Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty

25 lip 2010

My, Wrocławianie...

To słowa nieżyjącego już od kilku lat Jana Kaczmarka. Tak mi się wydaje. Próbowałem zweryfikować googlem i nie udało się.


My wrocławianie, my wrocławianie,
Jakby nie było jest nas wielu niesłychanie,
Przystojni panowie, piękne panie,
Mamy fason, styl i gest,
My wrocławianie tak jest.

Pan pyta skąd my co za pytanie?
My wrocławianie drogi panie wrocławianie
Przystojni chłopcy piękne panie
Mamy fason styl i gest
My wrocławianie
Tak jest!


Ta dumna piosenka nie mówi o durniach, którzy licznie zaśmiecają nasz gród swymi durnymi działaniami. To w kontekście smutnej informacji, którą znalazłem w Gazecie Wrocławskiej:


Co roku z kasy miejskiej wycieka milion złotych, które wydaje się na naprawianie szkód, zadanych naszemu miastu. Ta kasa miejska to tak naprawdę nasza własna wrocławska kieszeń. Straty są dużo większe, bo przecież codziennie mijamy dziesiątki albo i setki durnych murali, bohomazów, grafitti oraz bezmózgich ogłoszeń wlepianych wszędzie. Zakuwałbym w dyby pod pręgierzem na Rynku i pozwalał każdemu na sprejowanie durnych pleców oraz podplecków!

Oto najważniejszy fragment artykułu:

“Ranking najczęściej niszczonych miejsc:

1. Nowa kładka nad fosą przy placu Orląt Lwowskich. Wczoraj naliczyliśmy tam 4 rozbite szyby i trzy inne pomazane sprejem.

2. Fontanna w Rynku. Dwa razy wymieniano już tam szyby. Kilka razy trzeba było wypompować wodę i wypłukać całą misę fontanny.

3. Pomnik Fredry. Średnio raz na miesiąc z ręki hrabiego znika pióro (koszt wymiany to 475 zł), pomnik bywa także pomazany farbą.

4. Kule przy Świdnickiej. Jakiś czas temu jedną z kul upodobali sobie wandale, którzy kilka razy odrywali ją od nawierzchni ulicy. Nietrzeźwi dowcipnisie toczyli ją po ulicy Świdnickiej.

5. Fontanna przy placu Orląt Lwowskich. Dysza fontanny jest przez chuliganów ustawiana tak, by woda leciała na placyk, przez który przechodzą ludzie. Trzeba dodatkowo zapłacić obsłudze fontanny za regulację lub wymianę dyszy.

6. Wyspa Bielarska. Łupem wandali pada tutaj wyposażenie placu zabaw. Doszło do tego, że urzędnicy musieli usunąć miniwyciąg dla najmłodszych, który notorycznie był niszczony.

7. Księże Małe. Kilka razy wyrywano tutaj rośliny ozdobne z dużych wazonów, w końcu urzędnicy zdecydowali, że posadzą tam stokrotki, na razie są bezpieczne. Ale niedawno ktoś wyrwał deski z wiaty rowerowej.

8. Szermierz. Fontanna z figurką szermierza to ulubione miejsce dla studenckich wygłupów. Pływano już w niej nawet kajakiem. Ostatnio obrócono figurę szermierza o 180 stopni, raz wyrwano mu także szablę razem z rękojeścią. Koszt naprawy wyniósł prawie 1000 zł.

9. Park Południowy. W tym roku z parku zniknęło już kilka ławek. Najprawdopodobniej trafiły na czyjeś posesje, bo zostały usunięte tak, by za bardzo ich nie zniszczyć.

10. Park Nowowiejski. W tym roku w parku zniszczono kilka latarni. Miejskie służby musiały wymienić w nich klosze.


Jak Twoim zdaniem miasto powinno walczyć z wandalami? Czekamy na opinie!”



Opinia moja jest taka, że nie wygramy ze złem, tolerując je durnymi opisami o „małej społecznej szkodliwości”. To jest ogromna szkodliwość, bo jest to zbrodnia na naszej wspólnej przestrzeni publicznej, jest to oszpecanie naszego miasta, jego najpiękniejszych miejsc. Każdy wandalizm powinien być napiętnowany, a to robota dla nas wszystkich. Dla mieszkańców, rodziców, krewnych, księży na kazaniach, nauczycieli w szkołach, klubów kibica wszelkich sportów, harcerzy, samorządów mieszkańców, rad osiedli. Dla WSZYSTKICH!

17 lip 2010

Gejzer patriotyzmu

No i mamy EuroPride w Warszawie. Podobno osiem tysięcy osób wzięło udział. Gejów i lesbijek było mniej, bo postulaty odmiennych erotycznie popierali zwykli heterycy.

Dobrze, że jestem we Wrocławiu, bo nie miałem dylematu - iść, czy nie iść? Nie muszę zresztą chodzić na parady, by popierać postulaty, jeśli są takie:

"te dotyczące możliwości wspólnoty majątkowej, wspólnego rozliczania podatków z partnerem, sprawowania opieki nad dziećmi partnera czy prawa do decydowania o leczeniu nieprzytomnego partnera".

Było pięć kontrdemonstacji, w tym jedna łysych patriotów hajlujących praworęcznie, w skrócie Prawych. To nasze Gej-zery Patriotyzmu - wręcz gorące wytryski polskości w stylu germańsko-rzymskim. Być może gej-zery wystraszyły się tego, czego boi się poseł Jurek Marek albo Marek Jurek. Otóż jego zdaniem taka parada zagraża prawom człowieka. Paradne! Świętoszkowatość posła dwuimiennego na ogół mnie wzrusza, tak autentyczna się wydaje, ale tym razem poseł truchta w stronę osła mózgowo. Ja się nie obawiam o moje prawa człowieka z powodu, że Tomasz Raczek oddziedziczy majątek swego partnera czy odwrotnie. Nie wiem nawet, czy rodzina pana Raczka jest przychylna jego orientacji seksualnej, czy nie. Zupełnie mnie orientacja pana Raczka nie interesuje a tylko to, że życzę sobie, by pan Tomasz Raczek miał nie mniejsze prawa niż ja, i nie większe niż ja. Prawo powinno chronić ludzi niezależnie od ich orientacji seksualnej, bo orientacja jest czymś do tego stopnia prywatnym, że prawo nie powinno się nią zajmować. Zwłaszcza, gdy prawo chciałoby różnicować ludzi!

A pan poseł-oseł Jurek uważa, że prawo powinno gejów dyskryminować. "Według niego miejsce Polski powinno być po stronie krajów, które stoją na straży wartości chrześcijańskich." Ja nie chcę, by prawo jakoś specjalnie chroniło WC, bo powinno zajmować się człowiekiem, a nie jego wyznaniem czy orientacją.

Jedyne co mnie peszy, to adopcje dzieci przez gejów lub lesbijki. Peszy mnie, bo nie mam zbytnio twardego stanowiska w tej sprawie. Oczywiście, przeciwnicy wyobrażają sobie hodowlę małych zboczeńców przez dewiantów, co jest dla mnie piramidalnym trywializowaniem sprawy. W kraju, gdzie takie masy dzieci są katowane i molestowane przez swych rodziców o orientacji podstawowej, czyli hetero-alkoholowej, pary chcące takim dzieciom stworzyć normalny dom, nawet jeśli ciut odbiegający od norm WC, ale BEZ PRZEMOCY, za to z miłością? No, to JEST pytanie...

16 lip 2010

Dodam wredne pytania...

Teraz, gdy już wiemy, że Harcerstwo w wielkiej, młodzieżowej mądrości swojej, ów Krzyż postawiło, by wymusić w miejscu uczczonym tysiącami zniczy i fotografii żałobnych postawienie pomnika, może nawet POMNIKA, rodzą się we mnie wredne pytania:

- a co z Poniatowskim półgołym na koniu z mieczem też gołym?
- na co będzie wskazywał ten miecz?
- taki POMNIK to powinno być DZIEŁO - kto je zaprojektuje?
- no, więc konkurs?
- a może międzynarodowy konkurs?
- jednak nie, bo nie daj Bóg, jakby miał wygrać jaki Rusek, Żyd czy Niemiec?
- więc konkurs krajowy, albo wyłącznie dla artystów polskich?
- a kto do komisji konkursowej?
- jak wybrać taki sąd konkursowy?
- kto miałby zaszczyt tam zasiadać?
- a kto za żadne skarby nie powinien takiego konkursu zhańbić swą obecnością?
- więc może weryfikacja przez IPN?
- może też komisja Macierewicza oddelegowałaby kogoś?

A to dopiero początek pytań. Ech! Harcerze - niezły zapoczątkowaliście pasztet. Może się on okazać ciężkostrawny...

24 lut 2010

Politycznie?

Dawno (?) już nie pofolgowałem sobie szczerze o polityce. Jakieś wspominki, muzyczka, jednym słowem - tematyka zastępcza! Bo polityka to to, co nas rusza, co nas wkurza, co nas rozpala. Choć przemieszane wszystko bywa z olewaniem, tumiwisizmem, zobojętnieniem i odepchnięciem od siebie.

Wcale mi się nie chce określać tu, nawet anonimowo, kogo popieram wewnętrznie, kogo wydaje mi się że poprę w najbliższych wyborach, a kogo w tych następnych. Szczerze, to mogę chyba tylko wycisnąć z siebie, że nie ma ugrupowania politycznego, z którym mógłbym się utożsamiać w pełni. Dlatego łatwiej mi definiować nielubianych, bo precyzyjniej uświadamiam sobie, co mnie złości, wkurza, niecierpliwi, odrzuca... Nasza kochana polska selekcja negatywna! Wiem, za co nie lubię, ale nie znajduję powodów, by lubić. Więc popieram tych najmniej znienawidzonych.

Gdy nazbieram trochę więcej plusików (oczywiście dodatnich), to zaczynam nawet odczuwać bliskość. Mija ona po pierwszym potknięciu kolejnego idioty, autora aktualnie wszechomawianego idiotyzmu, będącego sensacją dzisiaja i jutraja. Pojutrze nikt nie będzie pamiętał. My, Polacy, jesteśmy mało pamiętliwi. Paradoks? No bo pamiętamy o Katyniu, o Wrześniu, o Marcu, o Październiku. O stanie wojennym, o komunie, pamiętamy już trochę mniej. O kunsztownych meandrach ostatniego rządu i przedostatniej koalicji nie pamiętamy już zupełnie.

A ja pamiętam, i jest to denerwujące. Na ekranie Ryszard Czarnecki przekonuje mnie do swoich ocen, a ja pamiętam mu wszystkie ugrupowania, które zaliczył, wszystkie wiatry, na które nastawiał swe szeroko rozpostarte skrzydła kogucika dachowego. Oczywiście jest on zupełnie nieważnych przykładem, ale za to bardzo typowym przykładem. To niemal wzorzec polskiego polityka. Ścierka, którą można umazać w dowolnym błocie - czerwonym, zielonym, czarnym lub w paski. Potem zanurza się w wodzie kilkakroć, mocno wyrzyma, krótko suszy i znowu gotowa do użytku!

Cezary Chlebowski - wielki człowiek, wywindowany na podniebne szczyty platformiane z roli burmistrza miasta SPOD Świdnicy! Cholera! Ja, wrocławianin, nie miałem pojęcia, że pod Świdnicą są jakieś miasta. Gigant polityczny partii, którą dotąd popierałem z braku laku. Pocący się jak mysz pod miotłą, bo wyszło szydło z worka, że w zaciszu cmentarnym komunikował się z Rysiem.

Ćwok ze wsi, awansowany do roli wicepremiera rządu Najjaśniejszej przez kolejnego giganta polityki. Tego, któremu prezydent mojej Ojczyzny meldował wykonanie zadania! Jakby to był spust surówki z wielkiego pieca. Fornal, egzekwujący prawo pierwszej nocy od aktywistek partyjnych, rechoczący przed kamerami z własnego kurewskiego żartu. Żartem był też drugi wicepremier - wielki wymiarowo, ale mały formatem.

Pamięta się teraz nocne rozmowy cmentarne, które bada dociekliwa komisja, a nie pamięta się nocnych rozmów hotelowych z masarką, którą wiceszef partii prawa i sprawiedliwości przekupywał stanowiskami, okraszając bon motami o "jakiej, kurwa, demokracji". Powinienem sam siebie przekonać, że przecież partię fornali i partię wszechpolaków ci prawi i sprawiedliwi właśnie zatopili, więc powinienem ich poprzeć, bo na to czekałem. Ale pamięć nie pozwala. Zomo, drugie strony barykad, wykształciuchy, łże-elity. Polityk potrafi powiedzieć, że deszcz pada, gdy na niego plują. Ja nie potrafię!

Nic w sumie nie napisałem. I nikogo nie pochwaliłem. Politycznie...

2 lut 2007

Bardzo mi miło!


Bardzo mi miło, że dzięki Salonowi24 mogłem dotrzeć do bloga na którym są smakowite rysunki, z bohaterami, których autor darzy uczuciem podobnym do mojego, jak się domyślam...

30 sty 2007

Prezydent...




KONSTYTUCJA RP z 2 IV 1997 r.
Rozdział V
Prezydent RP
Art. 126.
1. Prezydent RP jest najwyższym przedstawicielem RP

Nie strzelać do Wassermana!

We Wprost wywiad ze Zbigniewem Ministrem Wassermanem. Zwierzył się on, że staruszka włócząca go po sądach, po tym jak nie chciało ministerzysko zapłacić jej zięciowi za wykonane roboty budowlano-instalacyjne, była sprowokowana i zmanipulowana przez ludzi, związanych ze starymi słuzbami specjalnymi.

Robię przegląd swoich wpisów blogowych, dotyczących Szanownego Pana Zbigniewa Ministra Wassermana! Muszę je przejrzeć, by ocenić, czy nie dogryzałem Szanownemu zbyt wrednie lub złośliwie, bo wtedy mógłbym się dowiedzieć z jakiegoś wywiadu lub komentarza, że byłem marionetką w czyichś brudnych, postkomunistycznych łapskach!

Teraz zarówno żle być chłopem ze WSI jak i niedobrze jest być z Ludźmi Z Miasta... Jak nie służby to mafia! Przyjdzie zamieszkać w lesie?

Janie Mario Rokito! Za mało!

Janie Mario Rokito - Twój Program Naprawy Kraju ma za mało stron - jakieś nędzne trzysta kilkadziesiąt...

Twój dokument powinien liczyć 666 stron!

Noblesse oblige!

24 sty 2007

Giganci ducha odchodzą...

Giganci ducha, myśli, intelektu odchodzą spośród nas, Polaków.

Pozostają karły i karzełki, które wdrapawszy się na jakąś kupę gnoju usiłują z wysokości tej pozornej "góry" nas pouczać...

Nam pozostaje pamięć o Ludziach takich jak Jan Paweł II, Stanisław Lem czy Ryszard Kapuściński!

Ciekawe, kiedy różnej maści kundelki zaczną ujadać i podgryzać?

17 sty 2007

Marek Król – król w cieniu pociągający za sznurki

rpe, Marek Król to człowiek o wielu życiorysach, pisanych przez podwładnych, przyjaciół i wrogów. To właściciel Agencji Wydawniczo Reklamowej "WPROST", wydającej tygodnik Wprost i jego wieloletni redaktor naczelny.

Ostatnio Wprost wydaje na światło dzienne agentów ubecji, esbecji i wstrętnego wywiadu wojskowego. Marek Król aktywnie więc tworzy 4erpe i ochoczo włącza się w śmiertelną walkę z ubekistanem. Który z życiorysów najbardziej pasuje do tego rycerza demokracji i wolnych mediów?

15 sty 2007

Wiwat Jurek Owsiak!

Nie zamierzam rozpisywać się o wczorajszym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - inni zrobią to za mnie obszerniej. Dodam tylko, że dodałem swoje skromne 5 gr...

Po raz kolejny Owsiak w rokendrollowym stylu zwrócił uwagę na problem, dotykający miliony i mogący dotknąć każdego. Dobrze wiem, jakim schorzeniem jest cukrzyca, i chwała Owsiakowi, że zwrócił uwagę nie tylko producentów żywności na to, jak minimalnym kosztem mogą ułatwić życie osobom naznaczonym diabetes mellitis. Zrobił to jakby mimochodem, przy okazji, ale mam nadzieję, że zaprezentowanie problomu przed tak masowym forum zrobi więcej niż lata szkoleń, przypomnień i ostrzeżeń.

Jeszcze raz - niech żyje!

3 sty 2007

Żona Cezara...

...była żoną Cezara. Pani Nelly Rokita* nie jest jak żona Cezara, bo Jan Maria do Cezara tylko łysiną podobny a pani Nelly jest wielce gadatliwa, czego o żonie Cezara nikt nie napisał.

Pani Nelly miała wczoraj swój dzień - ja miałem zdziwienie wysłuchać jej w TOK FM. Zdziwienie, bo już dawno nie słyszałem takich dub smalonych: "Ja kocham Platformę, dlatego z niej wychodzę / Jan Maria nic o mojej decyzji nie wiedział / Kwaśniewski jest przyjacielem Tuska - wszyscy od dawna TO wiedzą / Tusk wyrzucił Płażyńskiego i Gilowską / w Platformie nie ma debaty ani dyskusji / o tym, żeby nie komentować mego odejścia wszystkim wysłano sms-y - nawet Jan Maria go dostał / ja jestem przewodniczącą Światowej Ligi Kobiet". Z tym ostatnim mogłem się rąbnąć, bo pamięć obarczona smalcem domowym, boczkiem i golonkami - ot, grzechy młodości. Przyjaźń pani Nelly dla Platformy przypomina pocałunek śmierci albo łzy krokodyla - jak kto woli.

Do wieczora wysłuchałem tej sensacji dnia do znudzenia, tudzież naoglądałem się szczerego i niewinnego oblicza pani Nelly do rozpuku. Jan Maria ma teraz wygodną drogę do honorowego odejścia z PO - przecież kochający mąż, Ojciec-Polak i konserwatysta nie zostawi swej całożyciowej wybranki. Ciekawe, jak odebrali to spektaklum inni rodacy - lewomyślni i prawomyślni?

_____________________________________________
* Pierwszą żoną była Katarzyna Zimmerer. Drugą żoną Jana Rokity jest Nelly Arnold-Rokita, Niemka pochodząca z Kirgistanu . Razem wychowują córkę Nelly z jej pierwszego małżeństwa.

29 gru 2006

Ideał sięgnął bruku...


Waldemar Łysiak przed laty był moim idolem - świetne pióro, wielbiciel Napoleona, kapitalny gawędziarz historyczny i na dodatek architekt. Mam wszystkie jego książki wydane w peerelu, który go niszczył i zwalczał, o czym dowiedziałem się ze zdumieniem, wiedząc, ile książek mu wydano w tych strasznych dla niego czasach... Teraz w księgarniach z tanimi książkami kartkuję jego liczne twory, ale żaden mnie nie przekonał do zakupu - za bardzo zieje z nich nienawiścią!

Ma WŁ wierne grono wielbicieli, może wyrosłe już w IIIRP. Pewnie woli tych, co wyrosną w IVRP...

ps. Panie Waldemarze - od lat nie podoba mi się oprawa graficzna Pańskich książek - jest przeładowana, nachalna. A może tylko upodobniła się do stylu pisania?

19 wrz 2006

wysoko mi Pan stawia poprzeczkę, Profesorze...

W Przekroju Najsztub pyta Profesora Władysława Bartoszewskiego, z czego przywołuję najistotniejszy dla mnie fragment:

Przez ostatni rok nic się dla obywatela Bartoszewskiego w państwie nie zmieniło czy to może jest inny kraj?

- Odczuwam przede wszystkim, że nastąpiła ostrzejsza polaryzacja podejścia do ludzi inaczej myślących, do przeciwników politycznych, do ludzi dotąd obojętnych. Ostrzejsze są oczekiwania i naciski władzy. Poza tym ja sobie nie bardzo wyobrażam, żeby pod wcześniejszymi rządami świeżo upieczony wiceminister określił co najmniej pięciu ministrów spraw zagranicznych jako agentów obcego mocarstwa i poza reakcją swojego przełożonego, ministra obrony, który w gruncie rzeczy zwolnił go z obowiązku milczenia za okres jego kilkudziesięciodniowej pracy, nie spotkało się to z jakąkolwiek właściwą reakcją państwa. Reakcje były od wykrętnych do nieuczciwych. A trzeba zważyć, że rzeczony polityk jest solidnie wykształconym historykiem, który doskonale umie posługiwać się językiem polskim i formułować swoje myśli – i mówi to, co chce, a nie to, co jemu się powiedziało. Tego typu ludzie nie mają taryfy ulgowej, szczególnie że mają reprezentować moje państwo. Bo nikt mi nie odbierze – choć zanegowano moje prawo do zajmowania się dyplomacją – prawa do uważania Rzeczypospolitej Polskiej za moje państwo. Urzędujący prezydent jest moim prezydentem i tak jak nie krytykowałem nigdy prezydenta Wałęsy, prezydenta Kwaśniewskiego, tak nie krytykuję i nie będę krytykował, jak długo będzie prezydentem, prezydenta Kaczyńskiego.

Dlaczego prezydenta akurat nie można krytykować?

– Dla mnie jest to symbol państwa. Obywatel nie powinien przekraczać pewnych granic. Można bardzo ostro krytykować rząd, premiera, to jest dobre prawo obywatela, ale nie prezydenta. W europejskiej kulturze politycznej tak na ogół jest. W polskiej wprawdzie zamordowano prezydenta, ale jego właśnie najpierw obrzucano błotem, a potem partie odnosiły się do tego ze wstydem albo z zakłopotaniem i milczeniem, jeżeli były współwinne, albo bardzo ostro, kategorycznie krytykowały fakt zabicia prezydenta.

Ale jeżeli ja jako obywatel dziennikarz uważam, że prezydent robi coś źle, ośmiesza nas, to nie mogę go pańskim zdaniem krytykować?

– Nie twierdzę, że pan nie może, ja mówię, że sam, przy moim wychowaniu, mając 85. rok życia i chcąc żyć w demokratycznym państwie prawa, zawieszam sobie dość wysoko poprzeczkę i uważam, że muszą być pewne nienaruszalne symbole państwa. Polacy wybrali większością głosów tego prezydenta. Było kiedyś staropolskie powiedzenie, które mi wpojono jeszcze w szkole i w domu: „Widziały gały, co brały”. A jeżeli nie widziały, to przejrzą i zobaczą, i ocenią, i wybiorą ponownie lub nie za cztery lata, bo taka możliwość konstytucyjna jest.

No cóż, od dziś spróbuję i "nie będę krytykował, jak długo będzie prezydentem, prezydenta Kaczyńskiego"...
Może się uda?

24 sie 2006

Konstytucje 2006

Lech Janerka

Są wesołe konstytucje
Które mają jeden cel
Chcą oddalać rewolucje
Ale my to mamy gdzieś
Dokładnie tam, Dokładnie tam
Są przewrotne rezolucje
Które mają zgubną treść
Nigdy nikt ich nie przeczyta
Ale my to mamy gdzieś
Dokładnie tam, Dokładnie tam

Tekst dopisany przez Sidney'a Polaka:

Nie wierzę w rewolucje
Ani w ewolucje
Ja nie wierzę w brak tego,
o czym każdy wie

Nie wierzę w instytucje
Ani rezolucje
Ja nie wierzę w brak tego,
o czym każdy wie

Wybraliście mistrzów polityki,
Kaczora Donalda i Myszkę Mickey.
Ale daleko nam do Disneylandu,
Bo dziś polityka to tysiące patentów.

Kolejny nielot w stadzie prezydentów,
Więc nie brakuje już żadnego z elementów.
To kolejny nielot człapie z odmętów,
I niesie dla kraju cały worek prezentów.

Policje, rezolucje, genialne plany,
Sprawiedliwe prawo i rządowe zmiany.
Kolejna komedia weszła na dekady.
Polski czarny humor coraz bardziej doceniany.

Gdzie jest prawda, gdzie jest fałsz?
Gdzie jest miłość, którą w sobie masz?
Gdzie są wszystkie obietnice?
Polityku, znaj granice!

I zawsze tak jest!
Niestety zawsze jest tak!
Przymilasz się, kiedy chcesz władzę mieć

I zmieniasz się, kiedy w końcu ją masz.
A ja!
A ja sobie siedzę,
Siedzę i ci nie wierzę.
Bujam nogą, palę skręta,
Moja droga nie jest kręta.
Jestem wolny i wiem swoje!
Jestem wolny i wiem swoje!
Nic co moje, nie jest twoje!
Polityku, nie jest twoje!

20 sie 2006

rasa drapieżców

…Liga Polskich Rodzin, co trochę dziwne, właściwie nie interesuje się losem Polski, a Lepper już zupełnie nie. Znów aktualne stało się Sienkiewiczowskie porzekadło o postawie sukna, z którego każdy stara się wydrzeć jak najwięcej. I nie da się zrzucić winy na niedobrych komunistów ani na Moskwę. Nieszczęście sami sobie gotujemy…
czerwiec 2004

…Polityka jest dziś dziedziną, w której przestały się liczyć konkrety. O żadnej kwantyfikacji ani komputerowych modelach sytuacji ekonomicznej nie ma mowy. Dlaczego rywalizacja partii politycznych zmieniła się w walkę na sprawność malowania tęczowych wizji lepszego społeczeństwa? U nas na przykład zapanowała moda na Czwartą Rzeczpospolitą. Dlaczego Czwarta, a nie Czterdziestą? Wszystko to jest podszyte blagą i taniochą. Nasze myślenie polityczne rozmydliło się w bajorze sloganów, po wierzchu pływa Ojczyzna, trochę Orła, trochę wiary…Co się stało z dziedzictwem Jana Pawła? Za kilka tysięcy – bardzo tanio – można sobie kupić jego pomnik i postawic w ogródku…
sierpień 2005


...Podczas naszych wyborów po raz kolejny ze smutkiem stwierdziłem, że do głosu dochodzą w polskiej polityce ludzie, którzy zielonego pojęcia nie maja nie tylko o jakiejś ropie, gazie czy wodorowaniu węgla, ale w ogóle o niczym. Przecież Lepper zajął trzecią pozycję w wyborach prezydenckich: kilkanaście procent głosów to wynik niestety znaczący. Sam z rozsądku głosowałem na Tuska, w skrytości ducha jednak marzę o wymieceniu ze sceny całej polskiej elity politycznej. Podejrzewam, że Polacy daliby sobie bez niej radę, bo w dziedzinie ekonomii przejawiają dostatecznie wiele inicjatywy...
październik 2005

…Czytałem orędzie prezydenta Kaczyńskiego i odniosłem wrażenie, że właściwie nic tam nie ma…
…Naród nasz wydaje się boleśnie zniechęcony do polityki i politykierstwa, a ci, co prą do władzy, usiłują ten brak aprobaty czy obojętność traktować jako legitymację…
…Krótko mówiąc: przekonanie o wszechmocy władców jest iluzją, teraz znacznie wiekszą aniżeli w czasach rzymskich, kiedy rządziło dwóch konsulów, trochę jak u nas dzisiaj, choć nasza konstytucja takiej podwójności nie przewiduje…
…Chciałem zająć się nieszczęściem, które szykują nam bracia Kaczyńscy – opcje skrajnie prawicowe, które się ostatnio w Polsce pojawiły, okropnie mi się nie podobają…
styczeń 2006

Tak pisał w ostatnich miesiącach swego życia Stanisław Lem...

Stanisław Lem, rasa drapieżców - teksty ostatnie, Wydawnictwo Literackie 2006