwe, że nawet zakonnik potrafi... Potrafiłby... Powinien potrafić...
@
Tyle, że mowa była o pomieszczeniu, które ani nie jest szambem ani nie jest perfumerią. Jest pomieszczeniem w Pałacu Prezydenckim. To sala w której przyjmuje swoich gości Pierwsza Dama! Nie wiem, czy Bohater Beretów bywał w Pałacu Prezydenckim, ale zwykły jołop (forma oboczna: jełop) byłby świadom tego, że w stolicy działa sprawna kanalizacja, sprawdzona nawet w walkach z okupantem! W stolicy szamba użytkowane są może na obrzeżach, choć i to nieprawda, bo chodzi pewnie o „szczelne zbiorniki bezodpływowe na nieczystości płynne”.
@
Perfumeria, czyli sklep sprzedający kosmetyki i pachnidła, też nie powinien być zlokalizowany w Pałacu Prezydenckim! Nawet zwykły jołop powinien dobrze o tym wiedzieć. Pałac Prezydencki to Świątynia Władzy a przekupniów ze świątyni się przegania rózgami. Ta tradycja powinna być znana każdemu zakonnikowi! Nawet takiemu, który bardziej jest zajęty szerzeniem propagandy politycznej niż religii... Nawet takiemu, który wprowadza szambo do języka polityki, do języka propagandy radiowej i telewizyjnej!
@
Konkludując – to Naszego Dziennika Wyrocznia Moralna osadziła Pierwszą Damę w szambie. Na szczęście – tylko gębowo. Na nieszczęście – publicznie w radiu, prosto w uszy wiernych słuchaczy! Nie mówmy, że propagandzista jest kapłanem! Nie mówmy, że kapłan jest kapłonem...
@
Tak nam dopomóż Wolność Prasy i Blogowania!

Łabędzia pieśń Sądu Lustracyjnego

Andrzej Krawczyk, były już minister prezydencki, został oskarżony przez media o kłamstwo lustracyjne. Owszem, podpisał, ale tylko, by zobaczyć nowonarodzoną córeczkę! Rozumiem - sam mam pierworodną, urodzoną 16 grudnia 1981 roku...
@
W dniu 14 marca 2007 roku Pan Andrzej usłyszał: "Andrzej Krawczyk nie skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym - tak brzmi wyrok sądu w sprawie byłego ministra w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Krawczyk domagał się uznania, że nie był agentem PRL-owskiego WSW. Sąd to potwierdził i dodał, że "sam fakt podpisania zobowiązania nie oznacza, że ktoś był agentem".
@
Łabędzia to pieśń Sądu Lustracyjnego, w której najważniejszy jest refren: "sam fakt podpisania zobowiązania nie oznacza, że ktoś był agentem". Czy znowu sędziowie zostaną nazwani "grupą mędrców"?
@
Zaiste A. Krawczyk jest nie tylko ostatnim zlustrowanym przez Sąd Lustracyjny - jest Pierwszym wobec którego uznano, że to nic, że podpisał, ważne że nie donosił, nie szkodził, nie współpracował! Bo dotychczas sam fakt odnalezienia na jakimś świstku jakiegoś podpisu był WYROKIEM! Zwłaszcza, jeśli ów podpisywacz przez przypadek był wrogiem politycznym...
@
Ostatnie, uniewinniające rozstrzygnięcie właśnie zmarłego Sądu uniewinnia nie tylko Pana Andrzeja Krawczyka - uniewinnia wszystkich, którzy podpisali, ale już w momencie podpisywania papieru wiedzieli, że może on służyć tylko do wycierania esbeckiej dupy!
@
Teraz ta wiedza będzie znana nie tylko podpisującemu ale i ogółowi naszego wykształconego, liberalnego, litościwego i wybaczającego Społeczeństwa!
@
W 1982 roku, gdy moja córka miała już kilka miesięcy, robiłem coś, za co (tak mi się przynajmniej wydawało) mógłbym pójść siedzieć a potem przez długie lata być nękanym w sposób uprzykrzający życie moje i mojej Rodziny. I wcale nie wiem, jakbym się zachował, gdyby mnie wówczas gniótł jakiś, wyćwiczony w łamaniu kości i charakterów, ubek...
@
Może dzisiejszą ustawę lustracyjną należałoby uzupełnić o obowiązek odpowie dzi na fundamentalne pytanie: - "jakbyś się zachował, gdybyś był szantażowany przez UB/SB/WSW"? Trochę by to przypominało Orwella a trochę Dicka.

14 mar 2007

„Grupa mędrców”

„Grupą mędrców” nazwał Jarosław Premier Kaczyński Trybunał Konstytucyjny.

W peerelu pewien pisarz i kompozytor nazwał rządy Gomułki „dyktaturą ciemniaków”.

Dla mnie ciemniak to ktoś, kto ma w pogardzie ludzi mądrych, których nazywa mędrcami, mędrkami lub wykształciuchami.

„Pewne rozwiązanie prawne”, którego Trybunał Konstytucyjny nie powinien, zdaniem Jarosława Premiera Kaczyńskiego, zastosować, zostało przez ową „grupę mędrców” zastosowane! W tej grupie było dwoje sędziów desygnowanych przez ugrupowanie Jarosława Premiera Kaczyńskiego.

Myślę, że zdławienie niezawisłości trybunałów i sądów byłoby kolejnym odzyskaniem czegoś, czego jeszcze PiS nie odzyskał. Choć na pewno byłaby to Dyktatura Ciemniaków!

13 mar 2007

Wołanie o wołacz!

Wkurza mnie "Taniec z gwiazdami" z powodu zwracania się przez Katarzynę Skrzynecką do wszystkich w MIANOWNIKU! Razi mnie to nieustannie, bo uważam, że jest winna tego, iż miliony Polaków będą mówić tak jak ona, czyli błędnie - moim zdaniem.

Co na to Wikipedia?

"Często słyszy się, że wołacz jest w języku polskim formą zanikającą, coraz częściej zastępowaną przez mianownik. Jest to częściowo prawdą, jednak zjawisko to dotyczy przede wszystkim imion osobowych - formy typu „Marek!”, „Agnieszka!” są w dzisiejszym języku polskim (zwłaszcza mówionym) znacznie powszechniejsze niż „Marku!”, „Agnieszko!”. Używanie imion osobowych w wołaczu w języku mówionym jest dzisiaj odbierane jako bardzo formalne lub też żartobliwe. W języku pisanym, zwłaszcza oficjalnym, zastępowanie wołacza mianownikiem jest natomiast uznawane za błąd językowy. Stąd też zwracając się do adresata np. w liście używa się zawsze wołacza, także w przypadku imion."

Czyli - przesadzam? Jak jest poprawnie? Gdy używam wołacza to jest to odbierane "jako bardzo formalne lub też żartobliwe"? Postudiowałem i do niczego nie doszedłem. Jeśli ogół tak używa to staje sie to poprawne, właściwe? Niestety w haśle nie określono, czy dzisiejszy odbiór staje się normą czy jest to odbiór błędny językowo! Zdanie "często słyszy się, że wołacz jest w języku polskim formą zanikającą" nie informuje, czy częstotliwość słyszenia tworzy nową regułę...

Może więc, per analogiam, jeśli ogół wybrał PiS, to jest to właściwe i poprawne? Powinienem się podporządkować? Czy tendencję językową można uogólnić do zachowań politycznych? Chyba wolę pozostać w odbiorze jako człek bardzo formalny a nawet żartobliwy!

Wołanie o wołacz jest wołaniem na puszczy???

ps. wysłałem zapytanie do Poradnika językowego prof. Mariana Bugajskiego prowadzonego przez Radio Zachód - czekam z niecierpliwością na odpowiedź!

ps.ps. Szukajcie, a znajdziecie! W Poradni językowej znalazłem wypowiedź nieocenionego Profesora Bralczyka, który pewnemu inżynierowi udzielił odpowiedzi wnoszącej nieco światła:

"odmiana imion i nazwisk:
Czy postępująca (?) maniera używania dopełniacza i wołacza w brzmieniu mianownika w stosunku do nazwisk i imion własnych została już „prawnie usankcjonowana”? Czyli zgodnie z regułami poprawnej polszczyzny można informować o przyznaniu nagrody dla Michała Prosty? Bo zwracanie się do rozmówcy „Grzegorz, zechciej skomentować” jest już właściwie nagminne? Jeżeli tak, to przepraszam za zawracanie głowy. To pierwsze jest powszechną manierą polskich księży, którzy przy wyliczaniu intencji Mszy św. na cały tydzień preferują taką właśnie formę. Przecież jak parę tysięcy osób słyszy to tydzień w tydzień, to nawet podświadomie nabiera złych manier. Czy nie można by z tym czegoś zrobić? O telewizji już nie wspomnę, bo ona chyba niereformowalna. Jeżeli oczywiście trzeba, bo może ja ciągle tkwię w Średniowieczu, a ludzkość dokonała tu jakichś istotnych zmian, których nie umiałem przyswoić?Może rozesłać jakąś ulotkę do seminariów, gdzie tych księży szkolą. Albo do kurii? Dziwny pewnie jestem, bo „techniczny”, a jakoś to mnie niemiło dotyka.
Pozdrawiam, W. Reczek (dr inż.)

Szanowny Panie Doktorze, „Nagroda dla Michała Prosty” byłaby w porządku, gdyby Michał nosił nazwisko Prosta - i tak to w pierwszej chwili zrozumiałem. To oczywiste, że odmienialne nazwiska (a takich jest ogromna większość) nie tylko można, lecz koniecznie trzeba odmieniać! Rozumiem księży (choć to zjawisko bardziej z wojskiem mi się kojarzy), że dążą do wygody i do tego, by nazwisk nie przekręcać, ale w ten sposób po prostu grzeszą błędami językowymi!

Jednak szczególna relacja między mianownikiem i wołaczem zasługuje na uwagę. Mamy nie tylko „Grzegorz, powiedz...”, ale i „Przyszedł Kaziu”. Ponieważ wołacz nie włącza się w składnię zdania, nie jest rządzony przez czasownik, możemy go potraktować nieco inaczej. Proponowałbym uznanie, że w funkcji „drugiej osoby rzeczownika” może wystepować nie tylko forma wołacza („Grzegorzu, czy wiesz...”), lecz także mianownika („Wiesz, Grzegorz...”). Różnica byłaby m.in. stylistyczna: do kogoś, wobec kogo szacunek wyrażam, użyję zawsze wołacza.
Pozdrawiam serdecznie — Jerzy Bralczyk, Uniwersytet Warszawski"


Moje gratulacje dla dr. inż. Reczka - dotarł do odpowiedzi na dręczące go pytania! Choć Pan Profesor dokonał uniku-złagodzenia - nie odpowiedział: zawsze powinno się stosować wołacz, tylko wspomniał o szacunku. Zakładam jednak, że szacunek Katarzyna Skrzynecka powinna okazywać wszystkim w programie, a zwłaszcza językowi polskiemu!

9 mar 2007

Ileż to już lat...


...szkli Polakom oczy?
@
@
Ja ten rysuneczek naszkicowałem chyba w 1992 roku. Co miała znaczyć ta kłódka na drzwiach - zupełnie nie pamiętam... Teraz zlustrowanie setek tysięcy ludzi wydaje mi się jeszcze bardziej problematycznym zadaniem.
@
@
Główny kłopot moralny dla mnie to świadomość, że teczki przez ponad rok bodajże ich twórcy praktycznie bezkarnie niszczyli, palili, wynosili, usuwali. Żonglowali nimi wedle własnej ubecko-esbeckiej chęci. Teraz te resztki, te wypłuczki, pomyje, niedopalone skrawki, będą podstawą do orzekania o współpracy wszelakiej - świadomej, nieświadomej, podsłuchanej, wysłuchanej, wykradzionej, wyszantażowanej a często także zmyślonej. Na takie argumenty słyszymy głosy lustratorów i szklarzy, że w SB „tak nie robiono”, że „to było niemożliwe”. W teczce Jarosława Premiera Kaczyńskiego nafałszowano co niemiara – w innych wykazano samą prawdę!
@
@
Probierzem niewinności, odlanym z najcenniejszego, genetycznie patriotycznego kruszcu jest dziś to, co pozostawił po sobie pracowity, lojalny i prawdopiśny esbek. Dowodem winy lub niewinności jest ksero tego, co spalono, albo mikrofilm spalonego ksera po spalonym oryginale. Na szczęście dla czcicieli zwierciadeł są i nieliczne oryginały.
@
@
Te tony teczek, poustawiane na kilometrach półek, to tylko cząstka tego, nad czym pracowały pokolenia ubeków/esbeków. Pod koniec, gdy już peerelowski titanik powoli tonął, zdołali usunąć teczki kleru i te dla nich najcenniejsze, najwartościowsze lub najbardziej wstydliwe. Z reszty uczyniono kaleką Pamięć Narodową - pamięć stworzoną przez POLICJĘ POLITYCZNĄ!
@
@
Teraz ta pamięć po lobotomii będzie służyć do oczyszczania tych, których miała pogrążać. Efekt będzie zgodny z nowotestamentową zasadą, że lepiej skazać stu niewinnych, jeśli wśród nich znalazł się zdrajca... Chyba coś mi się pomieszało! Czy tylko mi?
@
@
Nieważne czy jażem donosił, czy ktoś na mnie donosił - wystarczy TO słowo - DONOSIŁ!
Jażem jest skolokwializowaniem samoobronnym - pardą...

7 mar 2007

Please – make polish in language selection!

Please – make polish in language selection!
We have many troubles with making blog in polish!

Taki apel, pewnie niezbyt gramatyczny, usiłowałem gdzieś wetknąć w bloggera albo w googla…

Odbiłem się od wielkiej, milczącej skały, pełnej helpów, dobrych rad, i ciepłych powitań typu: Welcome to the Google Groups Help group! Mam kolejną nauczkę – ucz się człeku angielskiego, najlepiej w wersji sieciowej, bo inaczej będziesz ćwokiem, pałętającym się bez sensu w sieciowej dżungli. Skała była niedostępna i milcząca, bo zupełnie pozbawiona wejść typu: skontaktuj się z nami, napisz do nas, napisz donos...

Pod adresem http://www.blogger.com/about można przeczytać, a jakże, po angielsku, łzawą historyjkę o tym, jak Sierotka Marysia napotkała królewicza Googla. Tak, tego Googla!

Things were going well again in 2002. We had hundreds of thousands of users, though still just a few people. And then something no one expected happened: Google wanted to buy us. Yes, that Google. We liked Google a lot. And they liked blogs. So we were amenable to the idea. And it worked out nicely.

Ja też lubię googla bardzo. Lubię też gmaila za bezkompromisową bezspamowość. Ale to co wielki google z małym bloggerem robią w Polsce i dla Polaków to kpinka!

Wnioski?

Przyjazne narzędzie zmieniło się w anonimową maszynerię do wyciskania pieniędzy. Światowa potęga giełdowa nie widzi atomków, tworzących jej wielkość. A już zupełnie nie istnieją dla niej kosmiczne peryferia, używające języków z kreseczkami i kropeczkami. Choć są takie języki w Language Selection”: English, English (UK), Français, Italiano, Deutsch, Español, Português do Brasil, 日本語, 한국어, 中文(繁体), 中文(简体). W tych językach pełno jest kreseczek, kropeczek, daszków, ogonków a nawet całych krzaczków, krzaków i małych drzewek!

Jak do cholery pisać blog po polsku w takim portalu? Morze (przepraszam, ale pisanie "z z kropeczką jurz mnie wkurza!) blogger.com powinien napisać ostrzerzenie:
Not for Polish!

Nie bądźmy jednak malkontentami – oprócz polskiego blogger.com nie zauwarzył też rosyjskiego i arabskiego. Morze dlatego, by nie ułatwiać blogowych kontaktów terrorystom czeczeńskim i alkaidzkim? No, ale my są sprzymierzeńcy! Morze coś się zmieni? Morze jest iskierka nadziei?

Google Analytics Associate Manager - EU Headquarters ... Knowledge of one or more of the following languages an advantage: German, Italian,French, Dutch, Danish, Swedish, Russian, Polish, Turkish. ... Department: Ireland - Dublin

Rodacy w Irlandii!!! Uświadomcie tym kalifornijskim kowbojom krzemowym, rze mogą przespać blogi w Polsce, takim małym europejskim kraiku. Gdy okarze się, rze ten kraik jest blogową potęgą, będzie jurz za późno - wszyscy bloggerzy będą w wordpressie, bloxie, przyjaznymblogu (to moja propozycja - łapcie Rodacy). Wtedy blogger.com w Europie Środkowej zdechnie z głodu.

Howgh!

6 mar 2007

W mediach ruch!

Poza ruchem na szczytach, z których spadają prezesi, czekamy na ruch związany z masową i przymusową lustracją dziennikarzy. Ruszyli też telewizyjni wspaniali od nadawcy publicznego, którego bez owijania w bawełnę można nazwać rządowym - niektórym skończył się okres prosperity, mody czy czas kontraktu. Ci odlatują do komercji, by jeszcze zdążyć dorobić do solidnej emerytury. Jak choćby była dyrektorka Rządowej Dwójki TVPiS - samotna wyspa pod palmami pozostanie pusta...

Ruszył z nowym programem Szymon Majewski! Ludyczna forma poprzednich programów została przypłaszczona i uprostaczona. Teraz każdy samoobronny umysł w lot chwyci dowcipy podawane przy pomocy łopaty. Totalny zjazd w dół! Rechotałem z poczuciem, że na rajdach studenckich, po wypiciu znaczącej ilości rozweselaczy, miewaliśmy lepsze i bardziej zabawne pomysły...

Ruszył też niedawno z nowym programem duet Mann-Materna! Uatrakcyjnienie scenografii odwrotnie proporcjonalne do uatrakcyjnienia treści. Ogólne bezhołowie i odmóżdżenie. Tym bardziej mi przykro pisać, że Pan Wojtek jest moim ulubionym radiowcem, którego w dalszym ciągu słucham z wielkim sentymentem - jest jednym z niewielu żyjących dinozaurów Dawnej Trójki. Na wizji - totalny zjazd w dół! Panie Wojtku! Trzymaj się Pan, byle nie brzytwy...

Z panamannowych występów telewizyjnych jedynie jeszcze Szansa na sukces się broni. Do Dużych dzieci jestem albo za młody albo za stary - może kiedy już będę miał wnuki, to dorosnę do formuły tej marnej karykatury tego, co kiedyś w Trójce robiła Pani Kłys z niezmanierowanymi przedszkolakami. Ale to są programy, które Wojciech Mann jedynie ozdabia swoją osobą i błyskotliwą inteligencją...

No i wart odnotowania debiut mikrofonowy gospodarza Salonu24 Igora Janke, jako prowadzącego poranek w TOK FM. Jedyne, co zauważyłem, to przegląd blogów zamiast przeglądu prasy. W trakcie rozmowy z Selinem musiałem zakończyć słuchanie radia, więc trudno ocenić szerzej. Pażiwiom - uwidim, jak mawiają Wschodni Bracia... Choć na wstępie Igor Janke pod każdym względem góruje nad RAZem!

Teraz będę miał więcej czasu na media ogólnodostępne, bo padł odtwarzacz dvd. Pewnie się okaże, że będę musiał opłacić ekspresową naprawę! Na razie mam serię kontaktów sieciowych i telefonicznych z polską ekipą kalifornijskiej firmy manta. W sieci nie odpowiadają na maile a w telefonach głównie słychać muzyczkę - wcale nie kalifornijską...

5 mar 2007

Po raz kolejny...

...wyrażam swoje narastające obrzydzenie bloggerem, jako narzędziem tworzenia bloga. Teraz nie mogę komentować postów na innych blogach w blogspocie - loguję się po stokroć i NIC! Raz jako stary blogger, raz jako NOWY blogger - bezskutecznie!

Wybaczcie blogowicze - nie potrafię przeskoczyć tej durnoty! Niby amerykańska robota a takie gówniane wykonanie...

Teraz nie dziwię się, że mam ponad sto wejść dziennie i żadnych komentarzy - widocznie nikt nie potrafi przeskoczyć durnoty systemu!

Pora wynosić się w inne miejsce... Od pewnego czasu zagnieździłem się w Salonie24 - mój adres tam wisi obok, tak na prawo... Tak! To chamopole24. Wpisy stamtąd kopiuję tutaj, bo wtedy nie wywala mi notek choćby używanie "S zaopatrzonego w kreseczkę u góry".

Trudności wzrosły po objęciu blogspotu przez googla!!! Wprowadzono nowe logowania - poprzez adres gmailowy - teraz obowiązkowy! Lubię googla i najczęściej z niego korzystam, lubię też gmaila za bezkompromisową bezspamowość. Ale teraz, do trudności z pisaniem "S zaopatrzonego w kreseczkę u góry" doszły nowe przyjemności!!! Teraz są kłopoty z pisaniem "Z z kropeczką u góry" - napisanie tej, diabelskiej zdaniem nowych wielkorządców z googla, literki wywala cały fragment tekstu, napisanego przed ż!!! No to już jakiś horror!

Może administratorzy blogspota NIE WIEDZĄ, że w polskiej wersji jest taka kaszana?

Jakiś czas będę prowadzić podwójne życie, ale prędzej lub później wyniosę się stąd! Może do Irlandii? Albo na wyspy brytyjskie...

4 mar 2007

Kij w muzułmańskie mrowisko!

Wypowiedzi wszechedukatora, przez chichot historii uczynionego wicepremierem, doprowadzają mnie zawsze do "dziwnej takiej nerwowości", ale niepoprawne politycznie uwagi, o grożącym Europie islamskim potopie, sprowokowały mnie do paru przemyśleń, które da się skondensować do tezy, że islam i demokracja to ogień i woda. Łączenie ich nie może się powieść...

Wydaje mi się, że islam nie przerodził się w wojujący islamizm tylko w tych krajach, gdzie jest silna władza centralna. W państwach rządzonych przez silnego władcę - króla, cesarza czy tyrana. W Maroku spokój i silny król. Podobnie w Jordanii, gdzie ojciec dzisiejszego władcy potrafił wykurzyć jątrzących Palestyńczyków. W Iraku superzbir Husajn trzymał w ryzach obie formy islamu, które teraz żrą się na śmierć i życie. Podobnie trzyma za mordę poddanych wódz Syrii. W Libii, z jej potężnym pułkownikiem - podobnie.

Zastanawiam się, gdzie jest jakaś islamska demokracja - tylko Turcja przychodzi na myśl. Ale to też demokracja "inaczej". Dopóki są w niej wojskowi, wierni tradycji Ataturka, dopóty może tam się trzymać taka turecka demokracja. Jeśli w przyszłości wojskowi się zislamizują masowo, to się mocno możemy zdziwić i przerazić! W Indonezji chyba też wojsko czuwa w tle...

Dlatego demokratyczna Europa może mieć problem z islamskimi przybyszami, bo islam i demokracja to...

1 mar 2007

Komentarz Heleny Łuczywo

"Żądania organizacji żydowskich i polskich idących ręka w rękę nacechowane są brakiem realizmu i odpowiedzialności. Czy zdają sobie sprawę, kto miałby za to zapłacić?

Władze naszego państwa nie powinny w żadnym razie ulegać groźbom Israela Singera, który już w 1996 r. straszył Polskę, że jeśli nie spełni jego żądań, będzie "publicznie upokarzana".

Nie wolno obciążać państwa polskiego odpowiedzialnością za mienie odebrane Żydom. To mienie zabrali Niemcy, Polska była ofiarą agresji, a nie jej sprawcą.

Nie jest zresztą jasne, kto właściwie upoważnił te żydowskie organizacje do reprezentowania ofiar Holocaustu. I z jakiej racji domagają się odszkodowań, nawet gdy nie ma spadkobierców?

Żadną miarą władze polskie nie powinny dopuścić, by żądania panów Singera i Szypowskiego stały się przedmiotem poważnej debaty, a tym bardziej, by stanowiły usprawiedliwienie dla głosów antysemickich, które pojawiły się w środowiskach wspierających rządzącą koalicję, np. w mediach o. Rydzyka. Ten antysemityzm szkodzi Polsce i naraża na szwank nasze dobre imię.

Sprawę odszkodowań trzeba wreszcie zamknąć ustawą reprywatyzacyjną, biorąc jednak pod uwagę polskie realia. Projekt takiej ustawy jest w Sejmie."

Pozwolę sobie zacytować cały komentarz Pani Heleny Łuczywo, która jest bardziej ode mnie uprawniona do artykułowania takich myśli. Po pierwsze z racji korzeni żydowskich, od których nigdy się nie odżegnywała, po drugie z racji pozycji, jaką ma w Gazecie Wyborczej, którą trudno posądzać o antysemityzm.

Artykuł w Gazecie ma ostry tytuł, który oddaje sedno sprawy – pazerność organizacji, która w cwany sposób miesza zatroskanie losem ograbionych i wymordowanych z zatroskaniem o własne, gigantyczne korzyści. To właśnie chyba pokazowa pazerność Przemysłu Holocaust.

Tak wyglądałaby pazerność mojego sąsiada, gdyby po zamordowaniu mnie i mojej rodziny i po obrabowaniu nas z wszystkiego, poszedł upominać się o odszkodowanie nie dla moich krewnych, tylko DLA SIEBIE! A na pytanie, co jest podstawą jego roszczeń, odpowiedziałby – „jestem Polakiem i oni byli Polakami, więc mi się należy!”


Mój filosemityzm, cała moja ogromna sympatia do Żydów jako współobywateli, współziomków, budujących kulturę, gospodarkę i historię Państw Polskich, dawnych i obecnych daje mi prawo do niezgody na taką PAZERNOŚĆ.

PAZERNOŚĆ, która jest niesprawiedliwa, nieuprawniona i która przez Polskę zostanie jasno, zdecydowanie i raz na zawsze
odrzucona!

28 lut 2007

Nadchodzi drugi Holocaust

Poczytałem sobie "Przekrój". To tygodnik, który lubię przeglądać, bo zapewnia mi często dobrą rozrywkę. Rozrywka w postaci przekrojowych krzyżówek często jest dla mnie za dobra. Ale dzisiaj artykuł w "Przekroju" mnie przeraził. Zacytuję tylko fragment, choć w pierwszej chwili chciałem wkleić cały kobylasty tekst...

...Rakiety Szahab III i IV polecą w stronę Tel Awiwu, Beer Szewy, Hajfy i Jerozolimy. Celem ataku będzie także sześć izraelskich baz lotniczych, w których znajduje się (podobno) broń jądrowa. Część rakiet będzie uzbrojona w głowice nuklearne, inne będą zawierać ładunki biologiczne lub chemiczne albo stare gazety. Wszystko po to, by zdezorientować izraelskie baterie przeciwlotnicze i oddziały Gwardii Narodowej.

Przy kraju rozmiarów Izraela cztery lub pięć rakiet wystarczy. Izrael zniknie z mapy. Milion lub więcej mieszkańców metropolii Tel Awiw-Jafa i Jerozolimy umrze w chwili ataku. Miliony zapadną na chorobę popromienną. Izrael ma około siedmiu milionów mieszkańców...

27 lut 2007

Telewizja ponownie zdobyta!

Nie pierwsza to twierdza poprzedniej RP, zdobyta przez 4erpe, i to juz powtórnie. Po stanowisku premierowskim i paru ministerstwach znowu została odzyskana tuba propagandowa władzy. Odzyskana z łap człówieka, którego 4erpe postawiła na stanowisku, któremu zaufała i który się nie sprawdził.

Prezes Wildstein się nie sprawdził - się zgadzał na niedopuszczalne praktyki, się przyglądał zuchwalstwu i samodzielności dziennikarzy. No więc się przejechał!

A jaki będzie prezes tymczasowy? Jaką telewizję zacznie tworzyć człowiek z dworu prezydenta? Się samo nasuwa - dworską. Mam tylko małą nadzieję, że nie zacznie robić telewizji folwarcznej, w której widywać będę nadmiernie opalone lico byłego kierownika pegeeru. Może też nie będzie to telewizja strasząca młodzież końską twarzą, która i tak już ministerialnie młodzież męczy pomysłami wszechróżnymi...

A czymże ja się zamartwiam? I tak już niemal nie oglądam tej przesyconej reklamami drętwej naśladowczyni komercyjnych stacji. No i nie opłacam z własnej kieszeni medialnej przybudówki partii rządzącej. Ale rząd się sam wyżywi, jak mawiał Urban. Teraz rząd się sam pochwali, jak się chyba nawet Urbanowi nie śniło... Urbański da radę i się sprawdzi!

26 lut 2007

Z kim najchętniej poszlibyśmy na piwo

Dziś tytuł i poniższy fragment to cytaty z Gazety Wyborczej, bardzo popularnej wśród wielu blogerów z powodu zupełnie "niesalonowych" za to wielce zajadłych ocen. Od siebie dodam, że chętnie zaprosiłbym na kolejkę gości z innych miast, choć w zasadzie sam nie chadzam...

Nasz sondaż pozwala wskazać kilka ośrodków, które rozwijają się harmonijnie - są nie tylko dynamiczne, ale także przyjazne mieszkańcom i stwarzają im dobre perspektywy: to Kraków, Wrocław i Poznań, w mniejszym stopniu Gdańsk. Tutaj łatwo o pracę, mniejsze znaczenie mają przy jej zdobywaniu znajomości, świetna jest oferta edukacyjna i kulturalna, a ludzie mają dobre charaktery.

Krakowianie i wrocławianie uchodzą w całym kraju za najlepszych kompanów - z nimi najchętniej poszlibyśmy się zabawić, oni postawiliby innym kolejkę.

I jeszcze fragment artykułu z wrocławskiej mutacji GW – sam bym się wstydził pewnie tak zachwalać nasze miasto, ale jak inni nas chwalą to i ja mogę się trochę puszyć...

Jacy są sami wrocławianie? O sobie mówimy niemal w samych superlatywach. Jesteśmy więc: hojni, gościnni, uprzejmi, przedsiębiorczy, wrażliwi i przystojni. Mamy poczucie humoru i fantazję, ale lubimy omijać przepisy (to akurat cecha wszystkich Polaków). Słowem - prawdziwie słowiańska dusza.

Nasz optymizm najwyraźniej jest zaraźliwy, ponieważ jesteśmy (my i Wrocław) bardzo dobrze postrzegani przez innych rodaków. Nawet gdy w jakiejś kategorii nie wygrywamy, to zawsze stajemy na podium.

Prawie połowa badanych Polaków za najładniejsze miasto uważa Kraków, ale zaraz na drugim miejscu jest Wrocław. Wybrał nas co piąty respondent, a mieszkańcy Gorzowa, Szczecina i Zielonej Góry stawiają nas niemal na równi z królewskim grodem.

Howgh!

22 lut 2007

Darmowe liczniki?

Liczyłem odwiedziny z ciekawości. Korzystałem z licznika MicroStatic – najmniejszego, zupełnego micro i zupełnie darmowego. Darmowość skończyła się dziś na liczbie odwiedzin 2500 z hakiem. Darmowość była pozorna, bo pod licznikiem była aktywna nazwa firmy – obejrzało ją sobie ćwierć tysiąca ludzi, każdy mógł kliknąć na logo i wejść na stronę „darmowego dawcy liczni(cz)ka”. Było miło – się skończyło!

Od dziś korzystam z uprzejmości firmy darmoweliczniki. Przy cyferkach nie ma nawet loga – imponująca skromność! Liczba odwiedzin jest jednak aktywna - po najechaniu na nią i kliknięciu można trafić wprost do dawcy. Zobaczymy, do jakiej ilości odwiedzin dotrwamy w darmowości...

Pozdrowienia dla wszystkich odwiedzających.

21 lut 2007

Dzień Języka Ojczystego

Dzień jest patriotyczny wielce i powinien być hucznie albo chociaż szumnie obchodzony przez Władze Ojczyzny. Gazety sieciowe, poza Gazetą Wyborczą, nawet o nim nie bąknęły. Rządzący nie odtrąbili, jak bardzo dbają o tę opokę patriotyzmu - o język ojczysty. Nie wspomina się dzieci z Wrześni ani Latarnika...

Może dlatego, że "wadza" raczej nie może świecić przykładem, zwłaszcza że na szczytach władzy słyszymy najbardziej niezaszczytne przykłady niechlujstwa językowego i błędnej a nawet karykaturalnej wymowy. Dziennikarze też się nie palą do propagowania Dnia, bo sami mają wory grzeszków i grzechów.

Zacytuję więc z artykułu GW tylko Wszechedukatora Romana Giertycha: „Na gruzach Okrągłego Stołu zbudujemy IV RP”. "Filipinki" posła Gosiewskiego nie wypada chyba w tym dniu przypominać, bo to w końcu wtręt z greki. Ale czyż języki klasyczne oraz mowa sąsiadów i europejskich potęg nie wzbogacały naszej polszczyzny? Bo że nie ubogacały, to jestem pewien.

Zubożają nasz język parlamentarzyści niedouczeni i dziennikarze niestaranni. W tym dniu życzę im, by tego nie robili!

20 lut 2007

Gdy żyły dinozaury... – dodatek lustracyjny

Czasy takie przyszły, że należy się głęboko zastanowić, czy nie jest się na jakiejś liście umieszczonej w jakiejś teczce. O tym, że teczka może spoczywać w jakiejś szafie nie ma nawet co wspominać. Niech spoczywa w spokoju! W jakimś pokoju...

Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to to, że jotesz jest odnotowany gdzieś w Rosji! W 1972 roku był w składzie grupy studenckiej, która pojechała na wymianę do Leningradu. Pojechaliśmy na obóz budowlany a wylądowaliśmy w obozie komsomolskim! A Komsomoł to był Komunisticzieskij Sajuz Maładioży, czyli Komunistyczny Związek Młodzieży. Żeby pogrążyć nas w niedźwiedzich objęciach Czeka, KGB, GRU i innych tajnych służb, wydano nam legitymacje Komsomołu!

Legitymacja wyglądała tak: kartonik, zgięty w połowie, koloru oczywiście czerwonego. Na pierwszej stronie odznaka komsomolska, z profilem dziadka w czapce z daszkiem, ze spiczastą bródką na dole profilu – to ów Lenin, dziś coraz bardziej wstydliwie zapominany. Słusznie! Dokument był czasowy, ważny tylko na czas naszego uczestnictwa i pracy obozowej. Przez długie lata uchowała się, przekładana z kupki na kupkę, aż trafiła do śmieci widocznie, bo jej od dawna nie widziałem. Może zresztą została wykradziona przez tajne służby wrednego autoramentu i czeka na czasy, gdy zostanę ważną figurą polityczną, rządową, urzędową, samorządową... Niedoczekanie!

Drugi kontakt to kontakt z osławioną Służbą Bezpieczeństwa! Właśnie Tą SB! Byłem jednym z nieszczęśliwców, którzy regularnie i każdego roku narażali się na te kontakty, występując o przyznanie paszportu. Nieszczęśliwcy wypełniali wielostronicowe podania z masą rubryk, pełnych dociekliwych pytań, zwłaszcza o posiadanie rodziny za granicą. Zwłaszcza - zwłaszcza na Zachodzie! Potem te kilkustronicowe płachty należało złożyć w okienku, do którego prowadziła wielogodzinna, spocona i zdenerwowana kolejka. Dołączyć należało wiele zdjęć z odpowiednim ułożeniem ucha, półprofilu albo ćwierć półprzodu. Do tego znaczki opłaty i zaświadczenia. No i wyobrażane sobie przez nas podejrzenia, utrudnienia i powody. Powody dla których odmawiano wydania paszportu, jeśli już istniał albo wykonania paszportu po raz pierwszy. Powody skryte były pod jednym paragrafem – takim peerelowskim „paragrafem 22” – nazwano je „ważne sprawy państwowe” (albo coś podobnie ogólne, nijakie i autorytarne).

Nieszczęśliwcy niekiedy stawali się szczęśliwcami. Gdy dostawali zawiadomienie, by stawić się po odbiór paszportu. Odbierało się go po odstaniu w wielogodzinnej, spoconej i zadowolonej kolejce. Tyle, że po mym pierwszym studenckim wyjeździe do Francji mama oznajmiła mi, że spotkała na mieście Zbyszka, który pytał, jak mi się podobało na Zachodzie. Okazało się, że to daleki krewny – jego ojciec i mój to byli bodajże bracia stryjeczni albo cioteczni. Zbyszek zaś pracował od jakiegoś czasu w Biurze Paszportowym. Głupota obywateli, tumanionych przez komunę była zaś tak wielka, że nie wiedzieli oni tak na co dzień, że Biuro Paszportowe to wyłączny folwark SB. Ja też nie wiedziałem ani się do tej wiedzy zbytnio nie garnąłem...

Po dwóch czy trzech wyjazdach „na Zachód” zadzwonił kiedyś kuzyn, by poprosić mnie o przyjście do biura i porozmawianie z kolegą, na co się zgodziłem, bo nie wiedziałem, że nie powinienem się zgadzać. Zbyszek przed spotkaniem uspokoił mnie, żebym się niczego nie obawiał, ale nie opowiadał nikomu o tym. Spotkanie nastąpiło w gmachu Biura Paszportowego, który był też od zawsze gmachem komendy wojewódzkiej milicji obywatelskiej. Pokoik był mały, urządzony jedynie stolikiem i dwoma krzesłami. Stolik był pusty – nie stała na nim lampka z silną żarówką!

Wszedł młody, wysoki, wysportowany koleś w markowych dżinsach i eleganckim polo „z pewexu”. Koleś sam nawiązał od razu do moich wyjazdów studenckich, ale interesowało go tylko, czy nikt ze mną nie próbował się kontaktować i wypytywać o cokolwiek. Ze smutkiem w głosie poinformowałem go, że nikt nie wyraził zainteresowania mą nieciekawą osobą, nikt mnie nie kaptował, werbował ani w żaden sposób nie molestował.

Na tej pierwszej odpowiedzi rozmowa się zakończyła, ku memu niedosytowi... Nie próbowano mnie namawiać do zwracania uwagi na cokolwiek w przyszłości, nie próbowano mnie pytać o nastroje wśród znajomych, kolegów, nie podpisywałem niczego – raczej kompletne olanie. Może zawdzięczam to spokrewnieniu ze Zbyszkiem? Później domyślałem się, że musiał być porucznikiem, może kapitanem... Do majora pewnie nie doszedł, bo za Solidarności z milicji i paszportówki odszedł. Służba ta rodziła bardzo młodych emerytów...

Teraz jednak rodzi się we mnie niepokój, spowodowany różnymi TW, KO, HGW i innymi tajnymi skrótami. A jeśli Koleś sobie dofantazjował opis spotkania ze mną? Jeśli je twórczo ubogacił, tfu –wzbogacił! Potem papiery poszły tam, gdzie powinny, czyli do pieca. Ale zestawienie „kontaktów” pozostało, skserowane zresztą, bo oryginały w innym pudle spalono.

Ale po chwili przychodzi spokój – na szczęście WSI nic ze mną nie próbowały. No bo wyjazdy do rodziny na wsi to chyba jeszcze nie podpadają pod żadną nielegalną współpracę?

19 lut 2007

Nagroda dla Kołakowskiego w Jerozolimie

Pozwalam sobie dziś zaprezentować cała notatkę prasową z Gazety, która korzystała, jak widać, z serwisu PAP.
Zamieszczam wiadomość o tej imprezie, bo jest interesująca z kilku powodów. Prezentuje naszą książkę w kraju w którym wielu ludzi było od pokoleń zainteresowanych naszą literaturą, kraju ludzi, których przodkowie często byli tej naszej literatury najwybitniejszymi twórcami. Prezentowani są autorzy dla mnie ważni - z tej trójki najwyżej sobie cenię Andrzeja Sapkowskiego. No i na tych targach pracuje moja córką, którą serdecznie pozdrawiam i której zazdroszczę tych ciekawych dni i ciekawych spotkań...

PAP

W niedzielę zaczynają się 23. Międzynarodowe Targi Książki w Jerozolimie. Tego dnia Wielką Nagrodę Jerozolimską otrzyma prof. Leszek Kołakowski.

Kołakowski będzie drugim polskim laureatem tej nagrody - po Zbigniewie Herbercie, który otrzymał ją w 1991 r. Wyróżnienie to przyznawane jest od 1963 r. pisarzom, których "dzieła odnoszą się do zagadnień ludzkiej wolności, polityki i sprawowania władzy". Wśród nagrodzonych znaleźli się do tej pory m.in. Susan Sontag, Jorge Luis Borges, Eugene Ionesco, Milan Kundera.

Jerozolimskie targi odbywają się co dwa lata. Gośćmi targów będzie w tym roku trójka polskich pisarzy: Olga Tokarczuk, Andrzej Sapkowski i Paweł Smoleński. Ich przyjazd to rodzaj preludium do Roku Polskiego, jakim ogłoszono w Izraelu 2008 rok.

Tokarczuk zaprezentuje m.in. swoją najnowszą książkę "Anna Inn w grobowcach świata", która wpisuje się w wielki międzynarodowy projekt wydawniczy, w ramach którego wybrani pisarze z pięciu kontynentów na nowo interpretują starożytne mity.

Powieści fantasy Andrzeja Sapkowskiego znane są na całym świecie, również w Izraelu, choć do tej pory żadna z nich nie została przetłumaczona na hebrajski (są czytane w przekładach na język rosyjski).

Paweł Smoleński jest autorem zbioru reportaży o problemach współczesnego Izraela "Izrael już nie frunie".

Góra urodziła mysz...

Błysło! Hukło! Szczygło obwieściło! Wedle raportu o likwidacji WSI prezydent Wałęsa jest zdrajcą - tyle wyczytało Szczygło. Góra urodziła mysz a mysz pisła - z błyskiem i hukiem...

Legenda "zdradzonej Solidarności" się zeźliła i nazwała Lecha Prezydenta Polski (i wszystkich Polaków?) Kaczyńskiego tak, jak nazwała, za co już grozi kilka legendarnych procesów o obrazę głowy Polski. Zwykłe słowo "dureń" stało się kamieniem obrazy 4erpe.

Ziobro zaczęło, Szczygło skończyło - fajny tydzień mieliśmy. A jakie fajne nas czekają... Teraz będziemy oglądać sądowe weryfikacje "rewelacji" raportu, który wPiSuje się w permanentne już "puszczanie antów".

Szczygło będzie znajdowało zdrajców w armii, Ziobro będzie odkrywało porażających łapowników w armijnej służbie zdrowia. Nareszcie państwo się nam wyczyści..

Nijako się te nazwiska odmieniają, nijako się czuję, gdy owe nazwiska działają.

15 lut 2007

Zdornienia chwilowo permanentnego ciąg dalszy...


CBA walczy i zwalcza! Jak na superspecgigafajną jednostkę antykorupcyjną ten pierwszy medialny sukces jest porażający!

Brakowało mi tylko wyprowadzania skutego chirurga w białym kitlu przez zamaskowanych na czarno robokopów z CBŚ. Skucie powinno być plecowe, z przytrzymywaniem wierzchu głowy przy wsadzaniu do radiowozu.

Teraz pora na architektów-łapówkarzy, potem rybaków dalekomorskich... Centralne Biuro Antykorupcyjne czuwa!

Wydawało mi się jednak, że powoływano je do wykrywania i niszczenia korupcji na szczytach władzy, na styku polityki i biznesu... A tu rach ciach - cios w serce korupcji kardiochirurgicznej. Chirurgiczna precyzja specjednostki - jak się patrzy, to serce rośnie i nie grozi mu operacja w Klinice MSWiA. A skąd zresztą wziąłbym krowę?

Przy okazji drobny prztyczek w nos byłego ministra MSWiA - pod nosem miał TAKĄ aferę i nie wyniuchał. A CBA wyniuchało! Oj Dornie, Dornie... Ziobro mogło ogłosić, odtrąbić i ucieszyć Naród w telewizji - "dowody mamy NA RAZIE na jedno zabójstwo!. Nawet profesor minister Religa dał się ponieść fali bojowego entuzjazmu - "dranie i świnie" pasowały do jego ust, jak kardiochirurgia do gumiaków Leppera.

Panem ec cicrecensem! To jeszcze tylko chleba rzucić motłochowi... Smacznego!

ps. Przypomniała mi się "sprawa lekarzy kremlowskich" - czy ten Mirosław G., zwany w mediach rządowych Garlickim, nie jest przypadkiem Żydem?

ps.ps. W przytulnej ciszy, obok szumu medialnego spowodowanego GIGANTYCZNĄ aferą korupcyjną, w której wyłudzano od NFZ po STO TYSIĘCY złotych za niepotrzebne operacje, przemyka drobna sprawa 12 milionów...

14 lut 2007

Muzyka łagodzi obyczaje?

Zawsze dodaję ten znak zapytania, bo nie do końca wierzę w prawdziwość tego banalnego powiedzonka. Choć chciałbym wierzyć...

Ostatnio odkryłem empetrójki i przekonałem się, że to nie takie zupełne dno dźwiękowe. Można za to w tym formacie wyszukiwać w dżungli wszechświatowej sieci różne rarytasy i rzadkości, w tym muzykę, z którą sam od strasznie dawna nie miałem do czynienia i myślałem, że nigdy już ona do mnie nie wróci.

Takim odzyskanym choć trochę muzykiem jest Airto Moreira, perkusjonista z Brazylii, który od początku lat siedemdziesiątych osiadł ze swą żoną, znakomitą wokalistką Florą Purim, w USA. Tam oboje uczestniczyli w nagraniu jednej z najważniejszych jazzowych, i nie tylko, płyt XX wieku, albumu Chicka Corei "Return To Forever".

Napisałem perkusjonista, bo pasuje mi to odróżnienie specjalisty od wszelakich "przeszkadzajek", stukanek, pocieraczek, dzwonków owczych, krowich i mysich, od zwyczajnego perkusisty, który wali w mniejszy lub większy zestaw bębnów i okrągłych blach. Anglicy to mają łatwo - u nich perkusista to drummer, czyli bębniarz a perkusjonista to percussionist. My musimy kombinować. Tak jak Airto Moreira, który pozostaje dla mnie do dziś niezrównanym kombinatorem-specjalistą od bajkowych zabaw dźwiękiem, brzmieniem i rytmem.

Znałem tak naprawdę tylko trzy jego płyty, z początku lat siedemdziesiątych: Free, Virgin Land i Identity, ale do dziś nagrywa i występuje, choć z dala od Polski. Najbliżej będzie niezadługo we Włoszech - 7 marca w Instituto Italiano del Design, Bicocca University (Workshop + solo concert). Szkoda, że to daleko od Wrocławia...

12 lut 2007

Mogłoby dojść do rękoczynów!

Gdyby na szczyt do Monachium pojechał nasz Prezydent lub Premier, mogłoby dojść do rękoczynów w stosunku do Prezydenta Putina - to obwieścił zdumionemu światu Marek Szef Klubu PiS Kuchciński. Sam to słyszałem w radiu, jadąc rano do pracy!

Dobrze, że nie pojechał nikt od nas, bo mogłoby być źle! Putin jest byłym szpiegiem, szkolonym również do walki wręcz, wnóż i wgłów, zna karate, jest świetnie wysportowany i zwinny.

Mogłoby dojść do patroszenia drobiu i dania w rodzaju kaczka po pekińsku, a raczej po monachijsku. Przepraszam osoby wrażliwe, za takie porównania, ale szef klubu parlamentarnego nikogo nie przepraszał, wygłaszając ze śmiertelną powagą takie farmazony i duby smalone.

9 lut 2007

Oddaję głos...

wrocławianom, którzy masowo pisali, co myślą o elpeerowskich wytryskach intektualnych, a zwłaszcza o pomyśle odebrania Janowi Brzechwie ulicy:

No i ul. Dmowskiego, bo chciał nas sprzedać Rosjanom? Czy te prawicowe przygłupy nie znają swojego idola?

od kiedy to, jakiś Dobrosz ma tupet orzekać na ile był wartościowym człowiekiem Kruczkowski, Brzechwa czy Roosevelt? a coś ty niby zrobił człowieku w swym żałosnym życiu wartościowego, oprócz oczywiście tego, co zrobiłeś ze strachu?

No cóż kolejny "rewolucyjny" pomysł w ramach budowy IV RP. Mam nadzieję, że pomysł jednak padnie, tak samo jak parę innych wspieranych przez przewodnią siłę.

Zlikwidować Piłsudskiego. Rozwodnik nie może być patronem ulicy, co to za przykład?? Ponadto usunąć wszystkich obcobrzmiących: Dubois, Joliot-Curie, Skłodowska-Curie, Pasteur, Liske, Chopin, Bach, Stein. Czy już nie ma prawdziwych Polaków do patronowania? Przecież nawet nie zawsze wiadomo jak to wymówić. Ponadto Czerwonego Krzyża - toż to bluźnierstwo, Czerwony jest komunistyczny, Krzyż jest katolicki.

No i jeszcze usunąć pl. Solidarności bo jednoznacznie kojarzy się z tamtym okresem, nieważne jak się kojarzy, ale komuś coś się odwidzi i przez chwilę przeleci mu przez głowę myśl o PRL-u. A to już jest niedopuszczalne i za to powinni wieszać sic. Do tego należy usunąć jeszcze: Komandorską - bo tam w PRLu chodziło się na lody

Panie Boże Najmiłościwszy Chociaż Najwyraźniej Nie Najmiłosierniejszy czy naprawdę we wszechświecie całym nie było stosowniejszego miejsca na wysiew i hodowlę kretynów???

Proponuje nazwać szalet miejski na Placu Wolności imieniem Roberta Tomczyka, ponieważ kojarzony jest z czystoscią.

Rety, na 322 575 km2 zgromadziliśmy największą ilość debili i oszołomów naświecie... Wstyd, wstyd, wstyd...

Prosze o zmiane nazwy ulicy ;Na ostatnim groszu; ta nazwa jest beznadziejna.

Proponuję nadać jednej z ulic nazwę "Kameleonów Politycznych". W taki sposób Janusz Dobrosz i jemu podobni też będą mieli swą ulicę. Dla przypomnienia - Dobrosz zanim został członkiem arcykatolickiej Ligi Polskich Rodzin był działaczem młodzieżówki arcyPRLowskiego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Kiedy podrósł, został działaczem owego ZSL-u, który go wylansował na posła. Potem się przepoczwarzył razem ze swą partią na PSL. Kiedy PSL stracił szanse wyborcze, opuścił je jak szczur tonący okręt i zapisał się do LPR-u. Teraz kiedy z kolei LPR tonie, to pan Dobrosz robi wokół siebie wrzawę tylko po to, żeby się przenieść do jakiejś "nośnej" partii, która zaniesie go znowu do parlamentu. To są jego motywy, a nie jakieś rzekome czy prawdziwe resztówki po komuniźmie, do których ma zapewne nawet trochę sentymentu.
Dawać , robić zmiany, nie ma ulic takich jak: Wesołego Romka, Antka Policmajstra, Dobrosza Zmieniacza Partyj, Profesora Leppera, Dr. Maksymiuka. Tylko kto chciałby na nich mieszkać ?

Hmmmm Pan Debi... przepraszam Dobrosz nigdy nie pojmie że Wrocław to takie miasto gdzie obok pomnika Stalina może stanąć pomnik Papieża - a każdy mieszkaniec będzie chodził tam gdzie chce. To się nazywa tolerancja Panie D. Niech Pan sobie robi tą IV RP z daleka od naszego miasta. A w dodatku, czy któryś z was, partyjnych pajaców, pomyślał że we Wrocławiu są ważniejsze sprawy do sfinansowania niż zmiana ulic? Dzieci ze szpitala chronić!!! A nie marnować pieniądze podatnika na takie głupoty. A pomyślał krócyś z was, że to nie tylko koszt wymiany tabliczek ale... mieszkańcy muszą wyrobić sobie nowe dowody osobiste (bo na plastikach adresu sie nie zmienia), firmy wyrobić nowe pieczątki, wizytówki, foldery itp, trzeba pozgłaszać zmiane do banków, operatorów telefonicznych, urzędów itd... I po co? Dla jakiejś głupawej zemsty po latach? A kto za to zapłaci?!?!?! LPR?????

A oto fanom Brzechwy przypominam jego Koreańską piosenkę:
Korci Mac Arthura,
Choć nią Truman straszy
Cierpnie na nim skóra,
Bo choć i bezpiecznie
Siedzieć w Ameryce,
Wciąż mu norymberskie
Śnią się szubienice.
Lud przy KimIr senie
Stoi niewzruszenie.

Niestety, Brzechwa, autor wspaniałych wierszy i bajek dla dzieci, w czasie stalinizmu, z wielką gorliwością pisał służalczestalinowskie wiersze. Jako zdrajców opisywał akowców oraz tych co zostali na emigracji (tzn.częstokroć uratowali w ten sposób swoje życie) Przykłady wierszy poniżej.
"Marsz" J. Brzechwa
Bije godzina niezapomniana
zakręt historii - druga zmiana
Trzeba zwycięstwu drogę torować,
Marsz rozpoczęty, Partio prowadź!...
Chowa spekulant worki w sklepie,
Kołtun z trwogi pacierze klepie...
Wiedźmy po domach straszą dzieci,
Masła nie ma, wzięli "Sowieci"...
Pasibrzuch wiejski chłopów judzi
Na Sybir będą wywozić ludzi
Żyje, mąci, knowa podziemie,
Walka trwa dalej, wróg nie drzemie,
Kto nie z nami, będzie z nami,
Kto przeciw nam - piła go złamie!
Który tam? Z drogi. Partia kroczy,
Twoja partia ludu roboczy
Wspólnie pracować, wspólnie budować
maszerować! Partio, prowadź

I jeszcze fragment z wiersza "Głos Ameryki":
(...) Leżą imperialiści na pokładach yachtów,
Chcą agresji, chcą wojny, zyskownych konszachtów,
A tu Apel Sztokholmski: stek złośliwych szykan!
Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan,
Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi,
Wiedział Hitler, co warci Polacy i Czesi,
Wiedział, jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą.

Jestem zawiedziony propozycja tylko zmiany nazw ulic. Proponuję odbieranie
niesłusznie przyznanych tytułów naukowych. Przykładowo proponuję odebrać tytuł doktora niejakiemu Lechowi K. za cytowanie klasyków marksizmu-leninizmu w pracy doktorskiej.

Za "Kaczkę dziwaczkę" Brzechwie ulica w IV RP zdecydowanie nie przysługuje. Na dodatek był Polakiem pochodzenia żydowskiego oraz napisał m.in. takie wywrotowe teksty jak "Ptasie plotki", "Szelmostwa lisa Witalisa", "Śmiechu warte" oraz "Oblicza zmyślone". Podejrzana wydaje sie też jego przyjaźń z grafikiem Janem Marcinem Szancerem, który ilustrował jego książki.

Idiota z encyklopedią

Idiota z encyklopedią jest równie niebezpieczny jak małpa z brzytwą! We Wrocławiu, o czym, jako wrocławianin, ze smutkiem się dowiaduję, takim Intelektualistą Inaczej okazał się Norbert Tomczyk - prezes mikrowydawnictwa jakiegośtam.

Ów II (Intelektualista Inaczej) dowiedział się z encyklopedii o haniebnej przeszłości Jana Brzechwy - otóż ten łże Polak w czasach stalinowskich pisywał wiersze socrealistyczne! Może nawet napisał coś w stylu "towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin"? Za owe zbrodnicze wierszyki nasz wrocławski II domaga się zmiany ulicy Jana Brzechwy na ulicę Andersa. Logiczniej byłoby chyba na Andersena - też w końcu bajkopisarz. Ale licho wie, co mógłby znaleźć na Hansa Christiana nasz nadodrzański lustrator-encyklopedysta...

Pomysł popiera były poseł ZSLu i PSLu - Janusz Dobrosz, wicemarszałek Sejmu z ramienia LPR i cała wrocławska LPR, "bo jest klimat sprzyjający takim inicjatywom"... Niedawno gdzieś w Polsce szkoła chciała sobie nadać imię Jana Brzechwy i oczywiście znalazła się banda idiotów w radzie gminy, która tę inicjatywę z przyczyn ideologiczno-rasowych też chciała utrącić, ale dzieci i ich rodzice obronili bajkopisarza przed głosicielami politycznego bajdurzenia.

Mam nadzieję, że Wrocław, ta twierdza otwartości i wielokulturowości, nasze Miasto Spotkań, obroni się przed bełkotem idiotów. Mam nadzieję, że we Wrocławiu jest zbyt dobry klimat na takie zatęchłe smrodki!

8 lut 2007

Zdornienia ciąg dalszy...

Trzeci bliźniak, najwierniejszy z wiernych, stary towarzysz broni, definitor wykształciuchów, biorący w kamasze, najlepszy poseł, znakomity parlamentarzysta, rymujący bajkopisarz, Żelazny Ludwik - to są imiona wicepremiera, który już nie nadaje się na ministra spraw wewnętrznych...

Na wicepremiera ciągle się nadaje!

Dziwi też pogłoska, która SKĄDŚ wyszła, że ministerstwo spraw wewnętrznych oferowano J.M.Rokicie! Przecież od tego, co jakoby robił, gorsze były tylko mordy. Na szczęście, póki co, JMR wśród obecnie władających nie lubi zwłaszcza dwóch mord...

To oblicza warchoła i chochoła - warchoł zajmuje się nadmiarem warchlaków nieudolnie a chochoł tańczy swój chocholi taniec Świętego Wita w sklepie z porcelaną, jakim jest resort edukacji.

Cdn...

7 lut 2007

Zgłupiałem ze zdziwienia...

...tym Dornem. Może powinienem napisać, że zdorniałem?

Że się Radek mógł narazić - rozumiem. Poszedł w odstawkę i już.
Ale co z tym Dornem? Się naraził też? Pokpiwał sobie przy znajomych i Chłopaki Antka doniosły do Braci Bliźniaczych? Odechciało mu się? Może chce do Plarformy, do Tuska?
Może miał przy BB
kompleks niższości???


Kto następny do jednodniowej sensacji? Kto chce mieć swoje warholowskie 5 minut?

Chyba zacznę pisać o muzyce albo powrócę do wspomnień.
Żydzi mieli rację z tym przekleństwem;
"obyś żył w ciekawych czasach"!

6 lut 2007

CIEKAWE PROPORCJE

W dwadzieścia dni odwiedziło chamopole niemal 1400 wędrowców, co daje dobową średnia ok. 70 wizyt. Niemal żaden z zaglądających nie zostawił komentarza...

Co z tego można wnioskować?

  1. Prawie wszyscy zgadzają się z moimi poglądami, opiniami i ocenami, dlatego nie komentują, bo po co?
  2. Prawie wszyscy uważają, że to co zobaczyli czy przeczytali nie jest ciekawe i nie warto marnować pisaniny, by to wyrazić. Jednak musiałoby to oznaczać, że napływają tu ciągle nowi zainteresowani, którzy momentalnie stają się niezainteresowanymi.
  3. Prawie wszyscy skaczą z bloga na blog dla samej przyjemności (?) skakania, nie przywiązując uwagi do przeskakiwanych miejsc.

Jeśli są jeszcze jakieś inne motywacje to proszę o podpowiedź, bo moje dedukowanie się wyczerpało...

Radek nie poradził!


I Herkules dupa, gdy wrogów kupa! Nec Hercules contra plures po rzymsku, ale w polskim wydaniu...

Radosław Minister Obrony Sikorski podał się do dymisji. Powodem było nieprzyjęcie przez premiera podania o dymisję Antoniego Wiceministra Do Spraw Rozpieprzania Wywiadu Wojskowego Macierewicza, tytularnego podwładnego ministra. Tym razem nie było wypuszczania antka – wystarczył drobny smrodliwy dymek. Był skutkiem zadawnionego od dłuższego czasu iskrzenia pomiędzy obu panami. Tytularna podległość była podległością fikcyjną a taki rodzaj podległości nie mieści się strukturach obronnych. Taki rodzaj podległości mieści się za to w głowach Premiera i Prezydenta.


Proud Twins (Dumni Bliźniacy) nie mogli w tym sporze wybrać polityka eleganckiego, perfekcyjnie władającego angielskim i lubianego przez media, zagranicznych polityków i krajowy plebs – zbyt odstawał od standardów, przez Nich wyznaczanych. W 4erpe normą staje się brak elegancji, dotyczący szerokich dziedzin życia społecznego, politycznego. Dobry polityk jest wypierany przez gorszego polityka. Kopernikańska reguła, dotycząca pieniędzy zeszła pod strzechy. Wybrali Antka Policmajstra, specjalistę od puszczania antków, średnio eleganckiego, zwłaszcza w sposobie uprawiania polityki i zupełnie nielubianego przez media oraz przypadkowe społeczeństwo.

Dobrze jednak, że nie wybrali na ministra zastępcy ministra tylko kogoś innego. Wybrali „męską fotygę”, czyli prezydenckiego przybocznego - następcą Sikorskiego ma być obecny szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Szczygło, który wcześniej pełnił już funkcję wiceministra obrony. Choć nie orzeł ci on czy jastrząb albo sokół, ale zawsze „coś z ptaszków”, więc może wykaże się jakąś lotnością. Oby nie był tylko ptaszkiem w klatce, śpiewającym słodko, ku zadowoleniu swych Panów.


Z ostatniej chwili dochodzą słuchy, że „skrót myślowy” też niedługo poda się do dymisji. Oby się spełniły, choć Gosiewski dementuje...

5 lut 2007

Dziadek do orzechów



Dziadek do orzechów, czyli balet do muzyki Piotra Czajkowskiego, to dobra odtrutka na dzisiejsze czasy, przepełnione polityką w wydaniu marnym, niby szambo wypływające spod klapy.

Opera Wrocławska wreszcie gra we własnym budynku, szacownym, zabytkowym i odresturowanym w kilkunastoletnim remoncie. Wielką zasługą dyrektorki Pani Ewy Michnik jest to, że przez te lata tułaczki zdołała utrzymać zespół w komplecie. Mniejszym lub większym... Muzycy może się wykruszyli, bo do baletu słychać muzykę odtwarzaną z aparatury a z programu nijak nie można się dowiedzieć, kto nagrał to, co jest odtwarzane. Może Berlińczycy, może Wiedeńczycy a może miejscowi?

Balet tańczył dość klasycznie, co jako nieznawca mogłem wywnioskować, porównując z nagraniem na dvd, dostępnym w kioskach. Londyńczycy z Covent Garden tańczyli dość podobnie, może w tle mieli bardziej wystawne dekoracje. Balet Królewski może więcej niż balet finansowany przez marszałka województwa dolnośląskiego.

Wieczór baletowy zakończyłem oglądaniem trzeciej inscenizacji w telewizji mezzo. Ten francuski kanał często pokazuje balet i na ogół w dość nowoczesnych a niekiedy nawet awangardowych wykonaniach. Spektakl przygotował zespół Opery w Lyonie w 2001 roku. Choreografię przygotowała Dominique Boivin i było to przezabawne połączenie tańca klasycznego, akrobatycznego i nowoczesnego w oszczędnych i pomysłowych dekoracjach.

Po takiej dawce baletu nie miałem już sił ani chęci, by oglądać codzienne zapasy naszych asów polityki, czego wszystkim życzę!

2 lut 2007

Bardzo mi miło!


Bardzo mi miło, że dzięki Salonowi24 mogłem dotrzeć do bloga na którym są smakowite rysunki, z bohaterami, których autor darzy uczuciem podobnym do mojego, jak się domyślam...

Zawisza nie złamie prawa!


Na Zawiszy można polegać jak na Zawiszy! Nie złamie prawa!
Jeśli wykonuje obowiązki przewodniczącego komisji sejmowej do spraw bankowych, nawet jeśli jakiś tam trybunał uznał, że powołano ją wbrew prawu czy konstytucji, to nie może nie przyjmować zapłaty za przewodniczenie komisji, która nic nie robi i nikogo nie przesłuchuje. Nazbierało się tej godziwej zapłaty ponad 7 tysiączków - należy się! Pozostali czterej ciężko harujący członkowie po niemal piątalku tysiączaków - razem cuś kole 27 tysięcy, jak powiedzieli by bezrobotni z nabożnym podziwem... Tanie państwo!

W ten sam dzionek media zachłystują się komorniczym zaborem miesięcznej dawki NFZ we wrocławskim szpitalu klinicznym, który chyba zbankrutował w wyniku nienaprawienia sytuacji w polskiej służbie zdrowia. Pani profesor kliniki hematologii dziecięcej ma w szpitalu ponad 150 dzieci chorych na białaczki i inne nowotwory. Mówi o tym, że dotychczas tylko komornik zabrał półtora miliona za robotę zwaną egzekucją komorniczą i wszystko to w zgodzie z prawem. Komornik też nie łamie prawa, jak Zawisza! Sąd wydał wyrok a on ten wyrok egzekwuje, dlatego czynność nazywa się egzekucją. Nazwa właściwa, bo w wyniku tej egzekucji kilka dzieciaków może ponieść śmierć... Jak egzekucja, to egzekucja! Jak państwo prawa i sprawiedliwości, to prawa należy przestrzegać! I forsę brać, bo niebranie forsy byłoby prawa łamaniem i ze sprawiedliwości naigrywaniem się!

Dobrze, że jeszcze nie mam wnuków a moje dzieci już za stare na leczenie w klinice hematologii dziecięcej. Jeśli zachorują, to może będą leczone w Anglii, Iralandii albo innym kraju, który wybiorą, bo kraj w którym poseł Zawisza stanowi prawo a potem robi wszystko, co umie, by prawa nie łamać, czyli bierze godną zapłatę godnie, to nie jest kraj, w którym chciałyby żyć moje dzieci. Dobrze, że mądrzy młodzi ludzie wymyślili komunikatory, Skype, Jajah i inne sposoby na niwelowanie odległości...