30 wrz 2009

UWAGA! Przedruk z "Rzeczpospolitej"!

Niech Żydzi zawładną Kościołem!

Jan Hartman

Kościół swoje poglądy nazywa skromnie „nauczaniem”. Wypowiada się głosem powolnym, z lekka modulowanym. Wysuwa żądania, ale nie dopuszcza żadnych kompromisów – po wyroku w sprawie Alicji Tysiąc vs „Gość Niedzielny” pisze filozof


Niedawno w jednym z telewizyjnych programów publicystycznych powiedziałem, że zwrot „cywilizacja śmierci” jest chamski. Moja wypowiedź wywołała liczne reakcje, gdyż osobą, która pierwsza posłużyła się tym terminem, był Jan Paweł II.

Wprawdzie nie myślałem akurat o papieżu, lecz o księżach, którzy nagminnie posługują się wyrażeniem „cywilizacja śmierci” w celu przyrównania (jeśli nie zrównania) osób domagających się liberalizacji prawa aborcyjnego albo liberalnej ustawy o in vitro z nazistami (co chamstwem jest niezaprzeczalnie), ale samo skojarzenie z osobą papieża sprawiło, że moja wypowiedź stała się przedmiotem komentarzy. Oprócz tych medialnych miałem też sporo odzewów prywatnych – od gratulacji do potępień. Ledwie włączyłem telefon po nagraniu, a już zadzwonił znajomy ksiądz, aby mi... podziękować.

Poglądy okryte sutanną

No właśnie, polski Kościół ma wiele twarzy, a pomimo oficjalnej jednomyślności księża miewają poglądy bardzo różne. Wiem to od czasu studiów na KUL, a dorosłe życie dostarcza mi wciąż nowych na to dowodów. W prywatnych rozmowach niejeden ksiądz jest tolerancyjny i liberalny, otwarty na świat, a często też krytyczny wobec Kościoła. Z publicznymi wypowiedziami jest już gorzej. Wszak księży obowiązuje posłuszeństwo biskupom i doktrynie. Ta ostatnia zaś powstaje w Watykanie. Stanowi to o specyfice religii katolickiej: jest ona zinstytucjonalizowana nie tylko jako Kościół, lecz również jako państwo, a państwo to ma swoją doktrynę prawno-religijną, której posłusznymi orędownikami muszą być duchowni katoliccy na całym świecie.

Doktryna dotyczy, oprócz spraw religijnych, życia rodzinnego i seksualnego, którego akurat księża nie prowadzą, demokracji, której u siebie nie praktykują, a nawet gospodarki, i to nie tylko gospodarowania dziesięciną. Co więcej, wolą Kościoła jest wywieranie wpływu na prawodawstwo krajów, gdzie katolicy są większością, tak aby było ono w największym możliwym stopniu zgodne z doktryną kościelną, także w dziedzinach mających z kultem mało wspólnego.

Wprawdzie Kościół ma swoje prawodawstwo (prawo kanoniczne), a także autorytet wśród wiernych, lecz najwyraźniej jakoś to nie wystarcza – swoje przekonania metafizyczne i religijne Kościoły w biedniejszych krajach katolickich starają się narzucić wierzącym i niewierzącym środkami prawa. Ciekawe, że jakoś rząd polski, reprezentujący w końcu społeczeństwo katolickie, nie ubiega się o żadne zapisy w prawie kanonicznym. A może powinien?

Wśród owych przekonań, którymi stara się nas zaciekawić Kościół, są twierdzenia, że człowiek jest osobą (przy szczególnym sposobie rozumienia tego słowa), że posiada godność (znów, w szczególny sposób rozumianą), że istnieje jakieś „prawo naturalne” (które to właśnie Kościół umie odczytywać, bo chyba Thomas Hobbes już nie) i parę innych, znanych ze scholastyki bądź wymyślonych niedawno. Jest rzeczą ciekawą, że wśród filozofów, etyków i teologów te akurat poglądy spotyka się wprawdzie często, ale praktycznie wyłącznie okryte sutanną lub umocnione inną zależnością osobistą ich głosiciela od instytucji Kościoła katolickiego.

Zwycięstwa tylko doraźne

W niektórych państwach, w tym w Polsce, daje się prawodawczym żądaniom Kościoła posłuch nieporównanie większy niż jakiejkolwiek innej sile społecznej, która głosi, iż wie, co jest dobre, i że należy proponowane przez nią oczywiste i absolutne prawdy czym prędzej wcielać w życie. Dzieje się tak na pewno nie dlatego, że większość Polaków tak właśnie sobie życzy, bo jest katolikami.

Gdyby bycie katolikiem oznaczało, że zna się i uznaje katolickie doktryny i że daje się Kościołowi prawo do przemawiania we własnym imieniu, to Kościół nie musiałby się kłopotać o przepisy polskiego prawa medycznego i innego. Ludzie słuchaliby i bez tego. Rzecz właśnie w tym, że nie słuchają. Ci zaś, którzy katolikami nie są, dodają jeszcze od siebie: dlaczego Kościół katolicki ma nam dyktować, jakie mamy prowadzić życie i w jakie dni mamy chodzić do sklepu? Przecież prawa szanujące wolność jednostki i pozostawiające indywidualnym wyborom kwestie sumienia, w których zgody powszechnej nie ma, nie przeszkadzają katolikom żyć po katolicku! Niechaj więc żyją i dają żyć innym!

Wszystko to prawda, ale życiem publicznym rządzą zasady polityki, a nie imperatyw wolności ani świadomość, że budujemy wolny kraj, w którym rząd do minimum stara się ograniczyć ingerencje w wybory obywateli. Do zasad tych należy zaś strach. Politycy i media boją się, że ograniczając wpływy i przywileje Kościoła, a także oddając mu proporcjonalne miejsce w debatach publicznych, ściągną na siebie jeśli nie gniew Boży, to przynajmniej gniew biskupi lub prałacki. To zaś rzekomo mogłoby się źle skończyć.

Właśnie dlatego w wielu kwestiach debaty publiczne, a nawet procesy legislacyjne toczą się nie w trybie dyskusji społecznej, w której jest wiele stanowisk, a w tym stanowisko katolickie, lecz w trybie negocjacji dwustronnych: Kościół i reszta świata. W konfrontacji tej Kościół ma zawsze co najmniej połowę czasu i miejsca, a w dodatku darzony jest szczególną rewerencją.

Sam swoje poglądy nazywa skromnie „nauczaniem”, a inni płochliwie temu przytakują. Wypowiada się zazwyczaj głosem powolnym, z lekka modulowanym, tonem pełnym troski i ojcowskiej przygany. Orzeka, kto jest „cywilizacją śmierci” (feministki walczące o prawo do aborcji, liberałowie i inni), a kto „cywilizacją miłości” (katolicy), kto żyje „w prawdzie” (heteroseksualiści i osoby powstrzymujące się od seksu), a kto w „nieładzie” (geje i lesbijki).

Wysuwa żądania, ale nie dopuszcza żadnych kompromisów, wszelką zaś krytykę lub opór nazywa „zamachem na wolność religijną” lub „walczącym ateizmem”. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że taki ton i taki kształt obecności Kościoła w życiu publicznym może przynieść doraźne zwycięstwa legislacyjne, lecz w dłuższej perspektywie zniechęca społeczeństwo do Kościoła i sprowadza na niego klęskę.

Mimo że taki właśnie obraz Kościoła najbardziej rzuca się w oczy, polski Kościół, jako się rzekło, ma więcej twarzy. To oblicze, na którym maluje się smutek, duma, wzgarda dla obcych i niezachwiane poczucie wyższości, to niecała prawda o Kościele w Polsce. Gdyby Kościół był taki i tylko taki, skazany byłby na wymarcie. Społeczne poparcie dla niego wygasłoby wraz z wysychaniem jezior biedy i zacofania w naszym kraju. Ludzie choćby trochę wykształceni i choćby trochę znający świat reagują przecież złością lub śmiechem na teatralne pretensje i przebrania, pyszałkowaty ton, a zwłaszcza nieustanne pouczanie ich w sprawach, na których pouczający znają się jak najmniej.

Polska będzie normalna

Na szczęście jest też Kościół inny, umiejący odnaleźć się w nowoczesnym i wolnym świecie, wolny od pychy, od uprzedzeń w stosunku do genetyki, demokracji, innowierców czy homoseksualistów, od języka pomówień oraz prymitywnej, pełnej jadu i obłudy retoryki. To Kościół śp. ks. Józefa Tischnera, ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Bronka, ale także biskupów, jak abp Tadeusz Gocłowski, abp Henryk Muszyński, a zwłaszcza kard. Henryk Gulbinowicz, który wyciągnął kiedyś mojego ojca z „internatu”.
Dla wrogów Kościoła i katolicyzmu tak naprawdę to właśnie oni są najgroźniejsi, bo to oni zapewnią Kościołowi przyszłość w nowoczesnej Polsce, gdzie pretensje do stanowienia prawa pod dyktando wyznania będzie tak samo śmieszne jak fantazja, iżby w szkole państwowej ktoś miał uczyć dzieci, że homoseksualizm jest nie w porządku.
Taka Polska, normalna, podobna do Niemiec czy Anglii, czeka nas za kilkanaście lat. Jeśli w tej nowej Polsce Kościół będzie silny i szanowany, to właśnie dzięki tym światłym i odważnym księżom, którzy pomimo ciasnego gorsetu doktryny i rzymskich instrukcji, jakoś obsesyjnie krążących wokół seksu, mają odwagę i umieją rozmawiać życzliwie i mądrze, bez wywyższania się i z szacunkiem dla niekatolickiego rozmówcy, a za to z jakąś dozą krytycyzmu w stosunku do Kościoła polskiego oraz do samego Watykanu.

Znajdziecie nazwiska tych księży napiętnowane w podziemnych pisemkach i na stronach internetowych integrystów i fanatyków. Znajdziecie ich jako „Żydów” bądź takich, co się Żydom sprzedali. Tu i ówdzie zauważycie wśród nich imię Jana Pawła II. Czytam czasem te rzeczy, aby uleczyć się z antyislamskich uprzedzeń (wszak nasi fundamentaliści wcale nie lepsi!), a przede wszystkim, aby dowiedzieć się, kto jest w Kościele mądry i godny szacunku.

Kościół „Żydów” zwycięży – wierzę w to głęboko. Nie tylko u nas, ale wszędzie na świecie, nawet w samym Watykanie. Bo tak to już jest, że ludzie mądrzy, wykształceni i odważni, choć jest ich może niezbyt wielu, to zawsze prędzej czy później wygrywają z prostakami, nienawistnikami i tchórzami. Z mądrym, skromnym i życzliwym światu Kościołem będzie każdemu po drodze. Nawet takiemu zatwardziałemu agnostykowi i liberałowi jak ja. Księżom (tym, co wiedzą) kłaniam się pięknie.

Jan Hartman jest profesorem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Tytuł pochodzi od autora

Rzeczpospolita
30-09-2009

Komentarz mój:
Rzadko mi się zdarza zgadzać z tezami popularyzowanymi w "Rzeczpospolitej". Zupełnie się nie zgadzam z jej komentatorami a zwłaszcza felietonistami! Tym większe moje zdumienie, że w tej właśnie gazecie znalazłem taki tekst. Tekst, pod którym mógłbym się podpisać, akceptując zdanie po zdaniu. Ciekaw jestem dyskusji, jaką słowa profesora Jana Hartmana wywołają. W jego nazwisku skryty jest twardy człowiek - życzę mu hartu ducha i wyrażam swój głęboki szacunek!


Tekst jest też dobrym komentarzem do mego poprzedniego wpisu...

25 wrz 2009

PRAWO KOŚCIOŁA PONAD PRAWEM

Takie przesłanie skierowało do Narodu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski.

Biskupi solidaryzują się z redakcją "Gościa Niedzielnego", który przegrał proces z Alicją Tysiąc. W specjalnym oświadczeniu Episkopat napisał, że "traktuje ten wyrok jako zamach na wolność słowa".

- Traktujemy ten wyrok jako zamach na wolność słowa i na prawo Kościoła do moralnej oceny postaw ludzkich – piszą biskupi w wydanym w piątek oświadczeniu. Prezydium Episkopatu zaznaczyło, że prawo do życia od początku aż do naturalnej śmierci jest podstawowym prawem ludzkim i jego obrona ma charakter uniwersalny. - Głoszenie Ewangelii życia uważa Kościół za swój podstawowy obowiązek. Odmawianie mu tego prawa, a co gorsza nakładanie sankcji karnych za przypominanie prawdy o tym, że nikt nie ma władzy nad życiem drugiego człowieka, jest niedopuszczalnym ograniczaniem misji Kościoła - napisano.


A ja się z takim "nadprawiem" nie zgadzam!!! Dla mnie to jest religijne bezprawie. Mój kraj staje się państwem wyznaniowym i fundamentalistycznym, w którym biskupi uzurpują sobie prawo włażenia w atłasowych trzewikach w nasze mózgi i sumienia...

16 wrz 2009

Najlepiej nie pisać!

Lepiej czytać! Choć nie dotyczy to blogów, bo burzą krew. Gazet też nie należy czytać, bo manipulują, oszukują, kręcą lody, przekręcają, hodują lemingi. Zwłaszcza wyborcza nie powinna być wybierana do czytania, bo wypłaszcza zwoje mózgowe, utrwala w głowach liberalno-lewackie poglądy podlane sosem syjonistycznym. Prasa kłamie! Komuna runęła, a prasa dalej kłamie…

To co czytać? Najlepiej literaturę historyczną. Im odleglejszej dotyczącą historii, tym lepiej! Dlatego ostatnio czytuję Stevena Saylora. Amerykański historyk rzymskiego antyku napisał serię książek o Gordianusie zwanym Poszukiwaczem. Żył ów „Filipus Marlovus” u schyłku republiki rzymskiej i na początku pryncypatu. Znakomity opis codzienności rzymskiej z wartką akcją, w każdym tomie dotyczącą innej zagadki kryminalnej.


Z rozpędu przeczytałem również grubachną cegłę tegoż autora „Rzym”, będącą jakoby opus magnum, ale mnie nie zachwyciło to dzieło. Beletrystyka opisująca siedem stuleci od prapoczątków Romy to ryzykowne wyzwanie. Mimo zachwytów recenzentów wolę serię detektywistyczną. A co potem? Chyba wróce do mitologii greckiej…

2 wrz 2009

"Niestosowna" Wiki...

TVN właśnie donosi:

Zaledwie kilka godzin po porównaniu zbrodni katyńskiej do holokaustu odezwały się głosy sprzeciwu społeczności żydowskiej. Sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów w Niemczech nazwał wypowiedź Lecha Kaczyńskiego podczas obchodów rocznicowych w Gdańsku "niestosowną".
- Przy całym zrozumieniu dla bólu narodu polskiego i złych wspomnień losu oficerów zamordowanych w Katyniu, właśnie w takim dniu to porównanie jest niestosowne i nie na miejscu - powiedział sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów w Niemczech Stephan Kramer gazecie "Frankfurter Rundschau". Jego wypowiedź ma się ukazać w wydaniu środowym.

Nie porównywać ofiar

Kramer stwierdził, że nikomu nie służy porównywanie do siebie ofiar, bądź nawet ustawianie ich w konkurencji do siebie - uznał Kramer.

- Podjęta przez pana Kaczyńskiego próba wymieniania jednym tchem Hitlera i Stalina nie może się powieść. Ten, kto mimo to podejmuje się porównywania dwóch tak złych, ale odmiennych zbrodniarzy, nie oddaje sprawiedliwości ani losowi Polaków, ani nieporównywalności i unikatowości holokaustu - powiedział sekretarz generalny Centralnej Rady Żydów.

A CO MOŻNA ZNALEŹĆ W WIKIPEDII?
POPATRZMY:


Holocaust ("całopalenie") – termin pochodzący z kościelnej łaciny: słowo holocaustum jest adaptacją greckiego holókauston, rodzaj nijaki imiesłowu holókaustos ("spalony w całości"), od czasownika holo-kautóo ("spalam ofiarę w całości") - spolszczenie: Holokaust. Słowo holocaust (termin religijny) pierwotnie oznaczało tylko ofiarę całopalną i w tym znaczeniu może być stosowane również dziś, przedmiotem artykułu jest jednak nowsze, obecnie najpowszechniejsze znaczenie tego słowa (w tym znaczeniu, jako nazwa własna, słowo Holocaust/Holokaust pisane jest wielką literą) – prześladowania i zagłada milionów Żydów[1] przez władze III Rzeszy oraz jej sojuszników w okresie II wojny światowej.
Jest synonimem pojęcia Szoa (hebr. שואה – całkowita zagłada, zniszczenie, – transkrypcja angielska: Shoah), uważanego przez niektórych za stosowniejsze, gdyż nieodwołujące się do pozytywnego, religijnego znaczenia całopalenia. W Polsce używa się ponadto terminu Zagłada.

Polityka masowej zagłady, rozpętana już w połowie 1941, trwała ok. 40 miesięcy. Poprzedzała ją akcja T4, obejmująca zagładę osób psychicznie chorych, w czasie której opracowano technologię masowych mordów. Liczba żydowskich ofiar Holocaustu jest szacowana na 5-7 milionów, choć dokładna liczba nie jest znana z powodu braku kompletnej ewidencji oraz systematycznego niszczenia archiwów i zacierania śladów przez władze niemieckie w obliczu klęski wojennej (zwykle mówi się jednak o 6 milionach ofiar). Jedną trzecią tej liczby, czyli ok. 2 miliony, stanowiły dzieci. Liczba polskich Żydów wśród ofiar Zagłady szacowana jest wg różnych źródeł od 2,6 mln do 3,3 mln osób[2].

Holocaust stanowił bezprecedensową próbę zagłady całego narodu przy użyciu metod przemysłowych, która nigdy wcześniej i później nie była przeprowadzona w takiej skali[3]. Holocaust w założeniach miał doprowadzić do ostatecznego celowego rozwiązania kwestii żydowskiej, czyli fizycznej likwidacji całego narodu, co nie było wprost wyrażonym celem wobec żadnej innej nacji[4][5]. Stanowił systematyczny i realizowany przez aparat państwowy proces likwidacji całego narodu w tzw. Endlösung der Judenfrage ("ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej"))[6].

W szerszym znaczeniu termin ten bywa używany w odniesieniu do ludobójstwa innych prześladowanych grup etnicznych, narodowych i społecznych oraz więźniów politycznych w obozach koncentracyjnych przez nazistów, a w szczególności eksterminacji innej grupy etnicznej - Cyganów, czyli Romów i Sinti (Porajmos). Przykładowo, polityka Hitlera wobec części Słowian i Bałtów (także uznawanych za Untermenschen - "podludzi"), w szczególności Polaków, również zakładała eksterminację elit naukowych i kulturalnych (ponieważ zdaniem nazistów cywilizacja i sztuka rozwijały się jedynie dzięki nacjom zachodnim[7]) oraz eksploatację pozostałej części narodu poprzez pracę niewolniczą[8].

Szczególnie liczną grupę ofiar stanowili schwytani żołnierze sowieccy, których w niewoli zginęło ponad 3 miliony (śmierć poniosło większość jeńców radzieckich).

Kursywą zaznaczyłem to, co dla mnie najważniejsze, i z czym się zgadzam w całości! Jeśli nadwrażliwcy uważają, że "holocaust" - słowo z kościelnej łaciny (!) jest ZAREZERWOWANE WYŁĄCZNIE dla śmierci Żydów, to ja się z tym nie mogę zgodzić. Wypada więc, by nadwrażliwcy zabrali sobie słowo hebrajskie, zostawiając słowo łacińskie, i to na dodatek kościelne, narodom z kręgu kultury łacińskiej. Będzie sprawiedliwie wśród narodów świata.

W tę samą, dziwaczną dla mnie, zazdrość o słowo, wpisuje się niechęć nadwrażliwców do używania słowa "holokaust" na określenie ludobójstwa Ormian, dokonanego przez Turków na początku XX wieku. Tak jakby czyjaś nieżydowska śmierć mogła "strywializować" śmierć żydowską. Dla mnie to makabryczna konstrukcja myślowa! Chora...

ps. Dobra i stonowana odpowiedź marszałka polskiego sejmu...

24 sie 2009

Parada Krzysztofa Kubasiewicza z Łodzi

Drodzy łodzianie i mieszkańcy okolic!

Gdybym ja mieszkał u Was, to nigdy nie zagłosowałabym na polityka Krzysztofa Kubasiewicza, gdybym był kobietą i chorował, to nigdy nie poszedłbym do lekarza ginekologa Krzysztofa Kubasiewicza, a gdybym umierał z nudów, to i tak nie słuchałbym radia Parada, którego prezesem czy właścicielem jest Krzysztof Kubasiewicz! Gdyby ktoś mi go przedstawił w towarzystwie, to nie podałbym mu ręki!!!

HAŃBA!!! Człowiek, który TAK traktuje konie nie jest godzien miana człowieka...

Byłem w Kórniku...



Pałac w Kórniku, nieopodal Poznania, z zewnątrz wygląda na nieco zaniedbany. Prace przed wejściem głównym prowadzone są dosyć niemrawo.
Wnętrza są w lepszym stanie...



Jednak najważniejszy dla mnie jest park dendrologiczny. Największy w Polsce. 40 ha! Ha!



Dla mnie najbardziej imponującym drzewami w kolekcji są cypryśniki błotne, pochodzące z Florydy. Ten egzemplarz ma 170 lat i 30 m wysokości. Kuzyn rośnie u mnie w atrium, ale ma tylko 12 lat i 6 m...





Chwała Działyńskim za ten park!

14 sie 2009

Zazdroszczę Poznaniakom!

Niedługo będziecie mieli okazję posłuchać
Los Angeles Guitar Quartet
Nie będę się rozpisywać o Tej Czwórce, którą niekiedy nazywają skrótowo LAGQ. Grają na czterech gitarach od niemal trzech dekad! Grają klasycznie, nawet jeśli się biorą za utwory bardziej, albo bardzo POPularne...



Gdzieś w ich cieniu oraz pod skrzydłami Roberta Frippa powstało też trio gitarowe California Guitar Trio. Tak mi się to pokojarzyło, bo akurat słucham płyty Echoes nagranej właśnie przez CGT. Muzyką gitarową zauroczony jestem od zawsze, czyli od czasów, gdy Szedołsi wielcy byli. Trójka z Kaliforni nawiązała do The Shadows bezpośrednio w pierwszym nagraniu The Cruel Sea.



I tu popełniłem mały błąd, bo sprawdziłem w Wiki. Tam znalazłem kompozytora tego utworu. Mike Maxfield (born February 23, 1944 in Manchester, England) is a songwriter and guitarist who came to fame as a member of The Dakotas. He penned “Cruel Sea”, a song which was first recorded by The Ventures. The Dakotas would later record an instrumental version of the track, and is one of the group’s biggest hits.

Więc nie The Shadows, tylko The Dakotas! Szadołsi nie grali Okrutnego Morza. A The Dakotas słuchałem we Wrocławiu! Czy grali The Cruel Sea? Zupełnie nie pamiętam! Błąd jednak jest mały o tyle, że “gitarowe granie” uprawiali w Anglii The Shadows i The Dakotas a w USA tak grali The Ventures. Można też wspomnieć o The Sputnics ze Szwecji i Tajfunach znad Wisły.

Daleko odleciałem od LAGQ na skrzydłach skojarzeń...

ps. Własnie się dowiedziałem od Mad Doga, że zmarł Les Paul. To też TA branża.

11 sie 2009

Lubię Ukraińców!

Przynajmniej dwóch...

Spotkałem ich na wrocławskim Rynku. Siedzieli i grali na akordeonach guzikowych. Przechodziłem, śpiesząc się i zwolniłem. Grali "Zimę" Vivaldiego. Ciarki szły po grzbiecie! Stałem jak wryty. Zebrał się mały tłumek. Posypały się dwuzłotówki do torby. I ja wrzuciłem monetę. Zobaczyłem dwie płytki cd. Oglądnąłem:
- Za ile?
- Jedna 30, a jak dwie to 50.
Się skusiłem. Oprócz Vivaldiego, Bacha nagrali też Piazzolę. To lubię...



Z notki w płycie:
Alexander Burdyug and Andrey Fesenko are graduates of S. Prokofiev Donetsk State Academy of Music (Ukraine)
Występowali na Ukrainie, w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech i Niemczech. Są nauczycielami gry na bajanie i akordeonie w koledżu sztuki i kultury w Sumach.

Mam nadzieję, że nie są czcicielami Bandery...

31 lip 2009

PiS+SLD=TVPiPR

Po dzisiejszych wyborach w KRRiT zakończył się zgniły układ partyjek, będących już tylko parlamentarnym wspomnieniem.

Pada równanie LPR+SO=TVPiPR

Nareszcie do telewizji publicznej wraca normalność. Dwie lewicowe partie dogadały się, by nam dogodzić! Chyba wreszcie ruszę się z kanapy, ustawionej przed telewizorem, i spłacę kilkuletnie zadłużenie abonamentowe. Teraz będzie komu je przekazać. Pieniądze trafią w dobre ręce!!!

Bossa nova forever!

Dziś miód na me uszy - Gazeta z okazji festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym i koncertu artystów bossa novy poświęciła ponad pół kolumny temu stylowi muzyki. A ja zauroczony jestem bossa novą od tak dawna, że mogę mówić - od zawsze!

Mam świadomość, że w Brazylii bossa nova to tylko cząstka bogactwa muzycznego tego kraju, wielkiego jak kontynent. Próbowałem nawet posmakować tych innych, mniej u nas znanych odmian tradycyjnej muzyki brazylisjkiej, ale nic z tego - zawsze wracam do bossa novy.

Kilka lat temu zacząłem moją sieciową przygodę na forum audiostereo i tam poznałem wspaniałego znawcę bossa novy, skrytego pod nickiem Prezes WS. Zapoczątkował on temat "Brazil La Grand Amor... Kto jeszcze?" , w którym utonąłem na długie miesiące, aż do śmierci nieodżałowanego założyciela. Polecam to miejsce, bo jest kopalnią wielu niedostępnych wiadomości.

Do dziś zebrałem dużą kolekcję nagrań bossa novy w wielu odmianach, wykonaniach, z różnymi smakołykami i ciekawostkami. Najważniejszy jednak jest zawsze Antonio Carlos Jobim, w Brazylii zwany poufale Tomem. A z wykonawców najbardziej z bossa novą kojarzy mi się Astrud Gilberto, pewnie dlatego, że wdrukowała mi się w mózg jako Pierwsza Dama tej muzyki. Chronologia rządzi hierarchią widocznie.


Astrud Gilberto i Tom Jobim (lata sześśdziesiąte XX w.)

Polecam nie tylko ten artykuł - polecam przede wszystkim samą BOSSA NOVĘ! To wspaniała muzyka na zbolałą duszę, znakomita dla ludzi szczęśliwych, uzdrawiająca dla chorych - jednym słowem - muzyczne panaceum!
:)

30 lip 2009

Weekend w Sudetach

Dom na końcu wsi czeka - powyżej już tylko las, górki i niebo.

Filip pilnuje domu, zaczajony taktycznie.

Przyroda wabi na spacer.

Grzyby są piękne.

I smaczne.

Pora wracać do miasta.

24 lip 2009

Obejrzałem Cadillac Records

Wrocławska Mediateka to mój stały filmopój. Akurat zamknięty z okazji festiwalu filmowego, dlatego można było wypożyczyć nie dwa a trzy dvd i nie na trzy dni a na dwa tygodnie. Wśród wybranych z półki pozycji jedna poruszyła mnie mocno. “Cadillac Records”!

Na okładce reklamka: “Cadillac Records to hit ze szczytów list przebojów! Nareszcie powstał film o prawdziwych początkach rock and rolla.” I nazwiska wykonawców: Adrien Brody, Jeffrey Wright i Beyonce Knowles. Ta ostatnia jako Etta James, a ten pierwszy jako Leonard Chess! O pannie Beyonce wiem, że młodzież ja lubi, za to o Ettcie wiem, że ja ją lubię.



Leonard Chess, to polski Żyd z Częstochowy, który przed wrześniem 1939 wyjechał do USA, gdzie założył wielce zasłużoną w propagowanie bluesa wytwórnię Chess Records. I o tym jest film.

Nic o tym filmie wcześniej nie słyszałem. A premierę miał 5 grudnia 2008. W polskich kinach się nie zjawił, tylko od razu od 21 kwietnia na dvd. Szkoda, bo ze względu na fantastyczną muzykę chętnie obejrzałbym ten obraz w porządnym, świetnie nienagłośnionym kinie.

Film opowiada o karierach Muddy’ego Watersa, Howlin’ Wolfa, Little Waltera i Etty Jones, czyli sztandarowych postaci bluesa z przełomu lat 50-tych i 60-tych, o wzlocie i przygaśnięciu tej muzyki, o początkach rock and rolla i pierwszych sukcesach Chucka Berry’ego. Kończy się sceną, w której właśnie przygaśnięte gwiazdy wyjeżdżają na zaproszenie Rolling Stonesów do Anglii, gdzie nastąpi entuzjastyczne odkrycie ich muzyki przez europejską młodzież. Ich gwiazda już nigdy nie przygasła!

Oglądałem ten film z wielką, dawno nie odczuwaną radością, dlatego serdecznie polecam! Ci, którzy takiej muzyki nie znają, odkryją ją być może z zadowoleniem, czego wszystkim życzę.

21 lip 2009

Drobiażdżek czy niechlujstwo???

Nie ukrywam, że nie przepadam za Ziemkiewiczem Rafałem. Dlatego rzadko go czytuję. Ale dziś się przemogłem. Pewnie przez tytuł. Zaintrygował mnie.

"Lekcja Miasojedowa". Ciekawie napisane. Ale ten drobiażdżek:

"Miasojedow był kozłem ofiarnym, na którego zrzucono winę za klęski armii rosyjskiej w analogicznej sytuacji w roku 1915. Osądzony wedle doraźnej procedury, skazany bez żadnych dowodów winy i natychmiast rozstrzelany, a potem ogłoszony symbolem narodowej zdrady, miał, tak jak i Pawłow, zdjąć odpowiedzialność za klęskę z rzeczywistych winowajców.
W istocie był kamykiem poruszającym lawinę. Mackiewicz, skupiony na splocie przypadków, który zawiódł Miasojedowa na szubienicę..."

Panie Rafale - niechlujstwo! Czytajże Pan własne teksty, nawet jeśli uważasz Pan je za genialne! Zwłaszcza wtedy...

2 lip 2009

Szanowny Panie Ambasadorze - czegoś nie rozumiem!

"Polska powinna zwrócić majątki bezpotomnych ofiar Holokaustu – domagają się środowiska żydowskie".
"takie postulaty zgłoszono podczas zwołanej przez Unię Europejską konferencji poświęconej utraconej żydowskiej własności, która zakończyła się we wtorek w Pradze."
"Żądają zwrotu mienia ofiar Holokaustu".“Polska powinna zwrócić majątki bezpotomnych ofiar Holokaustu – domagają się środowiska żydowskie”.
“takie postulaty zgłoszono podczas zwołanej przez Unię Europejską konferencji poświęconej utraconej żydowskiej własności, która zakończyła się we wtorek w Pradze.”
“Żądają zwrotu mienia ofiar Holokaustu”.

Takie tytuły powitały mnie dzisiaj w polskiej prasie sieciowej. Dawid Peleg, szef Światowej Żydowskiej Organizacji na rzecz Zwrotu Mienia uważa, że otwiera się droga do negocjacji w sprawie zwrotu. Kim jest Dawid Peleg? Wiki skrótowo podaje: “David Peleg (ur. 1942 w Jerozolimie) – izraelski historyk i dyplomata, w latach 2004-2009 ambasador Izraela w Polsce.” Nie jest więc żadnym amerykańskim Żydem zatrudnionym w dochodowym biznesie “przedsiębiorstwa Holokaust” tylko izraelskim dyplomatą. Izraelczykiem urodzonym w Izraelu! I taki dyplomata domaga się od innego państwa, by oddało Izraelowi majątek obywateli innego państwa, którzy zmarli bezpotomnie!

Przy całej mojej sympatii do Żydów i do państwa Izrael ta akcja jest dla mnie hucpą! Jeśli Nigeryjski piłkarz stanie się obywatelem Polski z własnej woli, dorobi się tu majątku i niespodziewanie zemrze a w Nigerii, ani nigdzie indziej, nie odnajdzie się żaden jego krewny-spadkobierca, to ambasador Nigerii też może sobie zażądać zwrotu spadku do kraju urodzenia? Nawet ta analogia jest kulawa, bo Żydzi polscy byli obywatelami Rzeczypospolitej od wielu pokoleń, często od setek lat! Zmarli lub zostali zamordowani w czasie, gdy nie istniało państwo Izrael a ich pobratymcy spokojnie żyli sobie za oceanem i nie używali wpływów politycznych na swój rząd, by ujął się za pobratymcami!

I teraz cały porządek prawny, od setek lat istniejący w Polsce ma się odwyrtnąć? To jest szkoła dyplomacji, jaką pan Peleng wyniósł ze służby dyplomatycznej w placówkach Izraela “w Afryce, Ameryce i Europie, a potem w latach 1986-1996 w ministerstwie spraw zagranicznych”???

Panie Ambasadorze – ja się z tym nie zgadzam!!!

Sprawa ta snuje się już od kilku tygodni, a można powiedzieć, że jest w obiegu od zakończenia IIWŚ...

ps. opublikowałem tę notkę w sześciu miejscach - ciekaw jestem komentarzy...

23 cze 2009

Chyba rozpalę kominek...

Wrocław
O godzinie 4 rano obudził mnie blask błyskawic. Dopiero po chwili doszło dudnienie grzmotów. Zaczęła się ulewa. Gdy wychodziłem przed 7 do pracy była już tylko deszczem. Ale on pada z różnym natężeniem do teraz, a dochodzi 15…

Ogródek podleje się pięknie. Mam nadzieję, że nie pójdzie w piwnice…



A jak u Was, Szanowni? Słonko? Tylko pochmurno? Czy może POTOP?

22 cze 2009

Twitter - po cholerę toto?

jotesz
Lem wyrwałby resztki włosów z głowy, gdyby dożył twittera. Pisanie pierdół na krótko... Dla nikogo. Byleby napisać. Zgroza i durnota!
less than 5 seconds ago from web

jotesz
o_O Maszyna przypisała mi taki znak. Ciekawy...
less than 5 seconds ago from web

jotesz
Sobie piszę a muzom. Wśród Amerykanów, którzy niczego nie pojmują. Irak, Iran, tato - to ich zajmuje. Słusznie... Ale ja ich rozumiem.
less than 5 seconds ago from web

jotesz
Tylko o muzyce mogę pisać, bo jest taka ulotna. a przecież trwa. Ukryta w nutach, płytach, kasetach. Pamięci...
less than 5 seconds ago from web

16 cze 2009

Platforma straci wyborców!

“- Pomysł rządu Donalda Tuska, oznacza, że osoby które głosowały na PO, a była wśród nich duża ilość studentów, zostaną ukarane za to, że w wyborach parlamentarnych w 2007 roku poparły właśnie Platformę – oświadczył podczas konferencji prasowej poseł Hofman.”

Niechętnie przyznaję rację politykom PiSu, ale tą inicjatywą rząd Tuska doprowadzi mą rodzinę do rezygnacji z popierania PO. Pewnie kierujemy się rodzinnym egoizmem i pewnie to przyznam, co efektu nie zmieni. Moja młodsza równolegle studiuje historię sztuki i czeski, co jest widocznie jej fanaberią, obliczoną na rozbicie budżetu państwa i “wieczne” studiowanie. Filologów czeskich jest ci u nas tylu, że kolejni niech się uczą na własny koszt…

Muzyka łagodzi obyczaje?

...bąknę tutaj o minionym “festiwalu” w Opolu, który zamiast być świętem polskiej piosenki, był śniętą polską piosenką. Nawet się śmiałem podczas wygłupów braci aktorskiej, która udawała kapelę rockową, szarżując ostro pastiszem przechodzącym w parodię. Ale cała reszta była mocno ziewliwa.

I tylko dumałem o Maryli, co to nie wystąpiła, bo nie dano jej śpiewać w wymarzonym duecie z Dodą. Muzyka łagodzi obyczaje?


Akurat słucham bandy rumuńskich Cyganów, pochodzących z zapadłej wiochy. Zrobili światową karierę – moim zdaniem jak najsłuszniej! To zespół Taraf de Haidouks, z “i” mającym dwie kropki u góry. Totalny odjazd i wybuchający dynamit! Ludowość nieudawana i od razu przekonywująca słuchacza. Polecam…

6 cze 2009

Wracam...

...po trzech tygodniach w Kołobrzegu. Aż się nie chce. W każdym razie żyję! I na wybory pójdę...

Choć wybór jest taki, że chciałoby się w krzaki.

4 maj 2009