10 mar 2008

Nick czy imię i nazwisko?

Już mi się zdarzyło w sieci podać swoje imię i nazwisko, by z odsłoniętą przyłbicą odpowiedzieć blogerowi, który z imienia i nazwiska podpisan wygłosił poglądy, które mnie zbulwersowały. Z tym imieniem i nazwiskiem jest jak w starym kawale: “moje imię i nazwisko nic panu nie powie”. Sprawdzałem w googlu – istnieje tam mój “klon”, wymieniony w większej ilości linków niż ja, który w takiej formie niemal nie istnieję. Trudno konkurować urbaniście z fizykiem teoretycznym, zwłaszcza publikującym prace naukowe. Mój klon niewiele z tego ma, bo odpowiedział mi, że za chlebem musiał wyjechać ze swego ośrodka naukowego do niemieckiej firmy elektronicznej.

Spróbowałem poszukać siebie w “naszej klasie”. Mnie tam nie ma, bo po krzykliwej akcji o niepewnym chronieniu danych osobowych zostałem tam jako Jacek Sz., za to moich klonów naliczyłem dziewiętnastu! Więc ze mną, anonimowym, jest nas w “naszej klasie” dwudziestu!!! Ta dziewiętnastka nie pisuje w sieci, skoro nie ma ich śladu w googlu, ale istnieje w realu. W swoich środowiskach są znani z mojego imienia i mojego nazwiska! Dopiero przy imionach rodziców i nazwisku rodowym matki pojawiły by się różnice.

Już dawno temu uzmysłowiłem sobie, że w sieci “moje imię i nazwisko nic panu nie powie”. Natomiast jotesz się wyemancypował, stał się autonomiczny. Jest łatwiejszy do odszukania googlem. Wyskakuje podczas szukania tematów muzycznych albo wśród miłośników funkii. Bywał w Salonie24, poszedł do TXT, ma gdzieś swoją chałupę na chamopolu. Próbował uwić jakieś gniazda w dziwnych miejscach. Przysiada gdzieś na gałęzi i zakracze…

Zaczynając blogowanie należy liczyć się z tym, że nick może nam ukraść imię i nazwisko, które po jakimś czasie staje się mało ważne, niezauważalne. Szkoda, że nie pomyślałem o tym na początku!:)

5 mar 2008

Pora wracać do gniazda...

Idzie wiosna, podobno już gdzieś wróciły bociany!

Ja, jak ten bocian, odleciałem do innych krajów blogowych.

Najpierw skusiło mnie do Salonu24. Byłem tam dość długo, prawdę pisząc, jestem tam do teraz, choć rzadko czytuję i jeszcze rzadziej pisuję ! Sprawiłem sobie takie urządzonko do podglądania - netvibes. Mogę w nim zaglądać, co w trawie piszczy i nawet początek piszczenia przeczytać. W S24 po obejrzeniu początku, ostatnio zupełnie nie chce mi się oglądać reszty. Będąc tam długo nauczyłem się przewidywania co dany tuz ma do napisania na każdy temat i już mnie pogłębianie tej wiedzy nie bawi. Grupa takich niezadowolonych założyła Tekstowisko.

Zagnieździłem się w Tekstowisku i było mi tam wygodnie. Są tam ciekawi ludzie, którzy ciekawie pisują. Znalazłem też i takich, którzy mnie nie bawią, więc ich omijam. Na szczęście, takich do omijania jest zdecydowanie mniej niż w S24, więc meandrowania i kluczenia nie tak wiele. Ostatnio jednak coś się pogięło - niektórzy, zwłaszcza twórcy TXT, zwalają na Emmę, że niby huragan zaniżył ludziom poczucie humoru a zawyżył nadwrażliwość. Biedni meteopaci...

Gorzej, że i z TeXTowiska zaczęli ludzie odchodzić demonstracyjnie. Zabierają torebeczkę, wkładają do niej łopatkę, grabki i wiaderko, i wychodzą. Likwidują też cały dorobek, by pozostali nie czerpali nieuprawnionej radości z ich twórczej pracy. Można napisać - z ich krwawicy! Ja nie mam zamiaru odchodzić, bo zdecydowanie w Tekstowisku przeważa rozwaga, sympatia, zrozumienie i empatia nad chamstwem, nietolerancją czy trollingiem. Poza tym opłaciłem swój czasowy pobyt, więc szkoda kasy na odejście bez powodu! :)

Jednak uzmysłowiłem sobie, że ta stara chata, stercząca na chamopolu, to moja główna kwatera blogowa a cała reszta to jakieś filie, dacze czy mieszkania służbowe. Więc odkurzam kąty, sprzątam obejście i wracam!

10 lut 2008

Dwa tygodnie poza "Strachem"...

...i poza granicami chamopola. Niestety nie poświęciłem ich lekturze "Strachu" - zacząłem i po trzech dawkach zrobiłem przerwę. Lektura jest zbyt deprymująca, by ją kontynuować bez przerw. Czytałem wyłącznie polskie relacje, udokumentowane i dostępne w źródłach, które Gross dokładnie wypisuje w bibliografii.

Dokupiłem też książkę "antygrossowską" polskiego historyka Chodakiewicza "Po zagładzie" i odłożyłem na półkę. Dojdę do niej po "Strachu". Powoli mijają zaciekłe dyskusje i połajanki. Umilkły głosy typu "nie czytałem, ale swoje wiem..." Widocznie zainteresowani czytają.

Ja teraz czytam dziwną książkę. "Rockowy Armagedon" George'a R.R. Martina. Armagedon, oprócz ogólnie znanego znaczenia (ostateczna, decydująca walka, bitwa między siłami dobra i zła; przen. wielka, krwawa, wyniszczająca obie strony wojna) to także nazwa znakomitego zespołu rockowego (Armageddon), założonego przez byłego członka The Yardbirds Keitha Relfa, Martina Pugha ze Steamhammer, perkusistę Bobby'ego Caldwella, który nagrywał z Johnnym Winterem oraz basistę Lou Cennamo. Tylko jedna jedyna płyta pozostała po spotkaniu tych znakomitych muzyków. Pochodzi z 1975 roku.

Na książce zachęta samego Stephena Kinga: "najlepszy thriller o popkulturze, jaki dotąd napisano". To mi wystarczyło i nie trzeba mi było dodatku: "rock and roll - miłość i śmierć".
Rockkultura zwyciężyła historię i czytam o zakręconych losach grupy The Nazgul, przetykanych cytatami z tekstów piosenek takich wykonawców jak Beatlesi, Jefferson Airplane, Loving Spoonful, Greatful Dead czy Rolling Stones. Im i wielu jeszcze innym znakomitościom muzycznym autor dedykował książkę. To wszystko mnie zaintrygowało, przyciągnęło i wciągnęło...

Zgromadziłem duży stos książek, które czekają na swoją kolejkę. Nigdy nie wiadomo po którą sięgnę. Na razie zwyciężyła muzyka.
:)

23 sty 2008

Strach czytać!

Widać, że każdy jakoś się zmaga z tematem, bo tak naprawdę to to są nasze INDYWIDUALNE zmagania. Rydzyki, polityki, historyki i pismaki - oni tylko próbują upiec swoje pieczenie albo wysmażyć swoje konfitury. W kwestii przyzwoitości narodowej musimy zacząć od przyzwoitości indywidualnej każdego z nas.

Ja na szczęście do kwestii polsko-żydowskiej podchodzę zupełnie nienaukowo, bezcytatowo i zupełnie nie obchodzi mnie, co Żydzi zrobili złego Polakom, a co niby miałoby usprawiedliwiać cokolwiek…

Mnie obchodzi jedynie jak ja, jotesz, odczuwam te sprawy. Wczoraj wreszcie zacząłem zmagania ze "Strachem" i pierwsze kilkanaście stron czytałem jak skamieniały. Niby wszyscy wiemy, znamy liczby, sprzeczamy się o nie. Ale jak na razie, na początkowych kilkunastu stronach Gross przytacza tylko relacje NASZE – Polaków, gojów! Tych nielicznych przerażonych, którzy na gorąco potrafili wyartykułować emocje, zapisać je. I przechować i pokazać. Nielicznych, bo większość pewnie obawiała się okazać sąsiadom, krajanom współczucie albo chociaż tylko obrzydzenie zbrodnią.

Koszmarny jest wątek Ireny Sendlerowej, dziś naszej Bohaterki Narodowej zgłaszanej do Pokojowej Nagrody Nobla, a po wojnie sekowanej za filożydostwo. To była Nasza - Polka! I to Jej córka wspomina upokorzenia i utrudnienia życiowe. Za co? Za uratowanie Żydów? Wysługiwanie się Żydom? Troszkę się zmieniliśmy przez te pół wieku. Teraz zgłaszamy do Nobla! I jak mantrę powtarzamy, że najwięcej drzewek w Yad Vashem...

W Buczaczu wymordowano w krótkim czasie 2400 Żydów. Dlaczego mój ojciec do śmierci mi o tym nie opowiedział? Miał już 19 lat, urodził się w Buczaczu i do 1946 roku tam mieszkał. Nic nie widział? Nic nie słyszał? W domu nie komentowali tego, co dzieje się na ulicach? Przynajmniej mogę domniemywać, że mój dziadek w niczym nie brał udziału, bo po IWŚ był inwalidą bez jednej nogi… Moja Mama opowiadała mi o likwidacji Żydów z Łohiszyna na Polesiu. O dole ogromnym na wszystkie ciała i o moim dziadku, który zemdlał na ten widok i mało nie został wepchnięty w to piekło. Uratowali go sąsiedzi, tak jak i on zgonieni z całego miasteczka do zasypania zbiorowego grobowca. Opowiadała o kilkutygodniowym przechowywaniu trzyosobowej rodziny żydowskiej w ogromnej bece na zboże…

W mojej rodzinie nikt nie ucierpiał od żydowskich zbrodniarzy z UB czy od kolaborantów sowieckich. Moja Mama miała tylko miłe wspomnienia o żydowskich sąsiadach. Może dlatego jej mleko miało inny smak. Może dlatego wszystko oceniam po swojemu. Może dlatego wkurza mnie czytanie o tym, że tak naprawdę to Żydzi dyrygowali mordowaniem Żydów, kontygenty wyznaczały Judenraty ochoczo i bez przymusu a ewentualne zbrodnie moich kochanych rodaków były jednostkowe i zawsze wywołane bolesną reakcją na bestialstwo sowietów, którym Żydzi denuncjowali polskich patriotów i bohaterów.

18 sty 2008

Kim jest Gross?

Już mam książkę, ale trochę czasu upłynie, nim ją przeczytam od deski do deski...

Przeczytałem o Grossie, że zrodzon z polskiej matki i czy ona też była, zdaniem syna, antysemitką, jak ocenia resztę Polaków. To pytanie nie moje tylko przytaczam.

Od dawna obserwuję ten fenomen – Polaków, z matki Polki i ojca Żyda. Dlaczego fenomen? Ano dlatego, że ci nasi pobratymcy mogą być, i często są, odrzucani przez oba społeczeństwa, z których wywodzą się rodzice. Dla ortodoksyjnego, fanatycznego Żyda tylko dziecko Matki-Żydówki może być uznane za Żyda. Symetrycznie – dla ortodoksyjnego Polaka-Katolika dziecko mające którekolwiek z rodziców pochodzenia żydowskiego nie może być Polakiem.
Tak więc, dla fanatyków obu stron, Gross jest bezrasowcem czy beznarodowcem!

Gdyby jednak miał Matkę-Żydówkę to sytuacja stałaby się asymetryczna. Otóż dla ortodoksów żydowskich stałby się czystym Żydem, no może lekko zmieszanym. Dla narodowców polskich w dalszym ciągu byłby Żydem, no może z małą domieszką krwi polskiej ale mało wartościowej, bo skoro ojciec tak się wynarodowił...

To są absurdy antysemityzmu i antypolonizmu w wydaniu skrajnym. Gorzej, jeśli takie myślenie jest rozpowszechnione wśród przeważającej części narodu. Co ciekawe – my Polacy, piękni ptacy, zupełnie inaczej traktujemy rodaków półkrwi z rodzica Rosjanina, Niemca czy Czecha, o dalszych narodach nawet nie wspominając, o ile oczywiście mówimy w ogólności o rasie białej (z warunkowym dopuszczeniem żółtej…)

Taki pół-Polak pół-Rosjanin, zwłaszcza jeśli deklaruje się Polakiem, jest dla nas bratem-Polakiem, do serca przyłóż, razem wypijmy, pośpiewajmy i popłaczmy się nad niedolą naszych wspaniałych narodów. Polsko-Ormianin – proszę bardzo – Nasz! Rodak kochany, zmieszany nieco ze starożytnym narodem, który był chrześcijański, gdy nasi przodkowie krwawe ofiary jeszcze składali Swarożycom i innym słowiańskim bożkom.

To dlaczego Żyd wzbudza takie irracjonalne, durnowate reakcje wewnętrzne? Kim jest więc Gross? Niezależnie od tego co pisze i gdzie żyje…

23 gru 2007

19 gru 2007

26 lat temu rysowałem...









...w bezsilnej złości...
To było akurat 19 grudnia. Ale świat się zmienił. I Polska. Choć usiłowano mi przez ostatnie dwa lata wmówić, że od 1989 do 2005 było gorzej niż w 1981 w grudniu po 13-tym.












18 gru 2007

Hej, wrocławianie - kupmy Mitoraja!!!


!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
!
Poszukuję chętnych wrocławian do pomocy w rozpropagowaniu inicjatywy zakupienia dla Wrocławia jakiejś rzeźby Igora Mitoraja i ustawienia jej na wrocławskim Rynku albo Placu Solnym lub w ostateczności na Nowym Targu.
Pozazdrościłem mianowicie Krakowowi rzeźby Mitoraja leżącej na Rynku oraz mniejszej na dziedzińcu bodajże wydziału prawa UJ. Chyba też Mitorajem może się pochwalić Poznań.

Byłem zaskoczony i dumny, gdy naliczyłem w Wenecji "mitorajów" bodaj czterech, w tym jednego nad samym Canal Grande. Mam też świadomość, że Mitoraj wywołuje skrajne reakcje u specjalistów. Krytycy sztuki i rzeźbiarze albo nazywają go szarlatanem i twórcą kiczu albo geniuszem i dziedzicem renesansu i antyku.

Nigdy się za coś takiego nie brałem a ponieważ pomysł narodził się wczoraj, to zaczynam od chamopola. Niewrocławianie mogą podpowiedzieć, co robić dalej...

4 gru 2007

Co ja robię w Salonie24?

Przeczytałem dziś w blogu Wojtka Orlińskiego że "jak już pisałem o tym tutaj parokrotnie, prawicową platformę blogową Salon24 obserwuję bez sympatii - bo ja zresztą w ogóle bez szczególnej sympatii spoglądam na wszystko, co prawicowe..."

Sam nie jestem wielce prawicowy, choć lewica w formach występujących za mego żywota w Polsce wcale mnie też nie uwodzi swym wdziękiem, ale zastanowiłem się, że w Salonie24 walki ideologiczne toczą się głównie pomiędzy platfusami a pisiorami, a to, przynajmniej tak się deklarują, partie prawicowe, z czym się można zgodzić, jeśli się za bardzo nie wgłębia w ich programy gospodarcze.

Blogerów zdecydowanie lewicowych (w jaki niby sposób?) nie bardzo tu odnajduję. Stąd po raz kolejny nachodzą mnie wątpliwości - co ja tu robię? Owszem, poparłem w wyborach Platformę, ale nie oddałem jej ani duszy, ani serca, ani myśli. Wiele w programie PO mi się nie podobało ale przynajmniej z proponowanych kiełbas wyborczych ta platformerska śmierdziała mi mniej niż inne.

Tak więc - ani prawicowy ani lewicowy. Ni pies, ni wydra - coś na kształt świdra...

21 lis 2007

Uśmiechnij się!


:)

:)

:)

:)

:)

:)

:)


Życzę Ci...

abyś kochał tam, gdzie się nienawidzi;
przebaczał tam, gdzie się znieważa;
jednoczył tam, gdzie kłótnia;
mówił prawdę tam, gdzie błądzą;
przynosił wiarę tam, gdzie grozi zwątpienie;
budził nadzieję tam, gdzie dręczy rozpacz;
zapalił światło tam, gdzie panuje ciemność;
obdarzał radością tam, gdzie mieszka troska.

/św. Franciszek z Asyżu/

20 lis 2007

Blog vs. Vito XS



To ogranicza mnie na blogu.

Z pożytkiem dla mnie i blogosfery.

7 lis 2007

Apolitycznie!
















Kiedyś wspomniałem o mej wieloletniej pogoni za filmem "Eden" wedle Andrzeja Czeczota. Nie poszedłem od razu do kina, gdy go, po bodajże dwuletniej produkcji, zaczęto wyświetlać, co skończyło się, ku memu zdumieniu, po paru dniach.

We wrześniu pojawił się w TVP Kultura, oczywiście w porze nocnej i pokawałkowany na kilka części, o czym dowiedziałem się PO emisji trzeciej części!

Napisałem rozpaczliwą prośbę do Kultury o kulturalną powtórkę w przyzwoitej porze i w jednym kawałku, na co dostałem uprzejmą odpowiedź, że powtórka będzie w październiku! Dzień po dniu czatowałem na to święto z pilotem magnetowidu w dłoni. Nic z tego!

Napisałem kolejny monit i właśnie mi odpisał Wojciech Diduszko, Programming Editor:
"Witam.Film na 100% będzie w lutym 2008, w pierwszą lub drugą środę.Pozdrawiam i przepraszam za zwłokę."

Panie Wojciechu - trzymam za słowo! Dziękuję też za odpowiedź i życzę powodzenia w edycji programu.

Tak przed laty pisano o tym filmie:
"W lutym nastąpi premiera filmu Eden wg scenariusza i w reżyserii Andrzeja Czeczota, wybitnego rysownika, z muzyką równie wybitnego jazzmana Michała Urbaniaka. Film określany jest jako Komedia Boska w wersji animowanej. Przedstawia podróż bohatera, niejakiego Youzecka, przez piekło, niebo, ziemię i całą kulturę europejską. Animowany klasycznie (i niemal ręcznie, w stylu świadomie prymitywnym, typowym dla rysunków autora) film to efekt 6 lat pracy Czeczota. Bohaterem jest wesoły, ciekawski prostaczek (czarno-biała postać w kolorowym filmie), który dość beztrosko wędruje przez wszechświat, spotykając po drodze Prometeusza, Herkulesa, Janosika, Salvadora Dali, Chopina, ale też Charlie Parkera, Elvisa Presleya czy Beatlesów w żółtej łodzi podwodnej. Wobec powszechnych ostatnio animacji komputerowych Eden robi niezwykłe wrażenie. Warto zobaczyć i porównać, zwłaszcza jeśli ktoś lubi abstrakcyjny humor Andrzeja Czeczota, którego rysunki pojawiają się często w polskiej prasie."

6 lis 2007

Szczęściarz...

...usiłuje złapać krople wody, tryskające w górę z węża.













Bracia Lumiere byliby zachwyceni...

31 paź 2007

WROCŁAWSKI DZIEŃ WZAJEMNEGO SZACUNKU

PATRONAT HONOROWY:
PREZYDENT WROCŁAWIA RAFAŁ DUTKIEWICZ

8 listopada 2007

PROGRAM :

SYNAGOGA POD BIAŁYM BOCIANEM (ul. Włodkowica 5a)
godz. 16:00

Etiudy sceniczne

Na podstawie dramatu pt. Lekkomyślność i dewocja (Leichtsinn und Frömmelei) autorstwa wrocławskiego pisarza żydowskiego oświecenia Aarona Halle-Wolfssohna. Wystąpią: Jolanta Góralczyk, Bogusław Danielewski oraz studenci Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego; reżyseria: Tomasz Man; koncepcja projektu: Ewa Szymani; oprawa muzyczna: Kamil Bartnik - gitara klasyczna; przekład tekstu: Tomasz Dominiak.

organizatorzy: TOWARZYSTWO IM. EDYTY STEIN, FUNDACJA SKENE

godz. 17:00

Wernisaż Kryształowe Okna

Beata Mak-Sobota (Polska) i Christine Düwel (Niemcy) - kompozycja plastyczna na tafli szklanej inspirowana wydarzeniami nocy kryształowej. Anna Żołyniak, Eliyahu HaNavi , tradycyjna pieśń hebrajska.

organizator: FORUM KULTUR

godz. 17:30

Dyskusja na temat wzajemnego szacunku

Spotkanie otwarte

organizatorzy: FUNDACJA BENTE KAHAN, WCDN

godz. 18:00

MARSZ WZAJEMNEGO SZACUNKU

Trasa spod Synagogi pod Białym Bocianem do pomnika przy ul. Łąkowej wzniesionego na miejscu Nowej Synagogi zniszczonej podczas nocy kryształowej w listopadzie 1938 r.





FILHARMONIA WROCŁAWSKA IM. W. LUTOSŁAWSKIEGO

(ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 19)

godz. 19:00

Koncert:

Bente Kahan, Pieśni z getta , recital

Bente Kahan, Anna Błaut, Kamila Chruściel – śpiew, Bente Kahan – gitara

Staale Kleiberg, Dopo , koncert na wiolonczelę i orkiestrę smyczkową

Staale Kleiberg, Lamento: Cissi Klein in memoriam , poemat symfoniczny inspirowany historią trzynastoletniej Cissi Klein, norweskiej Żydówki z miasta Trondheim

Vladimir Kiradjiev – dyrygent, Maciej Młodawski – wiolonczela,

Orkiestra Filharmonii im. W. Lutosławskiego

Przed koncertem słowo wstępne wygłosi Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

organizatorzy: FILHARMONIA WROCŁAWSKA IM. W. LUTOSŁAWSKIEGO,

FUNDACJA BENTE KAHAN


środa, 7 listopada 2007

miejsce:DOM EDYTY STEIN (ul. Nowowiejska 38)

godz. 18:00

Wykład

Przyczynek do wrocławskiej haskali, dr Joanna Obruśnik-Jagla

organizator: TOWARZYSTWO IM. EDYTY STEIN

-------------------------------------------------------


organizator i koordynator:

Fundacja Bente Kahan

współorganizatorzy:

Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP o/Wrocław

Filharmonia Wrocławska im. W. Lutosławskiego

Towarzystwo im. Edyty Stein

Fundacja SKENE

Stowarzyszenie Forum Kultur

partnerzy:

WCDN (Wojewódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli)

PWST

Uniwersytet Wrocławski

Konsulat Generalny Republiki Federalnej Niemiec we Wrocławiu

PROJEKT DOFINANSOWANY PRZEZ:

Miasto Wrocław

NORSK MUSIKK FOND

29 paź 2007

Witaj blogu!

Powoli wracam po wyborach. Znużony i nasycony zwycięstwem.

Zewsząd dochodzą odgłosy rozpaczliwego kwakania. Niby porykiwania gniewnego lwa, ale płaskim dziobem nie wychodzi inaczej niż kwakanie. Wystarczy! Nie będziemy przegranego drobiu skubać do gołej skóry, bo idzie zima. Skończył się sen orła białego, kóry miał wznosić się coraz wyżej, ku chwale Czwartej. 21 października orzełek obudził się znowu jako brzydkie kaczątko...

I to by było na tyle.

ps. Tytuł wziął się stąd, że postanowiłem wrócić do bloga chamopole, bo atmosfera w Salonie24 stała się zbyt ciężka. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić dlaczego, to właśnie tu może to zrobić osobiście...

22 paź 2007

21 października narodził się Wyborca!

21 października narodził się Wyborca - zupełnie inny, niż ten opisany onegdaj przez Janusza Korwina Mikkego jako "pijany, leżący pod płotem byłego pegeeru".

Do urn poszły tłumnie wykształciuchy, łże-elity, bure suki, spieprzające dziady, zabłąkani za zomowskie barykady. Poszli na bosaka lekarze, bo zzuli planowane im kamasze...

Wyborca posłał do diabła Kreatorów Wyzwisk! Wyborca, określany ciemnym ludem, co wszystko kupi, pokazał jasną stronę mocy.

Teraz rządzący będą czuć na plecach oddech Wyborcy, zaglądającego zza pleców na to, co robić będą rządzący. Zwłaszcza, czy mają czyste ręce i równo obcięte paznokcie...

Pozdrowienia i powodzenia!

POzdrowienia
i POwodzenia

w dobrym
kierunku...

21 paź 2007

Przebrała się miarka...

...wykopałem Jarka!

Osiem głosów na listę nr 8 - mój osobisty sukces wyborczy!

Jarek coś mówił o Onych, co odebrali....

To JA odebrałem, i kilka milionów takich jak ja, którzy potrafili przekonać swoje teściowe, że ojciec Rydzyk nie zapewni ich wnuczkom takiej przyszłości, jakiej one by sobie życzyły! Żałosny był Jarek - już nie przypominał mi o stronach barykady, gdzie stało zomo. Gdy zomo szalało po Wrocławiu, ja rysowałem rysunki do Ślepowrona - za to dawano wtedy kilka lat!

Do widzenia, albo do nie widzenia panowie Ziobro, Macierewicz, Gosiewski, Dorn, Wasserman i wielu innych... Good Bye!!!

19 paź 2007

Totalizator Wyborczy...

...do skreślenia tylko jedna liczba - za to szansa na wygraną o niebo większa.

Przykładowo - ja skreślę 8 i mam ponad 30 % szans na wygraną. Podczas sprawdzania wyników może się okazać, że wygrałem nawet na 40 %! Wszyscy mamy możliwość wypełnić swoje kupony i wygrać, albo przegrać. Każdy kupon zwiększa szanse wygranej...

Można też robić zakłady zbiorowe - najłatwiej rodzinne. Jedyna trudność to ta, że wszyscy grający muszą pójść osobiście po kupony. Do siedmiu pewnych graczy postanowiłem dodać ósmego - opornego. Lista nr 8 dobrze by się komponowała z ośmioma graczami. Był tylko jeden kłopot - to moja teściowa, która jest zdeklarowaną słuchaczką jedynej stacji radiowej. Spytałem, czy nie zrobiłaby prezentu przedwigilijnego mi i moim dzieciom. Od razu się zgodziła. Do momentu, gdy wyjaśniłem, że przyjadę po nią, by ją zawieźć do kolektury Totolotka. Zaczęła się zapierać, że nigdzie nie pójdzie, że ma 82 lata i jej już to nie dotyczy, i że za żadne skarby. Po kwadransie zmiękła, choć chytrze zapytała a na jaki numer niby miałaby... Powiedziałem, że jej pomogę, że razem wejdziemy za kotarkę, że ze względu na jej słaby wzrok pomogę jej a nawet mogę skreślić właściwy numerek.

Ostatecznie przekonało ją to, że jej ukochane wnuczki wybrały dla swojej przyszłości ten numerek, więc ona im dopomoże swoim numerkiem identycznym. Przeważył argument, iż starsza wnuczka za granicą już się zarejestrowała jako grająca, i pojedzie kawał drogi do zagranicznej kolektury.

Losowanie wygranych w niedzielę nocą...

NO
BIS

FOR
PIS

18 paź 2007

MYŚL!

MYŚL O TYM, ŻE NIE TYLKO TWÓJ GŁOS JEST WAŻNY!

WAŻNE JEST, ILE OSÓB PRZEKONASZ, BY TEŻ POSZŁY NA WYBORY !!!