Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamopole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamopole. Pokaż wszystkie posty

4 kwi 2009

"Akt wiary"

Wypada znowu podziękować za reklamowanie chamopola. Ponieważ jednak to ja wyciąłem trzy niezwykle cenne komentarze płodnego autora, obrońcy swobód komentatorskich, co spowodowało jego reakcję pisaną, to ktoś mógłby uznać, że jest to forma prowokowania do reklamy...

P O D Z I Ę K O W A N I A
Panu Referentowi Bulzackiemu uprzejmie dziękuję za łaskawą reklamę chamopola, poprzez wzmiankę w tekście "Auto da fé (3)*". Komentatorom tamtego tekstu dziękuję za uwagi poświęcone joteszowi, choć prawdę pisząc, nie naliczyłem ich wiele...

Oto obszerny fragment, poświęcony (?) chamopolu:

Nic bym też, prawda, już nie pisał, bo generalnie zamierzam iść w kierunku raczej niepisania, niż pisania, gdyby nie niezwykłe zniknięcie moich wybitnych komentarzy na pewnym niezwykłym blogu.

Wycinanie komentarzy przez gospodarza bloga jest dobre i piękne. Bardzo mi się to podoba, jestem zdania, że są chwile, kiedy nie można nie wyciąć. Co prawda sam zazwyczaj nie wycinam, ale – oczywiście – cały czas mnie korci. Z trudem się powstrzymuję. Inaczej ma się rzecz z komentarzami, które “to są doskonałe komentarze, proszę pani” (by L. Maleszka). Wycięcie takiego komentarza jest zwykłym bandytyzmem (zamierzona przesada) i kurewstwe[...] (jest jak miało być). Taki los spotkał mój “to są doskonałe komentarze, proszę pani”. Sam się o to, poniekąd, prosiłem, prawda… “Nie zadawaj się z hołotą – mówiła matka. – Będziesz potem żałował”. Ale co tam, człowiek najbardziej uczy się na błędach. Na usprawiedliwienie dodam, że notka nie jest o wycinaniu, ale o poniekąd niejakim zjawisku, prawda, o którym za moment…

W swoim “to są doskonałe komentarze, proszę pani” opisałem wędrówkę po blogosferze, gdzie moim cicerone został Jacek Jarecki (sorry Alga), a cudną Beatrycze niespodziewanie okazał się tajemniczy ideogram WO (c[...]uj wie, co to jest, obrazek wygląda jak ściągnięta dżdżownica z wielkim łbem). Przeczytałem tekst Jareckiego wlazłem do tego WO, potem do tzw. rebeliantów, a na koniec, prawda, trafiłem na chamopole (nomen omen).

Tekst autorstwa Jareckiego zmilczę, bo jak zwykle nic nie trzyma się tam kupy. Za dużo samogłosek. Ten WO doczytałem do linki na tzw. kwaterę tzw. rebeliantów. Z tejże tzw. kwatery, prawda, przeszedłem na chamopole i to jest, prawda, czad. Wata cukrowa, cukier, burak, czerwona gęba… Pardą, nie mogłem się powstrzymać przed ciągiem; natręctwo albo demencja prekoks.

Wracając jednak, prawda, do tematu, żeby poniekąd nie przeciągać, trafiłem w miejsce, gdzie przebywał jakiś emisariusz obrońców wolności słowa i tolerancji, wysłannik komisji skrutacyjnych i komisji inspekcyjnych znających się na blogowych regulaminach, niezależny i niezłomny komentator absurdów czwartej erpe (w skrócie IV RP), coś tam coś tam kronikarz (mega kronikarz, czyli kronikator). Wpisałem swój “to są doskonałe komentarze, proszę pani”, gdzie zwierzyłem się z rozterek, wahań, podziękowałem za prowadzenie bloga, który zawierał opcję “wędrowcze zostaw komentarz”. Od ręki napisałem rzecz nieomal doskonałą (jak adjustacje L. Maleszki); palce lizać. Nie widziałem tak dobrego komentarza ani u WO (prawda, że szybko porzuciłem lekturę, więc wstrzymam się z ostateczną opinią), ani u tzw. rebeliantów, ani u Jareckiego (sorry koledzy, taka jest, prawda, prawda).

I nagle… Moje “to są doskonałe komentarze, proszę pani” zostały wykasowane. WYKASOWANE! Szoking! Gospodarz bloga, emisariusz obrońców wolności słowa i tolerancji, wysłannik komisji skrutacyjnych i komisji inspekcyjnych znających się na blogowych regulaminach, niezależny i niezłomny komentator absurdów czwartej erpe, coś tam coś tam kronikarz, wykasował mój uprzejmy i grzeczny komentarz! I wiele wnoszący!

O czym był komentarz? Omawiałem w nim ciekawe zjawisko, które od pewnego czasu rozprzestrzenia się po blogosferze, i które – niestety – nie ominęło też pięknego i dobrego miejsca zwanego chamopolem (nomen omen). Zjawisko to nazwałem: “rękodajni WO”.

Miszcz łaskawie zerka z wyżyn bloga i macha do nas palcem… My oddajemy pozdrowienie… ~~~~~ “Robimy takie rzeczy, Pani Wojtku, co Pan na to? Może by Pan do nas zajrzał i dał dobre słowo?” “Zajrzę – odpowiada patron. – Pochylę się, szepnę słowo”. “Bardzo dziękujemy za zauważenie. Nawet Pan nie wie, ile to dla nas znaczy!” “Wiem, wiem… – Dużo znaczy; macie moje blogosławieństwo”. “Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!, Panie Wojtku!...”

Słowo rękodajny ma piękny staropolski synonim. I nim się z wami koledzy nieszczerze pożegnam (ujmuję sprawę szerzej, żeby wypadło uniwersalnie, a nie że się, prawda, czepiam biednego chamopola).

Czołem rękodajni! Czołem podchujaszczy! Czuj duch!

W chwili wolnej, gdy ją znajdę, wypiszę ten tekst na papierze czerpanym i powieszę na ścianie, jako wzorzec!

Aplikant alzacki zachadza w dalszym ciągu, czego można domyślać się po takich reakcjach...

Zdziwionemu Trollowi Zdalnie Sterowanemu sprawę streścił yassa

Zmartwi pewnie aplikanta wiadomość, że po zareklamowaniu przez niego chamopola ilość wejść wyraźnie zmalała...

1 kwi 2009

PODZIĘKOWANIA

Panu Wojciechowi Orlińskiemu uprzejmie dziękuję za łaskawą reklamę chamopola, poprzez wzmiankę w tekście "Rozłam w Tekstowisku". Komentatorom tamtego tekstu dziękuję za uwagi poświęcone joteszowi...

29 paź 2007

Witaj blogu!

Powoli wracam po wyborach. Znużony i nasycony zwycięstwem.

Zewsząd dochodzą odgłosy rozpaczliwego kwakania. Niby porykiwania gniewnego lwa, ale płaskim dziobem nie wychodzi inaczej niż kwakanie. Wystarczy! Nie będziemy przegranego drobiu skubać do gołej skóry, bo idzie zima. Skończył się sen orła białego, kóry miał wznosić się coraz wyżej, ku chwale Czwartej. 21 października orzełek obudził się znowu jako brzydkie kaczątko...

I to by było na tyle.

ps. Tytuł wziął się stąd, że postanowiłem wrócić do bloga chamopole, bo atmosfera w Salonie24 stała się zbyt ciężka. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić dlaczego, to właśnie tu może to zrobić osobiście...

23 lis 2006

powyborcze remanenty

Druga Japonia...

Chamopole jest dobrze przygotowane przez krajowych uprawiaczy niwy politycznej do nawożenia gnojem, obornikiem, guanem i wszelkimi odpadkami propagandowymi, polewanymi gnojówką, choć najczęściej zwykłą wodą, laną obficie.

Po co takie długachne zdanie, trudne do spamiętania i zrozumienia nie tylko przez koalicjantów z wzutymi biało-czerwonymi gumiakami? To tylko wprawka przed poznaniem cytatu zamieszczonego w dzisiejszym felietonie sportowym GW "Oddajmy siatkarzom, co cesarskie".

Rafał Stec tak oto zaczyna: Co tam nieustające pokłony, grzeczność Japończyków uderza dopiero w języku. Polecenie zapięcia pasów w samolocie cytuję za "Japońskim wachlarzem" Joanny Bator: "Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróżnych za niewybaczalną niewygodę, jaką jest oczekiwanie na start naszego skromnego samolotu. Prosimy, by szanowni podróżni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność, jaką popełniamy, nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniżenie o zapięcie tych skromnych pasów".

Wyobraziłem sobie, że taki miły i grzeczny język nasi politycy zastosowaliby do debat parlamentarnych!

Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych oponentów z opozycji za niewybaczalną niewygodę, jaką jest oczekiwanie na start do rządzenia naszym przepięknym państwem. Prosimy, by szanowni oponenci wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność, jaką popełniamy, nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniżenie o przeczekanie tych skromnych trzech lat w nieustającym szczęściu osobistym i zdrowiu, które oby dopisywało im, ich rodzinom i ich najszanowniejszym wyborcom.

16 paź 2006

Krynica Zdrój

Kochani Przyjaciele Blogowi oraz Szanowni Przeciwnicy Blogowi!
Kuruję się w kurorcie i zaglądam tylko z doskoku do sieci, więc wybaczcie mą nikłą aktywność.
Niestety oglądam telewizję i to psuje skuteczność kuracji. Choć wyłuskałem wielką mądrość z ust Jarosława Premiera Kaczyńskiego, patrząc na Jego dostojne oblicze oraz twarze jego władczych kolegów -"od zbrodni gorsze są tylko mordy!"
Wydaje mi się nawet, że te mordy są gorsze od zbrodni!
Piję hektolitry wody zdrojowej Jan i Zuber, więc potem leję na politykę, polityków i ich mordy, bo wody te są bardzo moczopędne. Bardziej niż PiS, choć sądząc po skrócie partyjnym powinno być po równi...
Pozdrowienia i powodzenia z Krynicy Zdroju, gdzie kuruję się w znoju.

19 wrz 2006

Wyciągnięte na wierzch...

Anonymous said...

Jotesz ty na pewno jesteś tym osławionym POwskim inteligentem. Choć uważam, że Nowak przegina, ale to wynik jego przeideologizowania. Jednakże, ty nie jesteś bez grzeszków. Przesadzasz. Prawdziwa cenzura by cię zaraz zamkęła w kiciu i to z cwelowaniem w programie za wyśmiewanie się w PRLowskich haseł, a za wójka narodów (Józefa) byś dostał czpe w łep. Cewelowanie pozostawiło by u Ciebie jedynie powiększony otwór odbytowy zwany rdzawym okiem (przez homoseksualistów zwanym jedynie słusznym otworem seksualnej rozkoszy). A tak poważnie to nie lubie ludzi, którzy uważają że prawda opiera się na kłamstwie. Zastanów się.

jotesz said...

Drogi anonymusie! Miałem długą i pełną wyszukanych uprzejmości odpowiedź na Twój przemiły komentarz a tu łup! Wyłączył się prąd w całej dzielnicy! Czyżby znowu XXI stopnie zasilania wracały?

Ja, jotesz, nie jestem tym osławionym a raczej słynnym POwskim inteligentem. Dziękuję, że nie nazwałeś mnie wykształciuchem, bo czuję, że Ludwik Wicepremier Dorn chciał ludzi wykształconych nieco sponiewierać - mi to słowo kojarzy się z wycieruchem (taką panienką nienajcięższych obyczajów) albo nawet z sierściuchem (jeb...m), choć to drugie może nieco ryzykowne, ze względu na kociofilię Jarosława Premiera Kaczyńskiego...

Ja, jotesz, jestem skromnym POwskim inteligentem, można powiedzieć - nieznanym inteligentem. Jak ten żołnierz nieznany leżący w lesie...

Pewnie masz rację, że przesadzam. Choć jak patrzę w telewizor, to bym się nie zgodził. Inni przesadzają dużo bardziej! Dużo bardziej szkodliwie!!!

Prawdziwa cenzura by mnie nie zamknęła w kiciu, bo od zamykania była Służba Bezpieczeństwa albo wydziały polityczne Milicji Obywatelskiej. Prawdziwa cenzura zamykała ludziom usta i dostęp do druku albo papieru. Wtedy drukowało się bez zgody cenzury i bez wiedzy esbecji. Robiłem to i ja, na moje skromne możliwości, co nieskromnie na paru przykładach pokazałem gdzieś tutaj. A teraz też bez niczyjej zgody piszę sobie te moje przesady na zagranicznym serwerze...

Prawdziwa esbecja zamknęłaby mnie w więzieniu, gdzie kryminalni nie cwelowali politycznych, bo mieli jakiś dziwny szacunek dla ich durnowatej być może działalności. Być może teraz coś się zmieni, gdy PiSowska cenzura zacznie zamykać POwskich inteligentów. Może nawet Wojciech Poseł Wierzejski utworzy specjalne więzienne oddziały gejów-kolaborantów do cwelowania opozycji?

Masz oczywiście rację, że za Wujka Narodów (nie pogniewaj się, że napisałem wujka inaczej niż Ty, ale kończyłem wszystkie szkoły przed Romanem Wic-premierem Giertychem i jakoś tak inaczej pisuję...) bym dostał czapę i strzelono by mi w ten głupi łeb z tyłu i z bliska.

Co do szczegółów anatomicznych powodowanych czynnością dwukrotnie przez Ciebie wymienioną, to nie mam tak szczegółowego pojęcia o czym piszesz, ale wierzę Ci, że znasz się na tym dobrze a przynajmniej dużo lepiej ode mnie. Wybacz, że słowo owo kojarzy mi się raczej z językiem kiboli i subkultur, do których niewątpliwie nie należysz.

A tak poważnie to również nie lubię ludzi, którzy uważają, że prawda opiera się na kłamstwie. Pewien stary góral tłumaczył, dlaczego mali ludzie są tacy wredni: - "bo im się serce o gówno opiera!" Zastanów się! Ostatnio wielu małych ludzi dorwało się do władzy. Małych wzrostem, duchem i rozumem...

Życzę Ci, byś był wielki. Pozdrowienia i powodzenia

18 wrz 2006

dedykowane Dariuszowi Nowakowi (2)

Dariusz Nowak anonimowo napisał do mnie: „jotesz, jesteś walnięty, świadczą o tym, nawet nie tyle twoje chore słowa, co dodany znaczek, wybitnie niesmaczny, śmierdzi ci z japy, jeżeli już tak bardzo cię razi anonimowość wypowiedzi, to podpisuję się imieniem i nazwiskiem: dariusz nowak”.

Nieoceniony google pomógł mi rozwikłać tak śmiało rozjaśnioną personę, dotąd ukrywającą się w mroku ciemnej anonimowości...

1. prof. dr hab. Dariusz Nowak alergologia, choroby wewnętrzne - Katedra Fizjologii Doświadczalnej i Klinicznej UM w Łodzi – Kierownik - Wydział Nauk Biomedycznych i Kształcenia Podyplomowego UM w Łodzi - Dziekan

2. dariusznowak11@orange.pl system miłości / odtajniona grawitacja

3. Dariusz NOWAK - PRZEDSIĘBIORSTWO PRYWATNE ZARZĄD JEDNOOSOBOWY Członek Stowarzyszenia Subiektów "ELITA" w Dąbrowie Górniczej

4. http://www.nowakdariusz.prv.pl/ SZANOWNY INTERNAUTO, SZANOWNA INTERNAUTKO !!! Witam serdecznie na moich stronach. Miło mi, że postanowiłe(a)ś iść dalej niż tylko do spisu treści. Strony te są jeszcze w budowie, ale już niedługo będą gotowe. Myślę, że za jakiś czas, znajdziesz tu także coś ciekawego dla siebie. JESTEM, PONIEWAŻ MYŚLĘ... ŻE JESTEM !!!

5. Dariusz Nowak - bibliotekoznawca. Zatrudniony 1 listopada 1984 roku w Miejskiej Bibliotece Publicznej i Gminnej Bibliotece Publicznej w Bieczu Strona założona w 2003 r. opracowanie: dariusz nowak.

6. login darekn Dariusz Nowak ur. 1978 darekn op.pl

7. http://www.dariusz.nowak.gsi.pl/ Wakacje 2006 Hajduszoboszlo

Cóż można wywnioskować z powyższego?

1. Teoretycznie może to być profesor medycyny - specjalista chorób wewnętrznych, który na podstawie bloga potrafi zdiagnozować jednostkę chorobową charakteryzującą się śmierdzeniem z japy, co prawdopodobnie oznacza brzydki zapach płynący z jamy ustnej, po rozwarciu owej i zbliżeniu doń wąchającego nosa na odległość ok. 3 m. „Twoje chore słowa” mówią o empatii dla osoby chorej, która wypowiada chore słowa. Gdy się ją (mnie) uzdrowi, będzie wypisywać słowa zdrowe

2. Ewentualnie Dariusz Nowak to ten od systemów miłości i odtajnionej grawitacji o czym mogą świadczyć słowa „ jesteś walnięty” co ma zarówno podtekst erotyczny jak i grawitacyjny...

3. Dariusz NOWAK - Członek Stowarzyszenia Subiektów też mógłby wchodzić w rachubę, gdyż cała ocena jotesza jest wyjątkowo subiektywna!

4. Dariusz Nowak, który wita serdecznie na swoich stronach i któremu miło że... raczej nie może być brany pod uwagę – za serdeczny i za miły. Nie wygląda na zwolennika PiS – wśród nich znam tylko dwie miłe osoby a i to spieram się z nimi zażarcie...

5. Dariusz Nowak – bibliotekoznawca! To może być dobry trop – bibliotekoznawcy lubią czytać więc pewnie i pisać. Zna się na internecie – złożył stronę biblioteki w Bieczu. Jest podejrzany...

6 i 7. Dwaj ostatni też umieją działać w internecie. Może są kucharzami, których razi znaczek "wybitnie niesmaczny". Albo plastykami amatorami? Może to zawodowi graficy zniesmaczeni estetyką znaczka, choć starałem się ze wszystkich sił!


Ale odechciało mi się ich analizować. Pozostanę niedoinformowany. Choć jednego się dowiedziałem. Brak anonimowości to nie podanie imienia i nazwiska, bo są ich tysiące (chyba że się ktoś zowie Brzęczyszczykiewicz...). Brak anonimowości to brak agresji, za którą się trzeba chować.

Anonimowy Dariuszu Nowaku – pozdrowienia i powodzenia

30 sie 2006

Krótki przegląd chamopolski [1]

  1. Lech Prezydent Kaczyński uciął spekulacje o tym, by miał prosić Władysława Profesora Bartoszewskiego o powrót do Instytutu Międzynarodowych Jakichś Tam. Lech Prezydent Kaczyński powiedział, że tych, co podpisali „list ośmiu” o nic nie będzie prosił, do niczego zapraszał, ba – dobrze, że zniknęli z polityki!
  2. Jarosław Premier Kaczyński odwołał wykład w European Policy Center podczas swego pobytu w Brukseli. Okazało się, że jest to Centrum Polityki Europejskiej… Jarosław Premier Kaczyński miał przygotowany wykład o policji europejskiej. Tłumacza zwolniono. Był łże-tłumaczem!
  3. Jacek Bullterier Kurski nie pojawił się na sprawie sądowej, wytoczonej mu przez pomówionego przezeń Donalda Przewodniczącego Tuska. Przedstawiono zaświadczenie lekarskie o kłopotach z kręgosłupem. Kłopoty z kręgosłupem politycznym poseł Jacek Bullterier Kurski ma od wielu lat! Raz mu sztywnieje, kiedy indziej wiotczeje. Dziś zwiotczał, gdyż Jacek Bullterier Kurski został włożony w dyby ortopedyczne. Sąd nie został przekonany. Widocznie to łże-sąd…
  4. Antoni Skrótmyślowy Macierewicz znowu pomógł we wzbogaceniu języka polskiego. Po dedykowanym Mu powiedzeniu „puścić antka” lansowane zaczyna być powiedzenie „uśmiechnąć się antkiem”. Jaki to rodzaj uśmiechu społeczeństwo poznało podczas ostatnich dni. Tak, to własnie Taki Uśmiech!

6 lip 2006

W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Angela Merkel
Jest błogosławiona pośród polityków. Jej wielbiciele czczą dołek w pościeli, na której leżała, i robią z niego odlewy, by je potem wyrzeźbić w marmurze. Jej uczniowie wielbią ziemię, po której ona stąpa, wykopują potem łopatką odciski jej stóp, by przechować je w relikwiarzach. Morze występuje z brzegów, aby ją zobaczyć, trawa rośnie po to, by mogła po niej stąpać. Nawet Bóg ścisza głos w jej obecności – ona jest przecież córką pastora.
Jest tęgą nadzieją wschodu i tłustą pewnością zachodu, jednoczy u siebie pod pachą biednych i bogatych – chociaż nie w tej kolejności. Jest jak nowy Mojżesz, który wyprowadzi niemiecką gospodarkę z domu niewoli. Jest płonącym krzakiem, groszkowym puree teutońskiej siły, pieczenią wieprzową tradycji. Jest maścią przyszłości, przeciwzmarszczkowym kremem zaufania we własne siły i balsamem koniunktury.
Angela Merkel jest jednak także człowiekiem. 35 lat przetrwała w ukryciu. Wolała wtedy uprzątać gnój w oborze jakiegoś PGR-u, orać rolę gołymi rękami i zębami karczować pnie w lesie, niż zabawiać się w politykę. W końcu jednak jej ambicja przemogła.
Znalazłszy się w świetle kamer, anioł Angela nauczyła się kąsać. Spuszcza biblijne plagi na tych, którzy są przeciw i którzy nabijają się z jej miękkiego, pantoflowatego oblicza. Wykręca przeciwnikom nogi aż na plecy, wciera im ocet w oczy i wrzuca rywalom dżdżownice za kołnierz.
Jej życia nie zakłóca żadne pokalane poczęcie, gdyż zaślubiona jest Niemcom.

Gregor Gysi – b. przewodniczący postkomunistycznej PDS
Po 500 latach neoliberalizmu w Niemczech ludzie ubierają się w reklamówki, bo nie stać ich na kupno koszuli. Całe rodziny mieszkają pod ławką w parku, bo nie mają z czego opłacić czynszu za karton na dworcu. Inwalidzi z głodu nadgryzają swoje kule, emeryci skrobią się korą drzew, bo mydło stało się luksusem.. Uczniowie uczą się na drewnianych komputerach, kobiety w domu dokonują aborcji przy pomocy drucianej szczotki do butelek.
Ale oto nadciąga ratunek. Zbawca udręczonych głodem i wyklętych już wyskoczył z cylindra, aby stworzyć lepszy świat. Jest lepszy od Chrystusa – co tam woda, chodzi nawet po asfalcie. Dotknięcie jego czapki wystarczy, by nasycić zgłodniałych, od pocałunku w jego but kalekom wyrastają nowe nogi. Podłoga śpiewa mu pod stopami, a stoły w studiach telewizyjnych kurczą się, aby on ze swym wzrostem ok. 1,50 metra wydawał się wyższy. Oto Gregor Gysi, największy karzełek pośród polityków.

Brigitte Zypries – minister sprawiedliwości RFN
Dlaczego uparła się studiować prawo? Bo w szkole tylko ją zawsze łapano na odpisywaniu, karano, a przecież inni też to robili i jeszcze dostawali dobre noty. To było niesprawiedliwe! No więc płakała i gryzła paznokcie ze złości, a potem poszła na prawo, z postanowieniem, że teraz to ona innym pokaże!Chce skrócić procesy, a także założyć podsłuchy u wszystkich bandytów – w demokracji przecież ma panować jawność. Tortury nie są dozwolone, - ale jeśli, to w każdym razie tylko w obecności lekarza!
Brigitte Zypries ma dużo pracy. Dlatego pani minister nie ma męża ani dzieci, nie może zaniedbywać pracy zawodowej. Wieczorem wraca do domu na smaczną kolacyjkę. Ale potem przykleja sobie brodę, wkłada czarny skórzany ubiór, w spodniach umieszcza dwie piłki tenisowe, zabiera pistolet i rusza na ulice. Wtedy, gdy miasto tonie w ciemnościach, z mroku wyskakuje nagle czarny cień...

Aleksander Łukaszenko – prezydent Białorusi
Od 10 lat Białoruś jęczy pod żelaznym kciukiem tego autokraty. Ten, kto mu się nisko kłania, ma spokój i może się kąpać w maśle – ale kto na niego spojrzy krzywym okiem, zostaje zawieszony za język u sufitu. Według zachodnich mediów opozycjonistów ćwiartuje się na ulicy, inaczej myślących zgniata na placek w więzieniu. W wyborach głosy „nie” uznaje się za nieważne lub za omyłkowe i oddaje na przemiał – razem z wyborcami, którzy te głosy oddali.Naród z nabożną czcią słucha Łukaszenki, ojca ojczyzny. To on zapewnia bezpieczeństwo i ład w świecie, w którym roi się od bandytów.
Sam prezydent Łukaszenko przyszedł na świat 30 sierpnia 1954 r. na zadupiu, zwanym wioską Kopys pod Mohylewem, jako dziecko swojej matki, ale już nie ojca. Dlatego od małego nauczył się kochać państwo, jako swego tatkę.
Gazety dzień w dzień sławią Łukaszenkę, który przywraca dawne dobre czasy i nawet swoją żonę, Galinę Rodionowną, wygnał z domu zgodnie z obyczajem praojców. Galina, która chciała nosić amerykańskie futra i minispódniczki z wygarbowanych flaków robotników i chłopów, żyje obecnie w biedzie na wsi i żywi się korzonkami, a gotowanymi racicami świńskimi w niedzielę.
A niedziela na Białorusi zdarza się, dzięki Łukaszence, od czasu do czasu.

http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead02&news_cat_id=35&news_id=184912&layout=1&forum_id=5182&fpage=Threads&page=text
Czy - gdyby np. "NIE" Urbana wykpiło i obraziło prezydenta Niemiec - władze niemieckie domagałyby się zadośćuczynienia od rządu RP i wzywały niemieckiego ambasadora na dywanik? Czy raczej zignorowałyby sprawę, wychodząc z założenia, że w ten sposób najmniej osób przeczyta obraźliwy tekst, który szybko pójdzie w niepamięć? Nam na razie udało się osiągnąć odwrotny skutek.
Dokładnie tak samo chciałem skomentować tę śmieszną aferkę, rozdmuchaną poprzez nadęcie jej bohaterów. Polityka zrobiła to szybciej - i bardzo dobrze, bo dotrze to do wielu czytelników i do niektórych głów, być może...

4 lip 2006

Nowy polski kartofel

"Tageszeitung": Złodziejaszki, co chcą zawładnąć światem

Peter Köhler, tłum.bart 04-07-2006 http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3460382.html

Niemiecka publika nie wierzyła własnym oczom - polski prezydent wcale nie był niższy od niemieckiego. Jakiś polityk zza Odry, który dumnie podaje niemieckiej pani kanclerz nogę. Niemcy przecierali swoje błękitne oczy ze zdumienia i nie dowierzali uszom, gdy Lech Kaczyński w marcu dumnie przyjechał do Berlina, a w maju nie odpowiadał na uśmiechy niemieckiego prezydenta na warszawskich targach książki.Wiadomo jednak, że Kaczyński chełpił się tym, że przez lata żadnemu niemieckiemu politykowi nie podał nawet palca. Wystarczająco często trąbił, że w ogóle nie zna Niemiec poza spluwaczką w męskiej toalecie na lotnisku we Frankfurcie.

Wiadomo, że urodzony w 1949 r. Kaczyński reprezentuje to trudne pokolenie, które jeszcze przed swoimi narodzinami zostało przez Niemcy ukąszone. Jest jasne, że w negatywnym światopoglądzie Kaczyńskiego od średniowiecza każdy Niemiec konno prze na Wschód. Ale w Niemczech uważa się takie poglądy za od dawna przestarzałe stereotypy i nikt nie pytał polskiego prezydenta podczas wizyty w Berlinie, z jakiego kraju pochodzi jego luksusowa limuzyna.

U nas w kraju wykształcony prezydent ma suwerennie poruszać się ponad podziałami. W Polsce władca (dosłownie właściciel państwa - red.) ma działać z zębami na wierzchu: ma zmiażdżyć niemiecko-rosyjski rurociąg bałtycki, musi zdusić w zarodku planowane w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom tych obrzydliwych Niemców i obedrzeć ze skóry Powiernictwo Pruskie, które domaga się zwrotu za czynsze w dawnych Strefach Wschodnich (chodzi o tzw. Ziemie Odzyskane). Już przecież Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy lekką ręką kazał sporządzić 700-stronicowe, nafaszerowane faktami studium o zniszczeniu przez Niemców stolicy Polski i wielkimi literami zażądał 54 mld dolarów reparacji.

W Polsce wielu ludzi darzy wielką nieufnością wszystko, co Polską nie jest. Odkąd Lech Kaczyński jako dwunastolatek ze swoim bratem bliźniakiem w filmie "O dwóch takich, co okradli księżyc" odstawił wiele błazeństw, bliżej mu na księżyc niż do Niemiec i Rosji. Rosja wcisnęła Polsce kciuki komunizmu w tyłki, a od lat 70. bracia Kaczyńscy chcieli socjalizm wykoleić.W 1980 r. obydwaj absolwenci prawa (Lech zrobił nawet doktorat i został się nawet polskim profesorem) pomagali przed sądami strajkującym stoczniowcom w Gdańsku. Lech, który podczas studiów prawa i ustaw musiał był coś przeoczyć, został w 1981 r. internowany i siedział rok o chlebie i wodzie.

Godzina Lecha Kaczyńskiego wybiła w 1989 r., gdy upadł komunizm i ster przejął Lech Wałęsa. Dzięki pomocy założonego przez siebie Porozumienia Centrum dochrapał się fotelu w Sejmie, zakonserwował się później jako profesor prawa i w 2000 r. został na kilka miesięcy ministrem sprawiedliwości. I gdy Janusz Pineiro ogłosił, że bracia Kaczyńscy, zakładając PC, brali pieniądze z budżetu państwa, okazał się na tyle sprytny, by nie dać sobie nic zarzucić.

PC stało się i tak starą pieśnią, bo bracia Kaczyńscy powołali na scenę nowy związek, partię Prawo i Sprawiedliwość. Dzięki niej w 2002 r. szlachetny Lech został bossem Warszawy. Prawy Jarosław zagarnął dla siebie w 2005 r. podczas wyborów do parlamentu największego kartofla, zręcznie jednak zacisnął zęby i zrezygnował z urzędu premiera, i wyczarował z pustej ręki Kazimierza Marcinkiewicza. Lech ruszył do boju po najwyższy atrybut władzy i pod koniec 2005 r. posiadł prezydencki fotel.Bracia Kaczyńscy z wielką energią chcą sprzątnąć ostatnich komunistów z kraju i społeczeństwa. Dlatego parlament ma bez szemrania przyjąć sto ustaw, nie stając przy tym rządowi okoniem.

Wzorem do naśladowania dla Kaczyńskich był twórca Polski z 1919 r. Józef Piłsudski, który w 1926 r. odkrył sterowaną demokrację i do 1935 r. napędzał półfaszystowski reżim wojskowy. Tak jak Piłsudski Kaczyńscy są polscy do szpiku kości. Obydwoje udowodnili, że z przodu i z tylu są czyści. Lech zabronił mężczyznom w Warszawie paradować z gołymi tyłkami, Jarosław zaś mieszka z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu.

No, to jest zwyczajne chamstwo, co te chamy niemieckie piszą o naszych kochanych bliźniakach! Nasze Duck Twins są tylko nasze i wara germańskim lewicowcom drwić z najwyższych wśród najniższych. I nie pomogą tłumaczenia, że to satyra pisana dla jaj! Jakich jaj? Na pewno kaczych!!!
A co to znaczy, że pisemko lewackie i niskonakładowe? My żądamy zamknięcia pisemka, zamknięcia pismaków, przeprosin rządu żądamy, bo jak nie to się nam prezydent rozchoruje i nie pojedzie do waszej piaskownicy! Sami sobie stawiajcie zamki z piasku i zamki na lodzie...

27 cze 2006

chamstwo polityczne

pytanie Rzeczpospolitej do Jarosława Kaczyńskiego:
A Platforma do sądu podała waszego posła Jacka Kurskiego za oskarżenia w sprawie finansowania billboardów PO przez PZU. Pan akceptuje sposób, w jaki Kurski uprawia politykę?

odpowiedź prezesa PiS:
Pamiętam rechot kongresu PO po wystąpieniu Stefana Niesiołowskiego, w którym porównał mnie do Gomułki. Nie przypominam sobie, żeby media pytały Tuska, czy on akceptuje działania Niesiołowskiego, by się domagały wyrzucenia go z partii. A mnie się ciągle to sugeruje w przypadku Kurskiego. Otóż oświadczam - jeżeli doniesienia Kurskiego okażą się nieprawdą, i tak nie poniesie on z tego powodu żadnych konsekwencji. Chyba że z PO zostaną wyrzuceni Niesiołowski i Tusk.

chamstwo obu największych partii staje się normą polityczną Polski - i jak tu mieć pretensje do Gumiaka Od Versace?

14 cze 2006

Kuba Wojewódzki said:

Kuba Wojewódzki pytany przez dziennikarza Przeglądu:
- To może wyemigrujesz? Kaczyńscy bardzo by się ucieszyli, gdyby tak wpływowy w mediach przedstawiciel łże-elity i największy cham III RP wyjechał z Polski. Takich jak ty powinno się eliminować ze społeczeństwa, które ma być zdrowe.
– Jeśli chodzi o „chama”, to mam coraz bardziej rosnącą konkurencję w nowych elitach władzy. Pamiętam komisarzy partyjnych, którzy w dobie stanu wojennego wędrowali po szkołach i czytali zawartość naszych gazetek szkolnych. Odnoszę wrażenie, że dziś rolę takich komisarzy mają przyjąć w szkołach katecheci i księża. Pamiętam czasy budowania pewnego rodzaju nowego człowieka. Dziś też ktoś próbuje – nie patrząc na to, że nie nazywa się Jezus Chrystus, Mahomet czy Budda – takiego nowego człowieka stworzyć i zarządzać jego sumieniem. Nowy minister edukacji stwierdził, że Reymont, Iwaszkiewicz czy Miłosz to byli libertyni, a ja pamiętam czasy, kiedy Witkiewicz z „Szewcami”, Gombrowicz z „Dziennikami” czy Mrożek ze wszystkim też byli skazani na niebyt. Lepiej już było. Boję się takiego chamstwa politycznego. Chamstwa ducha...

I o to chodzi!!!