30 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (5)

Strona tekstowa rozpoczęta wykładem oficera politycznego na temat perspektyw handlu zagranicznego Polski. Politruk leciał jakimś tekstem propagandowym a słuchaczom powieki opadały w sen. Jedynie ja słuchałem pilnie i notowałem, ku jego zdumieniu. Tyle, że notowałem dokładnie frazę, którą zapamiętałem i pisząc, nie słuchałem kontynuacji. Po zapisaniu krynicznej mądrości łowiłem kolejną frazę, by ją zapisać. Efekt poraża swą głupotą i o to chodziło.

29 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (4)

W tym poście pojawia się prymitywna wojskowa erotyka, zupełnie nie pasująca do modelowego socjalistycznego morale studenta-żołnierza. Na usprawiedliwienie, zupełnie wątłe i nieprzekonywujące, dodam, że towarzystwo obozowe było w całości męskie, przaśne i wyposzczone...

Skoro obóz wydawał nam się miejscem niemal takim, jak na rysunku, to wszystko naokoło jawiło się nam na kształt raju Mahometa, pełnego chętnych hurys, którym co rano odrastało dziewictwo.

Legenda głosiła, że dla poskromienia chuci ponadnormatywnych aplikowano nam brom do porannej kawy ale obecność porannych wzwodów dowodziła nieprawdziwości owej legendy.

Przy okazji przepraszam osoby, które prostactwo sformułowań może urazić. Jednak obowiązek kronikarski nakazuje mi zamieścić i tę stronę wydawnictwa i naszej ówczesnej osobowości.

28 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (3)

Pierwsza odsłona - od razu po sapersku, czyli z grubej rury!

W plakatach antywojennych oraz pacyfach, zakamuflowanych jako koła ratunkowe, umieszczane na mostach pontonowych, wyczuwa się wpływy hipisowskie.

Zawartość hełmów oraz obce napisy pod nimi to już hipisostwo prosto w mordę.

FTA - Fuck The Army... Takie hasło było karygodne w 1972 roku! Czy takie hasło jest dopuszczalne w 2007 roku? Gdy Nasza Armia jest w NATO, Afganistanie i Iraku?

ps. Kliknięcie w obrazek powiększy go do czytelnych rozmiarów

27 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (2)

Na tej stronie futerału widać dane jawne i tajne. Jawna jest data - lipiec 1972. Tajna jest nazwa jednostki - w Gorzowie Wielkopolskim stacjonowała jednostka saperska, która zajmowała się przeprawami przez przeszkody wodne. Zamiast tego mieliśmy numer 1649. Dobrze, że nie tatuowano go na przedramieniu. Albo pod pachami...

Przez miasto płynie rzeka Warta, więc niemal w centrum miasta jednostka miała park ćwiczebny, w którym bezustannie budowano i rozbierano mosty pontonowe oraz trenowano przeprawy łodziami. Cholernie ciężkimi łodziami. Sześciu chłopa musiało taką drewnianą, okutą krypę dźwignąć na ramiona i donieść do wody. Gdyby nie strach, że połamie się nogi kolegom, to upuściłbym to diabelstwo od razu po podniesieniu...

Ostatnia informacja kwalifikowała gazetkę do prokuratora wojskowego. W socjalistycznej armii, będącej znaczącym członkiem Układu Warszawskiego, kryptoegzemplarz był groźny i żaden prokurator nie mógłby zbagatelizować czegokolwiek, co twórcy określili "krypto"!

26 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (1)

Znalazłem egzemplarz udergroundowej gazetki wojskowej, wydawanej w jednym ręcznie pisanym i rysowanym egzemplarzu. Wpadł za książki i leżał ukryty, śmiejąc się złośliwie, gdym go dziesiątki razy szukał. Chciałem przypomnieć sobie słynny rysunek, dedykowany pewnemu pułkownikowi, wyjątkowo przez nas nielubianemu. Nazywał się Kaczyński...

Kaczyńskiego nie lubiliśmy już w roku 1972, na obozie wojskowym studentów Politechniki Wrocławskiej. To był drugi obóz w Gorzowie Wielkopolskim. Na przepustce, popijając piwko, nie zwracaliśmy pewnie zupełnie uwagi, że gdzieś obok pałęta się jakiś małolat, który w przyszłym stuleciu będzie premierem Polski. Na to nikt by nie wpadł - nawet sam Lem! Na to, że będziemy w NATO, nie wpadł jeszcze żaden wariat...

Gazetka zeszła do podziemia, gdy oficjalna gazetka ścienna, do której zredagowania i wykonania nas zmuszono, nie została zaakceptowana przez oficerów przełożonych. Była zbyt luzacka, za bardzo anarchiczna i za mało socjalistyczna. To było do przewidzenia - została tak spreparowana, by żaden zupak nie wpadł na pomysł, że taka gazetka powinna mieć kilka wydań! Ziarno zostało jednak zasiane i wykiełowało w postaci samizdatu, redagowanego zespołowo. Po pewnym czasie zorientowaliśmy się, że ktoś się wygadał, ktoś inny coś usłyszał i podał dalej...

Służba wewnętrzna garnizonu gorzowskiego zaczęła dyskretne poszukiwania podziemnej gazetki. Na szczęście nikt nie doniósł i gazetka przetrwała do dnia dzisiejszego. Żaden z redaktorów nie trafił do aresztu ani przed sąd wojskowy. Nikt nie wyleciał z uczelni z wilczym biletem. Gazetka była raczej wygłupem niż publikacją antysocjalistyczną. Może i nic by się nie stało, gdyby wpadła w łapy służb, bo to były początkowe lata poluzowania gierkowskiego. Kto wie...

Tak więc dzisiaj przednia część kartonowego futerału, chroniącego złożoną gazetkę. Napięcie należy stopniować. Jak u Hitchocka. Przecież byliśmy na obozie saperskim...

20 sie 2007

Co Kultura, to kultura!

Napisałem mail do TVP Kultura:

Czy Kultura nie zechciałaby powtórzyć projekcji filmu Andrzeja Czeczota "Eden". Właśnie z wściekłością dowiedziałem się, że 13 sierpnia, w poniedziałek, TVP2 o godzinie 1:05 nada TRZECI i ostatni odcinek tego dzieła animacji. Wściekły jestem, bo w poprzednich tygodniach musiałem przeoczyć część 1 i 2. Wściekły jestem, że ten film jakiś mądraliński telewizor porąbał na trzy części jak świńską tuszę - ciekawe, czy porozumiewali się z twórcą? Wściekły też jestem z powodu pory projekcji.

Dlaczego nikt nie zadbał, by film ten wydać na DVD? Czy sprzedaż jednego tysiąca nie byłaby już opłacalna? A może chętnych byłoby więcej. Może poprzedzić wydanie subskrypcją - dlaczego nikt nie wpadł na taką formę sondowania rynku - wtedy przdsięwzięcie stałoby się bezpieczne...
Jakiegokolwiek kontaktu z tym filmem szukam od lat. Próbowałem kontaktu z producentem - i nic. A tu był w telewizji i figa - letnie zagapienie. Mea culpa!

Otrzymałem uprzejmą odpowiedź:

2007-08-16 10:13
Szanowny Panie, rozważamy emisję tego filmu w październiku (w całości).
Ostateczna decyzja zostanie podjęta w przyszłym tygodniu.

Pozdrawiam Wojciech Diduszko Programming Editor TVP Kultura ul. J.P.Woronicza 17, 00-999 Warszawa t: (+48) 22 547 29 85

Od powstania TVP Kultura byłem jej entuzjastycznym zwolennikiem. Znany był mi pierwszy jej szef, Jacek Weksler, bo przed laty był znakomitym dyrektorem wrocławskiego Teatru Polskiego. Potem został szefem Teatru Telewizji. On też zorganizował kanał kulturalny telewizji publicznej.
Różne rzeczy możemy wypisywać o dzisiejszej telewizji publicznej, ale co Kultura, to kultura! Tak trzymać...


A "Eden" Andrzeja Czeczota warto zobaczyć. Choćby po to, by naocznie sprawdzić, czy sprawiedliwie zniknął tak błyskawicznie z kin, i nikt nie kwapi się, by wydać go na dvd...

18 sie 2007

Porażająca porażka porażającego

Minister Zerobro poszedł (niechętnie!) na spotkanie z Lepperem, uprzedzony, że może mu grozić likwidacja (!), dlatego zabrał dyktafon! Co można robić dyktafonem w obliczu likwidacji? Może wręczający był jak bondowski Kju, i oprócz instrukcji "jak nagrywać" podał też "jak się bronić" albo "jak się zasłonić". Choć słynny "gwóźdź" jest trochę za mały, jako osłona. Osłony prezydenta, a nie jest wielkoludem, noszą borowcy w aktówkach...

14 sie 2007

Spór Izraela z europarlamentem

Dziś zdumiała mnie mała notka z Rzeczpospolitej:

Spór Izraela z europarlamentem
Izraelczycy starają się zablokować propalestyńską konferencję, która pod koniec sierpnia ma się odbyć w Parlamencie Europejskim. Liczą na pomoc eurodeputowanych i rządów nowych członków Unii Europejskiej, w tym Polski. Konferencja rozpocznie się pod koniec miesiąca. Jej organizatorem jest ONZ-owski Komitet ds. Realizacji Niezbywalnych Praw Narodu Palestyńskiego. Grupa ta, w skład której wchodzą między innymi takie państwa jak Afganistan, Indonezja, Pakistan, Tunezja i Turcja, znana jest ze swojego skrajnie antyizraelskiego nastawienia.

Tu właśnie zacząłem się zdumiewać! Afganistan, Indonezja, Pakistan, Tunezja i Turcja to są te państwa troszczące się o Realizację Niezbywalnych Praw Narodu? Turcy pewnie mają bogate doświadczenia w realizacji niezbywalnych praw narodu kurdyjskiego? Indonezyjczycy mają narodów od cholery, ale tak z głowy przypominam sobie, jak realizowali niezbywalne prawa narodu Timoru – w postaci lokalnego, miniaturowego ludobójstwa... Pozostałej trójce też pewnie szybko można by znaleźć Tadżyków, Uzbeków, Berberów i innych, którzy żywiołowo opowiadaliby o realizacji niezbywalnych etc.
Czy którekolwiek z tych pięciu państw jest bliższe europejczykom niż Izrael? W pojmowaniu demokracji, praw narodów, wolności? Cała piątka jest też całkowicie muzułmańska a w znaczącej części fanatycznie muzułmańska.

Polacy: możecie na nas liczyć... Polscy europarlamentarzyści deklarują swoją pomoc. - Wszelkie jednostronne inicjatywy, które zamiast łagodzić konflikt, dorzucają tylko do pieca, są szkodliwe. Chętnie pomogę w zablokowaniu konferencji - powiedział "Rz" Ryszard Czarnecki, który należy do grupy Europejskich Przyjaciół Izraela.

Tu kolejne moje zdumienie! Mój dyżurny wrocławski antybohater – Ryszard Czarnecki – należy do grupy Europejskich Przyjaciół Izraela. Mamy więc niebagatelny punkt wspólny, styczny i zbieżny. Panie Ryszardzie – chapeau bas! Zdumiał mnie pan dziś najpoważniej od lat, od zawsze...

Europarlament też mnie zdumiał – zupełnie na odwrót niż pan Ryszard – bo europarlament zdurniał!

7 sie 2007

Młot parowy

http://www.steamhammer.com/

To jeden z moich najukochańszych dinozaurów muzycznych. Na polskiej stronie, poświęconej Zagubionym Perłom Rocka opisuje go Piotr , a czyni to słowami tak czułymi i ciepłymi, że przytoczę je w dużych fragmentach:
Jedna z najpiękniejszych płyt blues-rockowych końca lat 60. Wprawdzie "znawcy" wyżej cenią LP "MK II", ale nastrój "Reflection" jest niepowtarzalny.
Płyta rozpoczyna się szumem strumienia przy dżwięku delikatnych gitar, by po chwili przejść w "wodospad" riffu ..."Junior's Wailing". Posłuchajcie jak ten sam utwór wykonywała grupa Status Quo na LP "Ma Kelly's Greasy Spoon" a wyczujecie (to nie pomyłka w pisowni ) to co jest najbardziej urzekające w tej płycie.

Pozostałe płyty Steamhammer to, "MK II" z dużym odcieniem jazz'owym, "Mountains" będąca powrótem do korzeni, czyli bluesa. Na niej znajduje się kolejna muzyczna perła - "Riding on the L & N". I na koniec działalności grupy "Speech" - płyta o charakterze eksperymentalnym...

Steamhammer był zespołem angielskim, który powstał u schyłku mody na białego bluesa, dlatego nie zdobył sławy, jaka mu się należała. Dużą popularnością cieszył się na kontynancie, kochany przez wiernych fanów w Holandii i Niemczech. Ostatnia płyta, w zmienionym składzie, została wydana tylko w Niemczech...
Płyty Młota Parowego często słucham i są dla mnie ciągle tak świeże jak wtedy, gdy nagrano je niemal czterdzieści lat temu. Zespół się rozpadł, muzycy zajęli się innymi projektami. Wokalista i gitarzysta pierwszego składu zespołu Kieran White wyjechał do Stanów, gdzie został kierowcą ciężarówki. Niedawno zmarł...
Po dinozaurach rocka pozostały płyty. Jak kości na pustyni Gobi.

1 sie 2007

Wujka postrzelili...

...powstańcy warszawscy! Nie - nie był esesmanem! Miał 18 lat, gdy Niemcy na Polesiu rozkazali, by dziadek powoził własną furmanką i konikiem, które stały się częścią wojskowej kolumny transportowej. Po wielkich błaganiach panowie świata zgodzili się, by niemal pełnoletni podrostek zastąpił ojca. I tak wujek Michaś trafił z kolumną innych furmanek do Warszawy, w której właśnie wybuchły walki. Podczas przejazdu przez ulice oberwał rykoszetem albo specjalnie w biodro, na szczęście powierzchownie.

Po klęsce III Rzeszy znalazł się w Hamburgu, z którego zaczął przedzierać się do Polski, do rodziny na Polesiu. Pewnie nawet nie wiedział, że to już Związek Radziecki. Dotarł do Szczecina, gdzie złapali go żołnierze rosyjscy. Zamknęli w jakiejś komórce, grożąc, że zabiją jako szpiega. Wydostał się nocą i wiał z powrotem na zachód aż się kurzyło. Dotarł do Hamburga, który jakoś już znał. Tam cudem spotkał siostrę, wywiezioną dwa lata wcześniej na roboty. Była najstarsza z rodzeństwa i dostała propozycję nie do odrzucenia.

Żelazna kurtyna szybko odcięła ich od reszty rodziny. Po latach założyli własne. Ciotka Hania spotkała Hermana - hitlerowskiego inwalidę wojennego, który stracił nogę na froncie wschodnim. Żyli zgodnie i spokojnie długie lata. Wujek Michaś napotkał śliczną niemiecką nastolatkę, która uparła się, że chce tylko tego wesołego, wysokiego Polaczka. Żyją szczęśliwie do dziś. Schorowani tylko, ale to wina wieku...

A moja mama ledwie siedemnaście lat miała, gdy wysłano ją do tej nieznanej nowej Polski. Tam na ziemiach zachodnich, o których ciągle na wschodzie mówiono, że szybko wrócą do Niemiec, zagnieździł się juz jej kuzyn. Objął we władanie nieduże gospodarstwo we wsi pod Lubaniem. Do niego przyjechała mama, która jak ta gołębica wypuszczona z arki przez Noego, miała dać znać reszcie rodziny, czy da się żyć tam, gdzie zawędrowała. Pisała żeby przyjeżdzali czym prędzej, ale dziadkowi i babci, z trójką dzieci, strach było rzucać dom, wybudowany przez przodków i te kilkanaście hektarów piaszczystej ziemi. Zostali, ziemię szybko włączono do kołchozu, w którym dziadek do śmierci był proletariuszem-wyrobnikiem.

Z trójki dzieci tylko ciocia Jania wyszła za mąż za Polaka. Więc jej dzieci są w pełni Polakami. Nie znają ani słowa po polsku. Są obywatelami Białorusi. Nie znają też wielu słów po białorusku. Rozmawiają po rosyjsku. Córka wujka Michasia rozmawia w swym rodzinnym języku niemieckim. Tylko ja rozmawiam po polsku...