21 sie 2006

Kurek: Getta zbudowali Żydzi

Po raz pierwszy zamieszczam na blogu tak obszerny materiał - cały artykuł, a nie żaden wycinek na słomiankę. Jakoś tak mi Orwellem zapachniało...
Poniewż Gazeta Wyborcza po jakimś czasie przenosi swe artykuły do płatnego archiwum, to zamieszczam cały artykuł, by mogli go przeczytać ci, co nie mieli okazji wertowania dzisiejszej gazety... Zdjęcia autorki odkrywczej pracy nie powielam, bo i po co.
Poza tym Orwellem nie dodam żadnego komentarza - niech każdy skomentuje sobie sam - w głąb.


W pierwszych latach wojny Polacy w Warszawie żyli w ciągłym strachu przed łapankami i egzekucjami. A Żydzi w getcie się bawili. Mieli co świętować. W końcu żyli w "autonomicznej prowincji", którą wynegocjowali od Niemców. Do takich wniosków doszła historyczka Ewa Kurek

Ewa Kurek zawarła swe ustalenia w książce „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945” wydanej w tym roku przez Wyższą Szkołę Umiejętności w Kielcach, gdzie autorka wykłada. Doszła do nich - pisze - analizując przede wszystkim żydowskie źródła: wspomnienia, kroniki i relacje. Najczęściej powołuje się na Adama Czerniakowa, prezesa Judenratu - Żydowskiej Rady Starszych w getcie warszawskim - i kronikę Emanuela Ringelbluma - twórcy konspiracyjnego archiwum w getcie. Zwłaszcza dzienniki - uważa - „nie pozostawiają cienia wątpliwości”, że getta „w istocie rzeczy były zbudowanymi w latach 1939-1942 przez polskich Żydów za zgodą okupujących polskie ziemie Niemców autonomicznymi prowincjami żydowskimi”. Żydzi „po raz pierwszy od ponad dwóch tysięcy lat zbudowali zręby struktur żydowskiej państwowości”.

Według Kurek w pierwszych latach okupacji najbardziej zagrożeni byli Polacy, Żydzi zaś delektowali się „autonomiami i izolacją gett. Głodnych wprawdzie i chłodnych, ale z wolną sobotą, żydowskimi tramwajami, własną pocztą, policją teatrami, restauracjami”; „na przełomie 1941/1942 roku czuli się za wzniesionymi przez siebie murami bezpiecznie i otwarcie mówili: »Nie chcemy zbratania z Polakami «”.

W latach 1939-42 Warszawa poza gettem „była ponura i smutna. Żyła w niej ludność zaszczuta niemieckimi łapankami, egzekucjami i wywózkami do obozów koncentracyjnych”. W tym czasie „getto warszawskie ( ) bawiło się”. Kurek cytuje kronikę Ringelbluma: „W »Melody Palace « odbyła się zabawa karnawałowa z konkursem na najpiękniejsze nogi. Getto tańczy”; „Policjanci żydowscy (...) wypełniają najelegantsze lokale [w towarzystwie] pięknych kobiet. (...) Ich eleganckie, lśniące, wysokie buty oficerskie imponują - jak widać - kobietom” (zapis z 1941 r.).

Dzieci konały na ulicach

Ewa Kurek pisze, jakby poza jej świadomością pozostawało, jak wyglądało życie w gettach. Tylko mimochodem wspomina o "nieludzkich warunkach bytowych" w getcie łódzkim.

Kiedy 16 listopada 1940 r. władze okupacyjne zamknęły getto w Warszawie, na jego obszarze (ok. 307 ha) znalazło się ok. 450 tys. Żydów ze stolicy i okolicznych miejscowości. Do lata 1942 r. z głodu, chorób i wyczerpania zmarło 100 tys. jego mieszkańców.

Na miesięczne kartki aprowizacyjne można było kupić na osobę zaledwie 2,5 kg chleba, ok. 20 dkg cukru, czasem - brukiew, ziemniaki, mydło. By przeżyć, trzeba było mieć dodatkowe jedzenie - najczęściej szmuglowane z drugiej strony muru. Była to bardzo niebezpieczna działalność - jej ceną często była śmierć. Dlatego ceny produktów w getcie były o wiele wyższe niż poza nim. Ci, którzy wyprzedali się już ze wszystkiego, nie mieli żadnych możliwości kupowania jedzenia na gettowym czarnym rynku. Byli skazani na pomoc społeczną, żebranie na ulicach, powolne konanie z głodu.

Z kroniki Ringelbluma:

"Ostatnio prawie na co dzień na ulicach, pośrodku chodnika, leżą nieprzytomni lub zmarli ludzie. (...) Żebrała jakaś matka, która miała przy sobie dziecko; okazało się, że było ono martwe. Na ulicy żebrzą trzy- i czteroletnie dzieci" (luty 1941).

"W niektórych domach żydowskiej biedoty (...) wymierają całe rodziny"; "przed domem przy Muranowskiej 24 (...) sześcioletnie żebrzące dziecko konało (...) całą noc i nie mogło doczołgać się do kawałka chleba, zrzuconego z balkonu" (oba zapisy z sierpnia 1941).

W getcie panowała straszliwa ciasnota - na izbę przypadało przeciętnie sześć-osiem osób. Sprzyjało to - przy niemożliwości zachowania higieny i braku środków czystości - epidemiom i stanowiło dodatkową torturę psychiczną i fizyczną.

Od października 1941 r. karą za nielegalnie przebywanie poza gettami - owymi "autonomicznymi prowincjami żydowskimi" - była śmierć.

Mimo tragicznego położenia mieszkańcy getta próbowali pomóc najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym. Czytali też książki, słuchali muzyki i chodzili do teatru. I nawet na tańce - co tak wybija Kurek.

- Oczywiście, że się w getcie bawiono, co wieczór różne organizacje czytały klasykę polską i żydowską - mówi Marek Edelman, jeden z dowódców Żydowskiej Organizacji Bojowej i powstania w getcie w 1943 r. - Ci ludzie chcieli pozostać ludźmi i dlatego zajmowali się kulturą.

Kurek to jednak nie interesuje, podobnie jak nie interesuje jej prowadzone w getcie tajne nauczanie, badania naukowe ani działalność Janusza Korczaka, który kierował żydowskim Domem Sierot i zginął wraz ze swymi wychowankami wywieziony do Treblinki. Ani nadludzkie wysiłki tych, którzy starali się ratować chorych i umierających, co opisała np. Adina Blady-Szwajger, lekarka z getta: "Na łóżeczkach (...) po troje, czworo dzieci. (...) Dzień pracy coraz dłuższy, coraz większe zmęczenie pielęgniarek, które same słaniając się na nogach, przemywały odleżyny, układały obrzęknięte ciałka na boku" (jesień 1941, za: "Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po Zagładzie").

"W granicach żydowskiej idei"

Z lektury dzienników Czerniakowa Kurek wyciąga wniosek, że "negocjował" z władzami niemieckim "warunki współpracy, po czym natychmiast z jak największą skrupulatnością wprowadzał je w życie".

Kurek pisze tak, jakby nie wiedziała, że "negocjacje" z hitlerowcami polegały na staraniach o poprawę położenia ludności - prezesi rad żydowskich zabiegali choćby o złagodzenie niemieckich okrucieństw. I że Niemcy wielu z nich bili, znieważali, aresztowali; wielu zginęło, gdy się przeciwstawiali.

Kurek dowodzi, że skoro drut kolczasty i mur, którym Niemcy odgrodzili getto, sfinansowali Żydzi, to znaczy to, że izolacja "żydowskiej autonomii" od Polaków "mieściła się w granicach żydowskiej idei". Cytuje słowa Czerniakowa z kwietnia 1940 r.: "Poruszyłem sprawę murów. Dałem materiał"; "za mury zapłacimy" - tak jakby te zapisy w jego dzienniku świadczyć miały o gorliwej współpracy z Niemcami. Pomija takie świadectwa zamkniętych w getcie, jak np. Chaima Arona Kapłana: "Judenrat buduje masowy grób na własny koszt; oczywiście gdyby okupant nie żądał tego, Rada sama z siebie nie wpadłaby na pomysł budowania ufortyfikowanych murów, zamykających własny naród".

Autorka książki cytuje Czerniakowa i Ringelbluma tak, jakby nie rozumiała, że nie mogli oni o wszystkim pisać wprost, że używają ironii lub szyfrują fakty - na wypadek gdyby ich zapiski wpadły w ręce Niemców. Dlatego Czerniaków jawi się w jej ujęciu jako żarliwy niemiecki współpracownik, a nie dźwigający ciężar ogromnej odpowiedzialności człowiek, który reaguje na polecenia Niemców i, w pewnym zakresie, stosuje opór, perswazję, łapówki - byle tylko uratować jak najwięcej rodaków. A Ringelblum staje się piewcą demoralizacji getta, a nie działaczem konspiracji i twórcą bezcennego archiwum.

Żydowscy kaci!

Ewa Kurek pisze jako o rzeczy "niesłychanej", że do tej pory "do świadomości historyków oraz (...) ogółu społeczeństw dociera jedynie informacja o tym, że wszyscy zamordowani Żydzi byli ofiarami", a "wokół żydowskich katów od dziesięcioleci panuje martwa cisza". Po "wczytaniu się głębiej" w źródła oraz analizie "coraz odważniej prowadzonych najnowszych badań" stwierdza, że "obraz Niemców jako katów pozostaje bez zmian, lecz Żydzi coraz wyraźniej jawią się nie tylko jako ofiary"; rolę katów swoich braci odegrali w czasie wojny ci Żydzi, "którzy z jakichkolwiek pobudek uczestniczyli w którymkolwiek z etapów zagłady własnego narodu lub poprzez służbę w niemieckich formacjach wojskowych wspierali ludobójstwo hitlerowskich Niemiec". Chodzi jej m.in. o pracowników Judenratów i o funkcjonariuszy żydowskiej policji w gettach.

Ale fakty, do których odwołuje się Kurek, nie są nowe. Istnieje obszerna literatura dotycząca współodpowiedzialności i dylematów moralnych, przed którymi stały powołane przez Niemców Judenraty reprezentujące społeczność żydowską wobec nich, a także egzekwujące ich zarządzenia. Po wojnie ci członkowie Judenratów, którzy posunęli się w kontaktach z Niemcami za daleko, stawali nawet - o ile przeżyli - przed sądami.

Wewnętrznego porządku w gettach pilnowała policja żydowska podporządkowana Judenratom, ale zmuszona też wykonywać bezpośrednie rozkazy Niemców. Policjanci stopniowo zaczęli uważać się za coś lepszego od ogółu, bili i używali przemocy. W czasie deportacji mieszkańców gett do obozów byli już powszechnie znienawidzeni. To wszystko od dawna wiadomo.

Kurek, powołując się na relację więźnia z obozu w Sobiborze, pisze: „Żydzi z całą pewnością uczestniczyli w opróżnianiu komór gazowych z zamordowanych współbraci i unicestwianiu ich ciał”, choć dodaje: „Można (...) zastanawiać się nad psychiką ludzi, którzy pozostając przy życiu, »szykowali « na śmierć swoich najbliższych, lecz fakt zniewolenia i realna groźba śmierci zdejmuje z nich katowskie piętno”.

Chodzi o członków Sonderkommand - grup roboczych zmuszanych m.in. do obsługi krematoriów.

Samuela Willenberga, który w październiku 1942 r. znalazł się w Treblince, Niemcy włączyli do komanda sortującego ubrania po zagazowanych. - Weź tę paczkę palt - krzyknął do niego pewnego razu nadzorca. "Gdy się schyliłem, aby ją podnieść, mignął mi znajomy kolor - wspominał Willenberg po latach. - Nachyliłem się i wyciągnąłem małe brązowe paletko mojej najmłodszej siostrzyczki Tamary i połączoną z nim spódniczkę mojej starszej siostry Ity, jakby splecione w siostrzanym uścisku. (...) Z peronu dolatywał stuk wtaczających się wagonów z nowymi ofiarami. I czułem, że zacznę krzyczeć".

W książce Ewy Kurek, pełnej kategorycznych sądów, mało jest empatii i prób wczucia się w takie tragedie.

Nowa Hannah Arendt

Ewa Kurek odrzuca zarzuty o manipulację źródłami.

"Gazeta": - Przeciwstawia Pani smutną i ponurą Warszawę bawiącemu się gettu. U Ringelbluma można znaleźć mnóstwo opisów ludzi masowo umierających z głodu w getcie.

- Tego, że getto się bawiło, dowodzą żydowskie źródła. Nie wymyśliłam sobie też np. wolnej soboty w getcie warszawskim, własnej poczty czy teatrów. Jeśli ktoś chce zarzucić mi fałszerstwo, niech najpierw udowodni, że źródła, na które się powołuję, kłamią - mówi Kurek.

Nie ukrywa, że spodziewała się krytyki po publikacji książki. Przywołuje Hannah Arendt, autorkę pracy "Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła", w której opisała także postawy Żydów w czasie II wojny, "za co wylano jej na głowę kubeł pomyj": - Liczę się z tym, że mnie spotka to samo. Rozwinęłam myśl rzuconą przez Arendt.

Jednak Arendt wyraźnie zaznacza, że chodzi jej o rozpatrzenie zjawiska współpracy części Żydów z Niemcami w całym kontekście wydarzeń wojennych. Nigdzie także nie twierdzi, że można mówić o jakiejś wyjątkowej, dużej grupie "żydowskich katów", którzy odegraliby wyjątkową rolę w Zagładzie. Kurek zdaje się tego nie zauważać.

Habilitacji nie będzie

Praca „Poza granicą solidarności” miała być rozprawą habilitacyjną. Przeczytali ją historycy z KUL-u. Uznali, że nie spełnia wymogów.

- Mam świadomość, że w tej książce kryje się potężny, niebezpieczny ładunek. Na pewno nie chciałabym, by ktoś próbował wykorzystać ją do retoryki antysemickiej - mówi Kurek. - Będę za to pozywać do sądu. Polscy Żydzi byli doskonale zorganizowanym politycznym narodem. Budując autonomię, zachowali się tak jak Polacy podczas I wojny światowej - Rosjanie z Niemcami biorą się za łeb, a Piłsudski buduje państwo polskie. Kto wie, czy Czerniaków nie wziął za wzór właśnie jego. Polscy Żydzi wykorzystali swoje umiejętności polityczne do maksimum. Ale nikt nie przewidział, że Hitler stworzy krematoria. I tu tkwi dramat.

Jednak Czerniaków nie myślał o "budowaniu autonomii". Kierował się przekonaniem, że przy sprzyjających warunkach - jeśli nastąpi szybka klęska Niemców - można uratować większość mieszkańców getta - postępując ostrożnie, unikając rozdrażniania okupanta; słowem - że można przetrwać. Był gotów iść na kompromisy i posuwał się nawet do tego, by wydawać na śmierć jednych, by ratować pozostałych. Ale 23 lipca 1942 r., dzień po tym jak rozpoczęła się w warszawskim getcie wielka akcja deportacji do Treblinki, świadomy, że nie może się jej przeciwstawić, popełnił samobójstwo.

Według Kurek odebrał sobie życie dlatego, że zrozumiał, iż "polityka współpracy z Niemcami okazała się straszliwym w konsekwencjach politycznym błędem". Ta polityka to stworzenie w warszawskim getcie "autonomicznej prowincji żydowskiej". Jednak takich "autonomii" nigdy w okupowanej Polsce nie było.


Książka Ewy Kurek „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945”
(Wyższa Szkoła Umiejętności, Kielce 2006) ukazała się w nakładzie 300 egz.

Za pomoc dziękujemy pracownikom Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN i kierującej nim doc. dr hab. Barbarze Engelking-Boni Korzystaliśmy m.in. z: „Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego. 6 IX 1939-23 VII 1942”, Warszawa 1983, oprac. i przypisy Marian Fuks; Emanuel Ringelblum, „Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943”, wstęp i red. Artur Eisenbach, przeł. z jidysz Adam Rutkowski, Warszawa 1983; Chaim Aron Kapłan, „Scroll of Agony. The Warsaw Diary”, transl. and ed. by Abraham I. Katsh, London 1999; Samuel Willenberg, „Bunt w Treblince”, Warszawa 2004; Barbara Engelking-Boni, Jacek Leociak, „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”, Warszawa 2001; „Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po Zagładzie”, Barbara Engelking-Boni i inni, pod red. Feliksa Tycha, Warszawa 2004

Kim jest Ewa Kurek?

Skończyła KUL. Była redaktorem i wydawcą podziemnego „Biuletynu Informacyjnego NSZZ »S « FSC Lublin”, współpracowała z redakcją podziemnych „Spotkań”. U schyłku lat 80. obroniła na KUL-u doktorat o udziale żeńskich zgromadzeń zakonnych w akcji ratowania dzieci żydowskich podczas okupacji. Jest także autorką m.in. „Ucieczki z zesłania” (wydane w podziemiu), „Gdy klasztor znaczył życie” i „Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie ”. Za scenariusz i reżyserię filmu dokumentalnego „Kto ratuje jedno życie...” otrzymała nagrodę specjalną IX Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Łodzi (1998) oraz I nagrodę Międzynarodowego Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie (1999). Kilka lat wcześniej nagrodziła ją Polcul Foundation za działania na rzecz porozumienia między narodami polskim i żydowskim. Za taką działalność dostała 15 sierpnia br. także wyróżnienie Kościoła polskokatolickiego „Serce dla serc" w dziedzinie ekumenizmu.

W 1995 r. wydała książkę "Zaporczycy 1943-1949" o oddziale podziemia antykomunistycznego. Autorce i wydawcy wytoczyła proces rodzina zmarłego w 1994 r. Władysława Siły-Nowickiego, w czasie wojny żołnierza AK, po wojnie inspektora WiN, później obrońcy w procesach politycznych. W relacjach przytaczanych w książce jawi się on jako osoba podejrzewana o współpracę z SB. Kurek przegrała we wszystkich instancjach. Sąd nakazał jej usunięcie fragmentów tekstu oraz publikację przeprosin. W zeszłym roku ukazało się kolejne wydanie "Zaporczyków" z informacją na okładce, że książkę ocenzurowano.

Paweł P. Reszka, Jan Cywiński

19 komentarzy:

bombowe wakacje w eretz pisze...

wlasnie myslalam czy przeczytasz. rosnie nowe fantastyczne picowate pokolenie historykow jedynej slusznej ideologii. jakby co to bede wysylac paczki ;)

placownik pisze...

W miarę upływu czasu zbrodnia Holokaustu staje się coraz trudniejsza do ogarnięcia rozumem. W obliczu tej zbrodni rozum pani Kurek odmówił posłuszeństwa.

jotesz pisze...

Bombowe wakacje - Z Panią Kurek jest trochę dziwniej niż z pispokoleniem.
Ta Pani zasłużyła na to, że wcześniej nagrodziła ją Polcul Foundation za działania na rzecz porozumienia między narodami polskim i żydowskim.
Coś się jej jednak zablokowało albo odblokowało - stąd trudności z komentowaniem. To napewno nie jest głos Michalkiewicza o Judejczykach...

jotesz pisze...

...przepraszam też PiS za "pispokolenie", bo jeśli nawet takie istnieje już albo dopiero powstaje, to nie chciałbym sugerować mu antysemityzmu.

Zdziwiła mnie obserwacja własna, że często blogi prawicowe są po stronie Izraela w jego walce o istnienie i likwidowanie zagrożenia terrorystycznego.

Może też trafiać się sytuacja, że ktoś prezentuje stanowisko antysemickie i proizraelskie. Filosemityzm z antyizraelskością też pewnie jest możliwy, skoro są na świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom...

Liquidmodernity pisze...

"Zdziwiła mnie obserwacja własna, że często blogi prawicowe są po stronie Izraela w jego walce o istnienie i likwidowanie zagrożenia terrorystycznego."

Bo moze Arabow nienawidzą jeszcze bardziej... widzą w nich zagrożenie nie tylko terrorystyczne, ale też religijne (patrz te wszystkie figury retoryczne 'zalania Europy przez Islam') pozdrawiam

euromason pisze...

ta mila pani zapomniala podac jeszcze jeden waznyfakt: na wejsciem do getta widnial napis:

kazdy sobie ciurka ze swojego (ewa) kurka

Anonimowy pisze...

Tak się składa, że znam Ewę Kurek osobiście. Moim zdaniem nie jest ani filosemitką ani antysemitką. Odnoszę wrażenie raczej, że ona lubi być kontra całemu światu i w tym kierunku ewoluuje. A że ostatnio ma złą passę zawodową i popłynęła z morzem kasy za przegrany proces po publikacji "Zaporczyków"? Winą jest zapewne nadinterpretacja czy tez nieprawidłowa interpretacja źródeł. Słowem: nie ma się czym przejmować. Z tego co wiem ta rozprawa habilitacyjna to już teraz jest makulatura: żaden z historyków, który ją przeczytał nie chciał ją recenzować. I to chyba wystarczy za komentarz. Pozdrawiam ;-)

makowski pisze...

też byłbym za Makulaturą.
.....................
problem z historykami (i tzw.) jest taki, że są 2 historie (metodologicznie) -- ta, z czasami, gdy źródeł (np. pisanych) jest za mało
-- czyli w środkowej europie to gdzieś do XVII wieku;
-- i czas późniejszy, gdy materiału jest ZA DUŻO.
to sa 2 różne (metodologicznie) historie.
w 1-szej: idzie o to, aby interpretować Niepełne Dane;
w 2-giej o to, aby je właściwie wybierać.
a (z tych cytatów wnoszę) że p. Kurek (moim zd.) zastosowała metodologię z 1-szej -- do 2-giej.
bawili się? (= co jest faktem) = znaczy WSZYSCY
(= co faktem nie jest).
i te de.
.....................
pozdrawiam wszystkich.

jotesz pisze...

Pani Kurek więc przejedzie się na Żydach, co może ją skłonić do antysemityzmu, który akurat w jej przypadku stałby się choć częściowo zrozumiały...

bombowe wakacje w eretz chyba zbyt szybko oceniły Panią Kurek jako picowate pokolenie - pic powstał z tego, że jak słusznie zauważył makowski, Pani Kurek z ciekawostek i wyjątków uśredniła życie gettowe. Wyszło jej, że sami się zamknęli, drutem otoczyli, potem się bawili, do teatrów chodzili, a w końcu się zagłodzili. Reszta poszła ze śpiewem na Umszlag Plac i w wagonach pojechała do raju. Bo nie na śmierć, o czym przed laty wykładał w Opolu pewien doktor, ale nie zdążył napisać habilitacji, bo go wywalili. Odtąd zaśmiecał sieć swymi prawdami niewygodnymi.
Gdyby Michalkiewicz był profesorem to by ją zhabilitował!


Kochani Komentatorzy - aleście mnie zadziwili! Ja już powoli zacząłem zwijać zabawki, by chyłkiem nawiać z piaskownicy a tu taki ruch! Pozdrowienia Wszystkim.

Anonimowy pisze...

A może poprostu Ci ludzie rozumieją, że obecnie Izrael ma dobre strony, ale zakłamywanie historii na korzyść niemiec i niekorzyść polski, to nieuczciwe. W momencie, gdy nikt nie protestuje (szczególnie ze strony organizacji żydowskich) o dostaniu się do władz (na razie lokalnych jak 1930) NDP - neonazistowskiej partii niemieckiej. Co wy na to...

Anonimowy pisze...

Taką samą odmierzcie Grossowi za bajkopisarstwo makabryczne cześć i przeklnijcie go jak przekleliście tą biedną panią Kurek. Pan Gross kłamie na każdym kroku, chociażby w sprawie tzw. Pogromu Kieleckiego, w którym nie brali wcale udziału księża i społeczeństwo Kielc. Była to jak udowodnił w oparciu o materiały UB Kąkolewski (www.akademiapolityczna.pl) akcja milicyjno-wojskowa pod dowództwem rosyjskiego generała NKWD i w wykonaniu nawet UBowskich żydów. Pan Gross pisze, że sfuriałe bandy mordowały z karabinami maszynowymi biednych żydów. A tak naprawdę to w bloku w którym dokonano rzezi, były dwie klatki. W jednej mieszkami żydzi komuniści, przeważnie UBecy, a w drugiej żydzi kibucowcy, powracający z rosji, szykujący się do wyjazdu do izraela.Zabito tylko tych kibucowców. Zrobiono to 4 lipca, w dniu niepodległości USA, gdy ambasada USA była pełna gości z całego świata a w Norymberskim Sądzie zaczynała się sprawa Katyńska. Zdyskredytowano nas na oczach całego świata, że to w Polsce musi stacjonować armia radziecka by nie doszło do kolejnego ludobójstwa po Aushwitz. No i teraz wiemy skąd czerpie swoje "natchnienie" bożyszcze historyczne pan Gross (komunista ideolog).

Anonimowy pisze...

Czy pisanie prawdy jest złe i szkodliwe.Nie prawda jest najważniejsza bo ona wszystko wyjaśnia.Zresztą wcześniej prawda wychodzi na jaw.Problem robi sie gdy ktoś chce pisać prawdę o żydach co widać po większości wypowiedzi.I to jest błąd ,gdyż takie podejście odbije się żydom wielka czkawką wcześniej niż myślą.A ci wszyscy krytykanci to szkodnicy którzy robią
wielką szkodę dla żydów.

Anonimowy pisze...

Przeczytałem, rzetelna obiektywna książka łamiąca tabu, autorka mówi prawdę zarówno o postawach Żydów jak i Polaków i to niekoniecznie tych najbardziej chwalebnych. Przeczytajcie, a zrozumiecie, świetna, odważna praca naukowa.
Teraz na te czasy patrzy się przez pryzmat Holocaustu, ale w 1939 czy 1940 nikt nawet nie podejrzewał, że coś takiego jest w ogóle możliwe. W książce jest wiele odwołań do okresu XIX wieku, powtarzam świetna, krytyczna ale nie antysemicka.

Anonimowy pisze...

I jeszcze jedno naukę - w tym historię posuwają do przodu nie schematyczni, odważni ludzie a nie potakiwacze i przepisywacze wydanych już prac.

Anonimowy pisze...

popieram takich ludzi jak Pani Kurek.To jest nie do zniesienia żeby jakieś parchy żądziły naszą codziennością/życiem.Pani Kurek ma u mnie baaardzo duży plus.Brawo.

szatek pisze...

Co robić z anonimowymi komentarzami? Nic...

I współczuć.

liwia pisze...

ten kto zna Ewę Kurek prywatnie i pisze o niej anonimowo jest żałosny i śmieszny. Więcej odwagi anonimie. Znajomość raczej wymyślona bo nie zawiera prawdy i zasmucę anonima gdyż owa pani robi habilitację na bardziej poważanej uczelni
Liwia Galińska

Anonimowy pisze...

Żałosny blog pełen nienawiści i fanatyzmu frustratów. Zapewne o ubeckich rodowodach, od dziadziusia z Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i Ukrainy. To czyta się w każdym wpisie. Kolejne pokolenia komunistów o żydowskich korzeniach, którzy najpierw budowali stalinizm, a później podzielili się na tych w służbach i tych w Solidarności. Mierzwa na ciele Rzeczypospolitej. Niestety ciągle żywa.

Anonimowy pisze...

https://www.youtube.com/watch?v=C9rqR9z0lmQ