Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język polski. Pokaż wszystkie posty

22 mar 2007

Natenczas poczęcie zaistniało...

Szkoda, że nikt z walczących o ochronę życia ludzkiego od chwili poczęcia nie próbował określić definicji tego, co to jest poczęcie - najlepiej katolickiej. Czyż nie jest to kopulacja, która to czynność zupełnie nie jest przez ogół rodaków nazywana "poczęciem", tylko zwana jest w sposób ubogi językowo i gruby najczęściej.

Poczęciem jest więc przewrócenie nastolatki w krzaki i zgwałcenie jej przez bandę zbirów. Jest to oczywiście jedna z wielu możliwych form poczęcia - nienazwanie ich jednak i obrona każdego poczęcia zaczyna sakralizować też te zbrodnicze od początku.

Ideologizatorzy dlatego używają tego zamierzchłego, biblijnego języka właśnie po to, by oddalić nas od realności każdej kopulacji - od tej "bożej", w noc poślubną po ołtarzowych przyrzeczeniach "pogrobowych" po najbardziej brutalne, wredne i zbrodnicze gwałty.

Dziwne to, bo taka bezdyskusyjna obrona KAŻDEGO POCZĘCIA czyni z tych skrajności zamysł i dzieło Boga. Takiego Boga ja bym nie chciał ani czcić ani wyznawać!

Ale jedyni słuszni interpretatorzy boskich praw i zamysłów wiedzą przecież lepiej! Giertych i Wierzejski są w tej materii tłumaczami Mądrości Bożej?

ps. Wychodzi jednak na to, że poczęcie to NIE kopulacja, tylko zapłodnienie.

13 mar 2007

Wołanie o wołacz!

Wkurza mnie "Taniec z gwiazdami" z powodu zwracania się przez Katarzynę Skrzynecką do wszystkich w MIANOWNIKU! Razi mnie to nieustannie, bo uważam, że jest winna tego, iż miliony Polaków będą mówić tak jak ona, czyli błędnie - moim zdaniem.

Co na to Wikipedia?

"Często słyszy się, że wołacz jest w języku polskim formą zanikającą, coraz częściej zastępowaną przez mianownik. Jest to częściowo prawdą, jednak zjawisko to dotyczy przede wszystkim imion osobowych - formy typu „Marek!”, „Agnieszka!” są w dzisiejszym języku polskim (zwłaszcza mówionym) znacznie powszechniejsze niż „Marku!”, „Agnieszko!”. Używanie imion osobowych w wołaczu w języku mówionym jest dzisiaj odbierane jako bardzo formalne lub też żartobliwe. W języku pisanym, zwłaszcza oficjalnym, zastępowanie wołacza mianownikiem jest natomiast uznawane za błąd językowy. Stąd też zwracając się do adresata np. w liście używa się zawsze wołacza, także w przypadku imion."

Czyli - przesadzam? Jak jest poprawnie? Gdy używam wołacza to jest to odbierane "jako bardzo formalne lub też żartobliwe"? Postudiowałem i do niczego nie doszedłem. Jeśli ogół tak używa to staje sie to poprawne, właściwe? Niestety w haśle nie określono, czy dzisiejszy odbiór staje się normą czy jest to odbiór błędny językowo! Zdanie "często słyszy się, że wołacz jest w języku polskim formą zanikającą" nie informuje, czy częstotliwość słyszenia tworzy nową regułę...

Może więc, per analogiam, jeśli ogół wybrał PiS, to jest to właściwe i poprawne? Powinienem się podporządkować? Czy tendencję językową można uogólnić do zachowań politycznych? Chyba wolę pozostać w odbiorze jako człek bardzo formalny a nawet żartobliwy!

Wołanie o wołacz jest wołaniem na puszczy???

ps. wysłałem zapytanie do Poradnika językowego prof. Mariana Bugajskiego prowadzonego przez Radio Zachód - czekam z niecierpliwością na odpowiedź!

ps.ps. Szukajcie, a znajdziecie! W Poradni językowej znalazłem wypowiedź nieocenionego Profesora Bralczyka, który pewnemu inżynierowi udzielił odpowiedzi wnoszącej nieco światła:

"odmiana imion i nazwisk:
Czy postępująca (?) maniera używania dopełniacza i wołacza w brzmieniu mianownika w stosunku do nazwisk i imion własnych została już „prawnie usankcjonowana”? Czyli zgodnie z regułami poprawnej polszczyzny można informować o przyznaniu nagrody dla Michała Prosty? Bo zwracanie się do rozmówcy „Grzegorz, zechciej skomentować” jest już właściwie nagminne? Jeżeli tak, to przepraszam za zawracanie głowy. To pierwsze jest powszechną manierą polskich księży, którzy przy wyliczaniu intencji Mszy św. na cały tydzień preferują taką właśnie formę. Przecież jak parę tysięcy osób słyszy to tydzień w tydzień, to nawet podświadomie nabiera złych manier. Czy nie można by z tym czegoś zrobić? O telewizji już nie wspomnę, bo ona chyba niereformowalna. Jeżeli oczywiście trzeba, bo może ja ciągle tkwię w Średniowieczu, a ludzkość dokonała tu jakichś istotnych zmian, których nie umiałem przyswoić?Może rozesłać jakąś ulotkę do seminariów, gdzie tych księży szkolą. Albo do kurii? Dziwny pewnie jestem, bo „techniczny”, a jakoś to mnie niemiło dotyka.
Pozdrawiam, W. Reczek (dr inż.)

Szanowny Panie Doktorze, „Nagroda dla Michała Prosty” byłaby w porządku, gdyby Michał nosił nazwisko Prosta - i tak to w pierwszej chwili zrozumiałem. To oczywiste, że odmienialne nazwiska (a takich jest ogromna większość) nie tylko można, lecz koniecznie trzeba odmieniać! Rozumiem księży (choć to zjawisko bardziej z wojskiem mi się kojarzy), że dążą do wygody i do tego, by nazwisk nie przekręcać, ale w ten sposób po prostu grzeszą błędami językowymi!

Jednak szczególna relacja między mianownikiem i wołaczem zasługuje na uwagę. Mamy nie tylko „Grzegorz, powiedz...”, ale i „Przyszedł Kaziu”. Ponieważ wołacz nie włącza się w składnię zdania, nie jest rządzony przez czasownik, możemy go potraktować nieco inaczej. Proponowałbym uznanie, że w funkcji „drugiej osoby rzeczownika” może wystepować nie tylko forma wołacza („Grzegorzu, czy wiesz...”), lecz także mianownika („Wiesz, Grzegorz...”). Różnica byłaby m.in. stylistyczna: do kogoś, wobec kogo szacunek wyrażam, użyję zawsze wołacza.
Pozdrawiam serdecznie — Jerzy Bralczyk, Uniwersytet Warszawski"


Moje gratulacje dla dr. inż. Reczka - dotarł do odpowiedzi na dręczące go pytania! Choć Pan Profesor dokonał uniku-złagodzenia - nie odpowiedział: zawsze powinno się stosować wołacz, tylko wspomniał o szacunku. Zakładam jednak, że szacunek Katarzyna Skrzynecka powinna okazywać wszystkim w programie, a zwłaszcza językowi polskiemu!

21 lut 2007

Dzień Języka Ojczystego

Dzień jest patriotyczny wielce i powinien być hucznie albo chociaż szumnie obchodzony przez Władze Ojczyzny. Gazety sieciowe, poza Gazetą Wyborczą, nawet o nim nie bąknęły. Rządzący nie odtrąbili, jak bardzo dbają o tę opokę patriotyzmu - o język ojczysty. Nie wspomina się dzieci z Wrześni ani Latarnika...

Może dlatego, że "wadza" raczej nie może świecić przykładem, zwłaszcza że na szczytach władzy słyszymy najbardziej niezaszczytne przykłady niechlujstwa językowego i błędnej a nawet karykaturalnej wymowy. Dziennikarze też się nie palą do propagowania Dnia, bo sami mają wory grzeszków i grzechów.

Zacytuję więc z artykułu GW tylko Wszechedukatora Romana Giertycha: „Na gruzach Okrągłego Stołu zbudujemy IV RP”. "Filipinki" posła Gosiewskiego nie wypada chyba w tym dniu przypominać, bo to w końcu wtręt z greki. Ale czyż języki klasyczne oraz mowa sąsiadów i europejskich potęg nie wzbogacały naszej polszczyzny? Bo że nie ubogacały, to jestem pewien.

Zubożają nasz język parlamentarzyści niedouczeni i dziennikarze niestaranni. W tym dniu życzę im, by tego nie robili!