Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bliski Wschód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bliski Wschód. Pokaż wszystkie posty

29 lis 2006

Cytrusowa pora

U nas zima już na dobre się rozpoczęła. Nie świadczy o tym jednak ani temperatura powietrza, która bardziej odpowiednia jest dla późnej wiosny, ani też deszcze, które objawiły się na chwilę i zniknęły bez śladu. Mały chodzi na spacery w koszulce z krótkim rękawkiem, a ja od czasu do czasu widzę kilka chmurek na horyzoncie, które zaraz wstydliwie znikają.

Sezon zimowy został jednak już oficjalnie otwarty wyraźnymi zmianami w organizacji stoisk z owocami – na wielkich platformach poukładane są teraz pomarańcze, grapefruity, mandarynki, klementynki, pomelo, pomelit, qaumquat (tapuzit) i inne pośrednie wersje. A wszystkie oczywiście pełne soku i witaminy C. Inne niezimowe owoce poupychane zostały gdzieś po bokach. Cytrusy górą.

Do tego zapisku Żydóweczki doszło wiele sympatycznych komentarzy na temat oraz kilka dziwnych nie na temat. Te dziwne napisała ajkata. Aj - kata trzeba, by to zrozumieć... Zebrałem więc wszystkie uwagi ajkaty w jeden ślinotok myślowy:

Jesli mozna zapytac - jak dlugo jeszcze narodowo-socjalistyczny Izrael bedzie okupowac palestynskie ziemie? (...)

hhaaaa, no po prostu mozna sie usmiac! Porownujesz Wroclaw, Szczecin, itp. do palestynskich miast i wiosek. Jestes po prostu beszczelny – no, ale czego mozna sie spodziewac po Zydzie? Te miasta zawsze byly polskie i nigdy nie daly sie zgermanizowac. Piszesz, ze Warszawa byla w rekach Szwedow. Pragne zauwazyc, ze Jerozolima kiedys rowniez nalezala do chrzescijan.

A co sie tyczy Rosjan, to pragne zauwazyc, ze w latach 1944-56 komunistyczne sluzby bezpieczenstwa (SB) znajdowaly się w 99% w rekach Zydow!
Konkluzja moja jest nastepujaca - dopoki Izraelskie panstwo bedzie stosowac terror i nie stanie sie cyliwizowanym krajem, doputy bedzie tylko rezimem bez szacunku!

Mohamed probujesz byc zgryzliwy? ejn hakol ulej lewiatoch ken ball haskata. Tak - jezyk polski jest trudny i nielatwo mi pojac jego wszystkie taijniki. Fabella - dorownac Ci pod wzgledem intelektualnym to zapewne problem. Lecz nie kazdy ma bogatych zydowskich rodzicow - niektorzy musza jeszcze walczyc.

Prawda w oczy kole? Rozumiem, ze macie wyzuty sumienia. 2000 cywilow zamordowanych w Libanie nie da sie od tak ukryc.

Jednak ja, w przeciwienstwie do fabella, staram sie pobierac nauke (w koncu nic nie jest czarne czy biale) i niech was Bog blogoslawi. Papa:)

"Idz sie uczyc" - zawsze tak sie konczy rozmowa z Zydami - wysmiac i wyzwac od idiotek. Dlaczego zawsze, jesli brakuje wam argumentow, nazywacie ludzi antysemitami czy czepiacie sie bledow orto. Moze zamiast waszej nienawisci i wyzwisk doczekam sie normalnej rozmowy? Chcialabym, lecz wyglada na to, ze nie jestem tu mile widziana, wiec jeszcze raz przepraszam, jesli kogos urazilam.

zydoweczko proponuje moderowac nieukow - mowisz o sobie fabella, kotku?

Poprawiłem różne błędy, zrozumiałe u osoby posługującej się na co dzień arabskim (jak mniemam), dla której polski jest pewnie równie łatwy jak dla nas arabski. Dziwi mnie coś innego – jak niewinne w końcu cytrusy mogły wywołać tak nerwową i alergiczną reakcję? Widocznie cytrusy mogą zaszkodzić na mózg. Podobno wszelakie orzechy są znakomite na dobrą kondycję mózgu...

28 sie 2006

Hezbollah żałuje porwania izraelskich żołnierzy

dziś w Wyborczej na 12 stronie...
AS
2006-08-27, ostatnia aktualizacja 2006-08-27 20:01
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3577184.html

- Gdybyśmy wiedzieli, że porwanie dwóch izraelskich żołnierzy doprowadzi do trwającej od miesiąca wojny, nie zrobilibyśmy tego - powiedział wczoraj lider Hezbollahu Hassan Nasrallah. Żołnierze zostali porwani 12 lipca. W odpowiedzi na ten zamach Izrael zdecydował się na interwencję w Libanie - w walkach zginęło co najmniej 1287 Libańczyków, z czego większość to cywile, a ponad 4 tys. osób odniosło rany. Po stronie izraelskiej zginęło 160 ofiar. Nasrallah powiedział, że trwają negocjacje z Izraelem w sprawie wymiany więźniów.

Tyle krótkiego, zdawkowego komunikatu.
Nasrallah rzekł, niech go piekło pochłonie, że nie zrobiliby tego, gdyby wiedzieli. Szkoda, że nie dodał -"gdybyśmy pomyśleli". Być może nie dodał, bo myślenie nie jest widocznie tym, co najlepiej wychodzi nasrallahom-hezbollahom!

22 sie 2006

Znaj proporcje Mocium Panie!


Nieoceniony Ibrahim Alkud prowadzący blog "religia pokoju" znowu mnie sprowokował do podkradzenia obrazka. Nawet wprost informuje: "Ideą strony jest bezpłatny dostęp do wszystkich zamieszczanych tu tekstów na temat islamu. Nie planuję żadnych ograniczeń dostępu ani żadnych opłat." Co prawda obrazek to nie tekst, ale potraktujmy go jako informację...

Informacja jest moim zdaniem niepełna, bo nie obejmuje Indonezji, która jest NAJLICZNIEJSZYM (242 mln ludzi) muzułmańskim państwem świata. Wypadłaby gdzieś na krawędzi rękawka... Tekst nawołuje: "Zakończyć niesprawiedliwą żydowską okupację terenów muzułmańskich!"

I jeszcze cytat; "Izrael - państwo wielkości Walii, z 5 milionami mieszkańców, całkowicie odpowiedzialne za wszystkie przestępcze działania islamistów na całym świecie."

21 sie 2006

w Libanie zapanuje religia pokoju...

ale niestety nie POKÓJ!

Ulubiony polityk Renaty Beger (spoza Polski) pewnie jest zadowolony - po 30 latach na południe Libanu wraca armia tego kraju...

Dlaczego tyle lat się wstydziła? A może nikt nie powiedział, że należy bronić granic własnego kraju przed bandami świrów, którzy mogą sprowokować wojnę ze zdeterminowanym przeciwnikiem? Detrerminacja Izraela wynika z prostej groźby, powtarzanej od półwiecza przez wyznających religię pokoju sąsiadów, że jak tylko będą mogli to wymażą Izrael z powierzchni ziemi a jego mieszkańców utopią w Morzu Śródziemnym.

Polaków też chciano wymazać z mapy świata a mieszkańców wypuścić przez komin. Wielu obywateli Polski tak zamordowano. Tak - ci zagazowani Żydzi byli obywatelami Polski, płacili podatki, służyli w wojsku, byli sklepikarzami, lekarzami, poetami, aktorami. Byli jak My! Byli Nami...

Smutne, że tak wielu dzisiejszych obywateli Polski o tym zapomina. Smutne, że zagrożonych likwidacją, ludobójstwem nie rozumieją tak czuli na walkę o przetrwanie polscy patrioci spod znaku "precz z kłamstwem o Jedwabnem"...

16 sie 2006

RZĄD DOPŁACA TERRORYSTOM

Wyborcza 13.08.2006

W latach 90. pracował Pan w Scotland Yardzie i zajmował się walką z terroryzmem. Widział Pan, jak w praktyce funkcjonuje pakt bezpieczeństwa?
- Tak, zdawaliśmy sobie sprawę z narastającego zagrożenia. Zwracaliśmy uwagę na przyjeżdżających z zagranicy muzułmańskich duchownych, naukowców oraz tzw. dysydentów, głównie z krajów arabskich. Pomimo ich długich związków z terroryzmem wszystkim przyznawano azyl.Wielu z nich pozwalano potem kierować meczetami, zyskiwali dostęp do pieniędzy publicznych przeznaczonych na "programy edukacyjne". I szerzyli swoje radykalne poglądy. Coraz więcej ludzi wstępowało w szeregi tych nieformalnych organizacji. Było jasne, że popełniane są przestępstwa - nienawiści rasowej, zachęcania do zabójstwa i inne. My byliśmy raczej bezradni wobec faktu, że nikt temu nie przeciwdziała.Na przykład policja wspólnie z narodową unią studentów chciała przeciwstawić się muzułmańskim ekstremistom, którzy w uniwersyteckich kampusach napadali na studentów żydowskich lub na zbyt frywolnie ich zdaniem ubrane studentki muzułmańskie. Grupy takie jak al Muhajiroun ("Imigranci") rekrutowały na uczelniach swoich zwolenników i rozprowadzały pisma szerzące nienawiść do Żydów. Zresztą wciąż to robią. Gdyby te same materiały rozprowadzał biały nazista, szybko wylądowałby w więzieniu. Tymczasem gdy kierowaliśmy oskarżenia przeciwko muzułmanom, sądy odrzucały wniosek albo umarzały sprawę. Przez lata władze wysyłały czytelny sygnał - jeśli jesteś muzułmaninem, wolno ci łamać prawo, możesz tutaj planować zamachy przeprowadzane w innych krajach itd. To był przepis na katastrofę i w końcu do niej doszło.
Czemu muzułmanie zostali uznani za nietykalnych?
- Władze nie chciały narazić się opinii muzułmańskiej, obawiały się, że jednym nieostrożnym ruchem zyskają sobie wroga w całej społeczności. To było oczywiście błędne przekonanie, tym bardziej że wiele sygnałów nadchodziło od samych muzułmanów zaniepokojonych tym, że ich synom i braciom ktoś robi pranie mózgu, wciąga do niebezpiecznych grup i odsuwa od rodziny. Największy problem Wielkiej Brytanii z islamskim radykalizmem to źródło, z którego rząd czerpie informację o islamie. Doradcami rządowymi zostali samozwańczy przywódcy społeczności muzułmańskiej, którzy mówili, co jest islamem umiarkowanym, a co nie. To oni przekonywali, że to, co robią ekstremiści, nie będzie miało żadnych konsekwencji, a jeśli władze spróbują ich uciszyć, zobaczą na ulicach ponad milion rozgniewanych muzułmanów.
Rok po zamachach 7 lipca to podejście się zmieniło?
- Zmiany są powierzchowne. Rząd np. zapowiedział, że zdelegalizuje ekstremistyczne grupy. Nie jest już legalny al Muhajiroun.
Zmienili tylko nazwę i kontynuują działalność...
- To potwierdza powierzchowność zmian. Nowe prawo antyterrorystyczne uchwalone po zamachach to typowy przykład głośnych, rozreklamowanych inicjatyw podejmowanych po 7 lipca tylko dla politycznych korzyści rządzącej partii. Ma usprawiedliwić poprzednie zaniechania.Od lat mieliśmy wystarczające prawa do walki z terroryzmem, ale nikt ich nie stosował. Jednak rząd po zamachach tłumaczył, że nie mógł nic zrobić, bo nie miał narzędzi prawnych, i wymyślił, że trzeba je teraz wprowadzić. I uchwalono zmiany mało znaczące.
Przed zamachami władze mogły ignorować zagrożenie, ale czemu tak niewiele zmieniło się nawet po 7 lipca, kiedy zginęły 52 osoby, a ponad 700 zostało rannych?
- Bo po zamachach społeczność muzułmańska jest postrzegana jako ofiara. Przywódcy największych organizacji muzułmańskich przekonali rząd, że przyczyną zamachów była dyskryminacja muzułmanów, ograniczony dostęp do szkół, wykluczenie z rynku pracy, słowem, dyskryminacja. Ale spójrzmy, kim są brytyjscy zamachowcy - ci z 7 lipca i ci wcześniejsi, którzy wysadzali się w Bośni, Czeczenii, Izraelu. Żaden nie pochodził z marginesu, z odizolowanych środowisk. Bywali absolwentami tutejszych uniwersytetów.Jednak dzięki temu argumentowi organizacje muzułmańskie mogły sięgnąć po więcej rządowych funduszy. I od 7 lipca pieniądze publiczne płyną do nich szerszym strumieniem, a ich szefowie zostają doradcami rządowymi, wchodzą do rządowych grup powoływanych, by walczyć z islamofobią, bez przerwy goszczą w studiach telewizyjnych. Rząd rozważa nawet pomysły, by przekazać meczetom kontrolę nad edukacją, opieką zdrowotną i świadczeniami społecznymi muzułmanów. Oczywiście mówi się, że tym umiarkowanym, by wspierać umiarkowany nurt w islamie i w ten sposób marginalizować radykalizm. Ale kogo dziś określa się mianem umiarkowanego? Bardzo duży wpływ na rząd mają ludzie z Brytyjskiej Rady Muzułmanów, którzy usprawiedliwiali zamachy samobójcze za granicą czy cieszyli się na wieść o zamachach 11 września. To oni mówią rządowi, co jest umiarkowanym islamem, a co nim nie jest. Nadal istnieje ten sam problem źródła informacji o islamie.W tym kraju jest wiele innych społeczności, jak sikhowie, hindusi, których członkowie nie wysadzają bomb w pociągach. I nie dostają dużych środków z kasy publicznej. Czy to nie mogłoby dać im do myślenia? Rząd brytyjski wkroczył na bardzo niebezpieczną ścieżkę.

W Londynie Paweł Szczerkowski rozmawiał z Charlesem Shoebridgem - byłym oficerem Scotland Yardu ds. wywiadu i walki z terroryzmem
DEDYKOWANE POLSKIM POŻYTECZNYM IDIOTOM, ANTYIZRAELCZYKOM I ANTYSEMITOM, przyjaciołom religii miłującej pokój i wszelkim innym ekstremistom...

13 sie 2006

Zdjęcia izraelskich żołnierzy, które nie pojawiają się w gazetach...









Tych zdjęć nie publikują zatroskane media, bo to zdjęcia izraelskich żołnierzy, które nie pojawiają się w gazetach...

Nie pasują do obrazu, kreowanego przez tych, którzy dają się manipulować przez hezbollah...

Nie chowają się też za cywilami ani wśród dzieci.

Wyglądają też zbyt normalnie.
Jak ludzie...
A powinni bardziej zbrodniczo!

10 sie 2006

8 sie 2006

Naloty i walki już w całym południowym Libanie

gazeta 08-08-2006,
ostatnia aktualizacja 08-08-2006 09:12

Izraelska armia i lotnictwo operują już w całym południowym Libanie. Libański rząd mobilizuje rezerwistów. W poniedziałek rząd w Bejrucie ogłosił, że może wysłać 15 tys. żołnierzy na kontrolowane przez Hezbollah południe kraju, o ile Izrael wycofa swoje siły.

"Godzinę temu miała miejsce straszliwa, zaplanowana przez Izrael masakra!" - krzyczał premier Libanu Fuad Siniora do ministrów krajów arabskich, którzy wczoraj debatowali w Bejrucie. Chwilę wcześniej dotarła doń wiadomość, że w wiosce Hula zginęło 40 cywilów. Siniora w pewnej chwili zaczął nawet szlochać, ale po kilku godzinach oficerowie ONZ podali, że w Huli zginęło pięć osób. Sześć zburzonych przez izraelskie bomby budynków było pustych.

Ludzie uciekli, bo Izraelczycy zrzucali ulotki wzywające cywilów do opuszczenia wioski. W poniedziałek na Hulę spadły bomby, ponieważ bojownicy Hezbollahu odpalili z niej kilka rakiet. Potwierdzają to żołnierze ONZ mający w pobliżu posterunek.

Bez komentarza...
Tylko to szlochanie...
Były kamery?

Petras: Izrael bierze przykład z nazistów

http://www.lewica.pl/?id=11369
[2006-08-05] Z Jamesem Petrasem rozmawia Efrain Chury Iribarne

...moje ostatnie pytanie będzie się tyczyć agresji Izraela na Liban. Jak pan ocenia ten konflikt, panie profesorze?

Maszyna śmierci Izraela zmusiła 500.000 osób do opuszczenia kraju, niszczy wszystko. W tym samym czasie Izraelczycy i Waszyngton mówią o „precyzyjnych rakietach”, które w rzeczywistości niszczą budynki mieszkalne oraz całą infrastrukturę społeczną Libanu - mosty, szpitale, drogi. W Waszyngtonie kongres uchwala rozporządzenia zwiększające dostawy broni dla Izraela. Jeżeli do tego dodamy lobby żydowskie w Waszyngtonie, które w stu procentach jest za niszczeniem Libanu, za masakrą ludności cywilnej, to możemy nawiązać do starej tradycji stalinowskiej lat trzydziestych.

Sądzę, że Waszyngton będzie popierał agresje jeszcze przez dwa tygodnie lub więcej, a później będzie starał się narzucić stacjonowanie sił ONZ w tym kraju w celu rozbrojenia Hezbolahu. Liban zamieni się w pół kolonie. Cały problem w tym, że Hezbolah wcale nie ma zamiaru się rozbroić. Nie ma zamiaru też poprzeć procesu pokojowego i oddać południowej częśći kraju Izraelowi. W tym kontekście propozycje ONZ są odzwierciedleniem polityki zagranicznej Izraela, państwa żydowskiego, które chcę zniszczyć wszystko, co zostało w Libanie. Izrael zrujnował ekonomię, zniszczył infrastrukturę, doprowadził do ucieczki pół miliona osób - chrześcijan, muzułmanów, którzy musieli opuścić kraj. Na początku zaapelował do ludności, aby wyszli ze swoich domów, opuścili miasta, a później bombardował ich w czasie ewakuacji.

Przypomina mi się "Noc Kryształowa" w nazistowskich Niemczech, kiedy pewien Żyd zastrzelił nazistę, a następnie naziści wzięli odwet na ludności żydowskiej niszcząc ich witryny sklepowe i mordując setki osób. "Noc Kryształowa", w porównaniu do terroryzmu izraelskiego, to malutki incydent. Porównując te dwie sytuacje możemy powiedzieć, że naziści przed 1940 rokiem byli bardziej wyrozumiali od dzisiejszego Izraela, oczywiście później po 1940 roku to się zmieniło. Dzisiaj, Izrael bierze przykład z nazistów w swojej ekspansywnej polityce, jaką prowadzi.

Dziękuję za rozmowę, panie profesorze.

tłumaczenie: Patryk Kisling

[James Petras jest profesorem socjologii na Uniwersytecie Binghamtońskim w stanie Nowy Jork, specjalistą w zakresie stosunków i ruchów społecznych i politycznych w Ameryce Łacińskiej, działaczem społecznym, autorem 49 książek.]
Wywiad ukazał się na stronie www.rebelion.org

Wszystko mi tu pachnie lewactwem...

7 sie 2006

Siły chaosu i Świat Porządku

linki znikają, potem archiwaum płatne, więc przytoczę ten felieton ze Światecznej Wyborczej (5-6 sierpnia 2006) w całości. Pogrubię tylko to, co moim zdaniem najcelniejsze...

Thomas L. Friedman, "New York Times" 05-08-2006,

Z niewielkiego artykułu w "Jerusalem Post" dowiedziałem się, że izraelska firma telekomunikacyjna Bezeq instaluje w schronach położonych na północy kraju szybki internet. Izraelczycy mogą teraz korzystać z sieci przeczekując w ukryciu ataki rakietowe Hezbollahu.

Odczytałem to doniesienie w dwojaki sposób. Z jednej strony dostrzegłem w tym symbol odporności Izraelczyków i ich nieograniczonej zdolności adaptowania się do warunków wojennych. Z drugiej strony wygląda mi to nieświadomy wyraz czegoś, co ludzie zaczynają tu odczuwać - otóż nie jest to zwyczajna wojna i niewiele wskazuje na to, by miała się ona szybko skończyć.

Większość państw arabskich pogodziła się już z istnieniem państwa Izrael, sprowadzając toczony z nim spór do dyskusji na temat przebiegu granic, a tu nagle wspierany przez Iran i uzbrojony w 1,2 tys. rakiet szyicki Hezbollah wysyła komunikat, że granice nie mają większego znaczenia, bo Izrael powinien po prostu zniknąć z mapy świata.

Dlatego w głosie moich izraelskich przyjaciół wyczuwam bezwarunkowe poparcie dla działań rządu i niemal ulgę płynącą z oczywistej natury tego konfliktu i jednoznacznego prawa Izraela do samoobrony. Zarazem jednak daje się odczuć wściekłość, że naprzeciw wojsk izraelskich stoi Hezbollah, który z konfliktu terytorialnego chce uczynić wojnę religijną.

Hezbollah zbudował w Libanie państwo w państwie, mimo że formalnie wchodzi w skład libańskiego rządu. Przypisał też sobie prawo do podjęcia samodzielnej decyzji o ataku na Izrael, czym wystawił na odwet ze strony sąsiada cały naród libański. Co więcej, nie będąc w żaden sposób sprowokowany, naruszył uznawaną przez ONZ granicę Izraela.

Nie mamy tu do czynienia z kolejną wojną arabsko-izraelską. Konflikt ten dotyka samych podwalin porządku międzynarodowego, czyli granic i suwerenności. Ich erozja może poważnie zachwiać naszym globem.

Niestety, Liban okazał się zbyt mało spójny wewnętrznie, by kontrolować Hezbollah. Jedynym sposobem na trwałe rozwiązanie jest zatem utworzenie przez Świat Porządku, przez który rozumiem nie tylko kraje zachodnie, ale także Rosję, Chiny, Indie, Egipt, Jordanię i Arabię Saudyjską, sił międzynarodowych. Ich misją byłoby doprowadzenie na granicę z Izraelem armii libańskiej, a następnie chronienie jej przed atakami Hezbollahu.

Nie mówię tu o siłach pokojowych ONZ. Mam na myśli siły międzynarodowe takie jak te, które oswobodziły Kosowo. Powinny one mieć jasno określone prawo do interwencji i składać się z dobrze uzbrojonych żołnierzy z, dajmy na to, Francji, Rosji, Indii i Chin, z którymi Iran i jego sojusznicy nie będą mieli ochoty walczyć.

Nic nie powstrzyma panoszących się w Libanie sił chaosu lepiej niż Świat Porządku wspomagający demokratycznie wybrany rząd libański w rozszerzeniu jego władzy aż po granice kraju. - Zbyt często napaści Hezbollahu spotykają się z reakcją lokalną, choć mają skutki globalne - mówi Gidi Grinstein kierujący pracami izraelskiego ośrodka analitycznego Reut. - Tego rodzaju organizacje można pokonać tylko wtedy, gdy ich działania o konsekwencjach globalnych spotkają się z równie globalną reakcją - dodaje.

Niestety, globalne siły porządku są dziś w rozsypce. Dzieje się tak po części za sprawą Chin, Rosji oraz trawiącej Europę urazy i zazdrości wobec USA, a po części w wyniku głupiego podejścia Busha uważającego, że jednostronne interwencje USA są ważniejsze niż wspólne działania podejmowane na mocy globalnego konsensusu.

Nadszedł czas, by Świat Porządku zaczął działać razem. Ta wojna nie jest sprawą tylko Izraela. George Bush i Condoleezza Rice muszą sobie uświadomić, że Syria sama z siebie nie wywrze na Hezbollah presji, by ten - odwołując się do pamiętnych słów prezydenta Busha - "przestał brnąć w to g...o".

Przed ekipą Busha stoi zadanie zmontowania koalicji Świata Porządku. Siły chaosu - Hezbollah, al Kaida i Iran - są geopolitycznym tsunami, któremu musimy się wspólnie przeciwstawić.

Tłum. Maciej Kositorny
Copyright 2006 The New York Times News Service

5 sie 2006

RÓŻNICA


Świeżo otrzymane z Bliskiego Wschodu - jest bliższy, niż się nam wydaje...
Wedle wiadomości z blogu Endgame, ten koleś z lewej powinien być w cywilnym ubraniu!

26 lip 2006

uwagi na marginesie... (2)

z gazety wyborczej, fragment wywiadu z Libańczykiem:
"Państwo Hezbollahu
Mariusz Zawadzki

Izraelscy wojskowi powtarzają, że głównym celem kampanii jest osłabienie zdolności bojowej Hezbollahu i zniszczenie jego arsenału rakiet. Husajn powiedział mi, że po dwóch tygodniach nalotów magazyny bojowników niemal nie zostały naruszone.- My nawet prawie nie mamy czegoś takiego jak magazyny - śmiał się szyderczo. - Broń jest pochowana wszędzie: w domach, garażach, komórkach, małych kryjówkach na odludziu czy nawet w mieszkaniach...

Naszą siłą jest to, że jesteśmy częścią szyickiej społeczności. Nie sposób nas chirurgicznie z niej wyciąć, jak chcieliby Żydzi.Być może były to przechwałki, ale wiele wskazuje na to, że Husajn miał sporo racji. Od wielu dni około stu katiusz spada codziennie na północny Izrael, w tym na półmilionową Hajfę. Przy takiej dobowej porcji wystarczy ich Hezbollahowi na trzy miesiące. Co gorsza, od izraelskich bomb giną głównie cywile, a nie bojownicy. Podobno niektórzy szyiccy duchowni wzywali ludzi do pozostania w domach mimo ostrzeżeń Izraela, że okolica zostanie zbombardowana.

Najbardziej fanatyczne rodziny zostawały, zatrzymując swoje dzieci. Teraz figurują w spisach ponad 350 śmiertelnych ofiar nalotów. Tymczasem bojowników zginęło zaledwie kilkudziesięciu.

- Słyszałem, że Hezbollah jest dumny z tego, że ma tak niewielkie straty - mówił Jan Egeland, wysłannik ONZ do Libanu. - Nie wydaje mi się jednak, żeby powodem do dumy mogło być wielokrotnie więcej ofiar wśród cywilów niż wśród bojowników. Hezbollah musi skończyć z tchórzliwym chowaniem się za kobiety i dzieci."

Cóż dodać do tak cynicznych wypowiedzi hezbollaha - czym to się różni od przywiązywania dzieci do wież oblężniczych albo pędzenia warszawiaków przed hitlerowskimi czołgami? Magazyn rakiet pod żlobkiem - a im więcej ofiar tym ładniej wyjdzie to w telewizji! I świat się użali...

25 lip 2006

uwagi na marginesie wojny Izrael - Hezbollah...

Już nieraz pisałem o nasrallahu, że jego nazwisko to wyzwisko. Szejk-szejtan...

Na hezbollah przydałby się w Libanie, nieżyjący już niestety, jordański król Husajn, który potrafił powstrzymać Arafata (podaję za Wikipedią).

"Pod koniec lat 60. między palestyńskimi grupami ruchu oporu a rządem jordańskim narastały napięcia. Palestyńczycy zdołali przejąć kontrolę nad kilkoma strategicznymi pozycjami w Jordanii, łącznie z rafinerią ropy Az Zarq.
Jordania, uważając to za rosnące zagrożenie dla swojej suwerenności i bezpieczeństwa, zdecydowała się rozbroić milicje palestyńskie. Otwarte walki między nimi a armią jordańską wybuchły w czerwcu 1970 r.
Rządy arabskie próbowały negocjować pokojowe rozwiązanie, jednak rząd jordański odpowiedział eskalacją akcji represyjnych; 16 września król Jordanii Husajn ogłosił stan wojenny. Tego samego dnia Arafat został mianowany naczelnym dowódcą Palestyńskiej Armii Wyzwolenia - regularnej siły wojskowej OWP.
W wybuchłej wojnie domowej OWP miało aktywne wsparcie ze strony Syrii, która 200 czołgami najechała na Jordanię. Zaangażowane też zostały USA i Izrael: amerykańska marynarka wojenna przemieściła swoją Szóstą Flotę do wschodniej części Morza Śródziemnego, a Izrael rozmieścił swoje oddziały tak, aby były gotowe do niesienia pomocy zagrożonej Jordanii.
Do 24 września armia jordańska odzyskała przewagę, a OWP zgodziła się na zawieszenie broni."

Minęło 36 lat i Syria z Iranem próbuje tej samej metody. Syryjczycy, zmuszeni do wycofania z Libanu, który uważają za fragment własnego terytorium, gmerają finansowym kijem w bliskowschodnim mrowisku. A Iran nawet na Antarktydzie sypałby piasek do amerykańskich baków...

I jeszcze komentarz do zbrodni sprzed lat, przypisywanej Szaronowi - wymordowania uchodźców z palestyńskich obozów w Libanie. Do dziś spotykam wredne antysemickie wpisy o żydowskich mordercach. Bardzo mnie to dziwi w naszym coraz bardziej ultrakatolickim kraju, bo jest to samobójcza ocena! Otóż zbrodni własnoręcznie dokonały oddziały libańskich milicji CHRZEŚCIJAŃSKICH a winą Szarona było to, że wpuścił chrześcijan do tych obozów i nie powstrzymał ich w trakcie mordowania...