2 wrz 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (7)


Wstępniak redakcyjny wskazuje, że to był pierwszy numer gazetki. Zabawne jest twierdzenie, że gazetek nie robi się na rozkaz. Już tylko za to powinniśmy trafić do aresztu - cała ówczesna prasa była robiona na rozkaz...

1 wrz 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (6)


Ostatnia strona podstawowego wydania czasopisma społeczno-kulturalnego "Żółć nasza i pęcherz", poświęcona humorowi i satyrze.

30 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (5)

Strona tekstowa rozpoczęta wykładem oficera politycznego na temat perspektyw handlu zagranicznego Polski. Politruk leciał jakimś tekstem propagandowym a słuchaczom powieki opadały w sen. Jedynie ja słuchałem pilnie i notowałem, ku jego zdumieniu. Tyle, że notowałem dokładnie frazę, którą zapamiętałem i pisząc, nie słuchałem kontynuacji. Po zapisaniu krynicznej mądrości łowiłem kolejną frazę, by ją zapisać. Efekt poraża swą głupotą i o to chodziło.

29 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (4)

W tym poście pojawia się prymitywna wojskowa erotyka, zupełnie nie pasująca do modelowego socjalistycznego morale studenta-żołnierza. Na usprawiedliwienie, zupełnie wątłe i nieprzekonywujące, dodam, że towarzystwo obozowe było w całości męskie, przaśne i wyposzczone...

Skoro obóz wydawał nam się miejscem niemal takim, jak na rysunku, to wszystko naokoło jawiło się nam na kształt raju Mahometa, pełnego chętnych hurys, którym co rano odrastało dziewictwo.

Legenda głosiła, że dla poskromienia chuci ponadnormatywnych aplikowano nam brom do porannej kawy ale obecność porannych wzwodów dowodziła nieprawdziwości owej legendy.

Przy okazji przepraszam osoby, które prostactwo sformułowań może urazić. Jednak obowiązek kronikarski nakazuje mi zamieścić i tę stronę wydawnictwa i naszej ówczesnej osobowości.

28 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (3)

Pierwsza odsłona - od razu po sapersku, czyli z grubej rury!

W plakatach antywojennych oraz pacyfach, zakamuflowanych jako koła ratunkowe, umieszczane na mostach pontonowych, wyczuwa się wpływy hipisowskie.

Zawartość hełmów oraz obce napisy pod nimi to już hipisostwo prosto w mordę.

FTA - Fuck The Army... Takie hasło było karygodne w 1972 roku! Czy takie hasło jest dopuszczalne w 2007 roku? Gdy Nasza Armia jest w NATO, Afganistanie i Iraku?

ps. Kliknięcie w obrazek powiększy go do czytelnych rozmiarów

27 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (2)

Na tej stronie futerału widać dane jawne i tajne. Jawna jest data - lipiec 1972. Tajna jest nazwa jednostki - w Gorzowie Wielkopolskim stacjonowała jednostka saperska, która zajmowała się przeprawami przez przeszkody wodne. Zamiast tego mieliśmy numer 1649. Dobrze, że nie tatuowano go na przedramieniu. Albo pod pachami...

Przez miasto płynie rzeka Warta, więc niemal w centrum miasta jednostka miała park ćwiczebny, w którym bezustannie budowano i rozbierano mosty pontonowe oraz trenowano przeprawy łodziami. Cholernie ciężkimi łodziami. Sześciu chłopa musiało taką drewnianą, okutą krypę dźwignąć na ramiona i donieść do wody. Gdyby nie strach, że połamie się nogi kolegom, to upuściłbym to diabelstwo od razu po podniesieniu...

Ostatnia informacja kwalifikowała gazetkę do prokuratora wojskowego. W socjalistycznej armii, będącej znaczącym członkiem Układu Warszawskiego, kryptoegzemplarz był groźny i żaden prokurator nie mógłby zbagatelizować czegokolwiek, co twórcy określili "krypto"!

26 sie 2007

GDY ŻYŁY DINOZAURY - obóz wojskowy (1)

Znalazłem egzemplarz udergroundowej gazetki wojskowej, wydawanej w jednym ręcznie pisanym i rysowanym egzemplarzu. Wpadł za książki i leżał ukryty, śmiejąc się złośliwie, gdym go dziesiątki razy szukał. Chciałem przypomnieć sobie słynny rysunek, dedykowany pewnemu pułkownikowi, wyjątkowo przez nas nielubianemu. Nazywał się Kaczyński...

Kaczyńskiego nie lubiliśmy już w roku 1972, na obozie wojskowym studentów Politechniki Wrocławskiej. To był drugi obóz w Gorzowie Wielkopolskim. Na przepustce, popijając piwko, nie zwracaliśmy pewnie zupełnie uwagi, że gdzieś obok pałęta się jakiś małolat, który w przyszłym stuleciu będzie premierem Polski. Na to nikt by nie wpadł - nawet sam Lem! Na to, że będziemy w NATO, nie wpadł jeszcze żaden wariat...

Gazetka zeszła do podziemia, gdy oficjalna gazetka ścienna, do której zredagowania i wykonania nas zmuszono, nie została zaakceptowana przez oficerów przełożonych. Była zbyt luzacka, za bardzo anarchiczna i za mało socjalistyczna. To było do przewidzenia - została tak spreparowana, by żaden zupak nie wpadł na pomysł, że taka gazetka powinna mieć kilka wydań! Ziarno zostało jednak zasiane i wykiełowało w postaci samizdatu, redagowanego zespołowo. Po pewnym czasie zorientowaliśmy się, że ktoś się wygadał, ktoś inny coś usłyszał i podał dalej...

Służba wewnętrzna garnizonu gorzowskiego zaczęła dyskretne poszukiwania podziemnej gazetki. Na szczęście nikt nie doniósł i gazetka przetrwała do dnia dzisiejszego. Żaden z redaktorów nie trafił do aresztu ani przed sąd wojskowy. Nikt nie wyleciał z uczelni z wilczym biletem. Gazetka była raczej wygłupem niż publikacją antysocjalistyczną. Może i nic by się nie stało, gdyby wpadła w łapy służb, bo to były początkowe lata poluzowania gierkowskiego. Kto wie...

Tak więc dzisiaj przednia część kartonowego futerału, chroniącego złożoną gazetkę. Napięcie należy stopniować. Jak u Hitchocka. Przecież byliśmy na obozie saperskim...

20 sie 2007

Co Kultura, to kultura!

Napisałem mail do TVP Kultura:

Czy Kultura nie zechciałaby powtórzyć projekcji filmu Andrzeja Czeczota "Eden". Właśnie z wściekłością dowiedziałem się, że 13 sierpnia, w poniedziałek, TVP2 o godzinie 1:05 nada TRZECI i ostatni odcinek tego dzieła animacji. Wściekły jestem, bo w poprzednich tygodniach musiałem przeoczyć część 1 i 2. Wściekły jestem, że ten film jakiś mądraliński telewizor porąbał na trzy części jak świńską tuszę - ciekawe, czy porozumiewali się z twórcą? Wściekły też jestem z powodu pory projekcji.

Dlaczego nikt nie zadbał, by film ten wydać na DVD? Czy sprzedaż jednego tysiąca nie byłaby już opłacalna? A może chętnych byłoby więcej. Może poprzedzić wydanie subskrypcją - dlaczego nikt nie wpadł na taką formę sondowania rynku - wtedy przdsięwzięcie stałoby się bezpieczne...
Jakiegokolwiek kontaktu z tym filmem szukam od lat. Próbowałem kontaktu z producentem - i nic. A tu był w telewizji i figa - letnie zagapienie. Mea culpa!

Otrzymałem uprzejmą odpowiedź:

2007-08-16 10:13
Szanowny Panie, rozważamy emisję tego filmu w październiku (w całości).
Ostateczna decyzja zostanie podjęta w przyszłym tygodniu.

Pozdrawiam Wojciech Diduszko Programming Editor TVP Kultura ul. J.P.Woronicza 17, 00-999 Warszawa t: (+48) 22 547 29 85

Od powstania TVP Kultura byłem jej entuzjastycznym zwolennikiem. Znany był mi pierwszy jej szef, Jacek Weksler, bo przed laty był znakomitym dyrektorem wrocławskiego Teatru Polskiego. Potem został szefem Teatru Telewizji. On też zorganizował kanał kulturalny telewizji publicznej.
Różne rzeczy możemy wypisywać o dzisiejszej telewizji publicznej, ale co Kultura, to kultura! Tak trzymać...


A "Eden" Andrzeja Czeczota warto zobaczyć. Choćby po to, by naocznie sprawdzić, czy sprawiedliwie zniknął tak błyskawicznie z kin, i nikt nie kwapi się, by wydać go na dvd...

18 sie 2007

Porażająca porażka porażającego

Minister Zerobro poszedł (niechętnie!) na spotkanie z Lepperem, uprzedzony, że może mu grozić likwidacja (!), dlatego zabrał dyktafon! Co można robić dyktafonem w obliczu likwidacji? Może wręczający był jak bondowski Kju, i oprócz instrukcji "jak nagrywać" podał też "jak się bronić" albo "jak się zasłonić". Choć słynny "gwóźdź" jest trochę za mały, jako osłona. Osłony prezydenta, a nie jest wielkoludem, noszą borowcy w aktówkach...

14 sie 2007

Spór Izraela z europarlamentem

Dziś zdumiała mnie mała notka z Rzeczpospolitej:

Spór Izraela z europarlamentem
Izraelczycy starają się zablokować propalestyńską konferencję, która pod koniec sierpnia ma się odbyć w Parlamencie Europejskim. Liczą na pomoc eurodeputowanych i rządów nowych członków Unii Europejskiej, w tym Polski. Konferencja rozpocznie się pod koniec miesiąca. Jej organizatorem jest ONZ-owski Komitet ds. Realizacji Niezbywalnych Praw Narodu Palestyńskiego. Grupa ta, w skład której wchodzą między innymi takie państwa jak Afganistan, Indonezja, Pakistan, Tunezja i Turcja, znana jest ze swojego skrajnie antyizraelskiego nastawienia.

Tu właśnie zacząłem się zdumiewać! Afganistan, Indonezja, Pakistan, Tunezja i Turcja to są te państwa troszczące się o Realizację Niezbywalnych Praw Narodu? Turcy pewnie mają bogate doświadczenia w realizacji niezbywalnych praw narodu kurdyjskiego? Indonezyjczycy mają narodów od cholery, ale tak z głowy przypominam sobie, jak realizowali niezbywalne prawa narodu Timoru – w postaci lokalnego, miniaturowego ludobójstwa... Pozostałej trójce też pewnie szybko można by znaleźć Tadżyków, Uzbeków, Berberów i innych, którzy żywiołowo opowiadaliby o realizacji niezbywalnych etc.
Czy którekolwiek z tych pięciu państw jest bliższe europejczykom niż Izrael? W pojmowaniu demokracji, praw narodów, wolności? Cała piątka jest też całkowicie muzułmańska a w znaczącej części fanatycznie muzułmańska.

Polacy: możecie na nas liczyć... Polscy europarlamentarzyści deklarują swoją pomoc. - Wszelkie jednostronne inicjatywy, które zamiast łagodzić konflikt, dorzucają tylko do pieca, są szkodliwe. Chętnie pomogę w zablokowaniu konferencji - powiedział "Rz" Ryszard Czarnecki, który należy do grupy Europejskich Przyjaciół Izraela.

Tu kolejne moje zdumienie! Mój dyżurny wrocławski antybohater – Ryszard Czarnecki – należy do grupy Europejskich Przyjaciół Izraela. Mamy więc niebagatelny punkt wspólny, styczny i zbieżny. Panie Ryszardzie – chapeau bas! Zdumiał mnie pan dziś najpoważniej od lat, od zawsze...

Europarlament też mnie zdumiał – zupełnie na odwrót niż pan Ryszard – bo europarlament zdurniał!

7 sie 2007

Młot parowy

http://www.steamhammer.com/

To jeden z moich najukochańszych dinozaurów muzycznych. Na polskiej stronie, poświęconej Zagubionym Perłom Rocka opisuje go Piotr , a czyni to słowami tak czułymi i ciepłymi, że przytoczę je w dużych fragmentach:
Jedna z najpiękniejszych płyt blues-rockowych końca lat 60. Wprawdzie "znawcy" wyżej cenią LP "MK II", ale nastrój "Reflection" jest niepowtarzalny.
Płyta rozpoczyna się szumem strumienia przy dżwięku delikatnych gitar, by po chwili przejść w "wodospad" riffu ..."Junior's Wailing". Posłuchajcie jak ten sam utwór wykonywała grupa Status Quo na LP "Ma Kelly's Greasy Spoon" a wyczujecie (to nie pomyłka w pisowni ) to co jest najbardziej urzekające w tej płycie.

Pozostałe płyty Steamhammer to, "MK II" z dużym odcieniem jazz'owym, "Mountains" będąca powrótem do korzeni, czyli bluesa. Na niej znajduje się kolejna muzyczna perła - "Riding on the L & N". I na koniec działalności grupy "Speech" - płyta o charakterze eksperymentalnym...

Steamhammer był zespołem angielskim, który powstał u schyłku mody na białego bluesa, dlatego nie zdobył sławy, jaka mu się należała. Dużą popularnością cieszył się na kontynancie, kochany przez wiernych fanów w Holandii i Niemczech. Ostatnia płyta, w zmienionym składzie, została wydana tylko w Niemczech...
Płyty Młota Parowego często słucham i są dla mnie ciągle tak świeże jak wtedy, gdy nagrano je niemal czterdzieści lat temu. Zespół się rozpadł, muzycy zajęli się innymi projektami. Wokalista i gitarzysta pierwszego składu zespołu Kieran White wyjechał do Stanów, gdzie został kierowcą ciężarówki. Niedawno zmarł...
Po dinozaurach rocka pozostały płyty. Jak kości na pustyni Gobi.

1 sie 2007

Wujka postrzelili...

...powstańcy warszawscy! Nie - nie był esesmanem! Miał 18 lat, gdy Niemcy na Polesiu rozkazali, by dziadek powoził własną furmanką i konikiem, które stały się częścią wojskowej kolumny transportowej. Po wielkich błaganiach panowie świata zgodzili się, by niemal pełnoletni podrostek zastąpił ojca. I tak wujek Michaś trafił z kolumną innych furmanek do Warszawy, w której właśnie wybuchły walki. Podczas przejazdu przez ulice oberwał rykoszetem albo specjalnie w biodro, na szczęście powierzchownie.

Po klęsce III Rzeszy znalazł się w Hamburgu, z którego zaczął przedzierać się do Polski, do rodziny na Polesiu. Pewnie nawet nie wiedział, że to już Związek Radziecki. Dotarł do Szczecina, gdzie złapali go żołnierze rosyjscy. Zamknęli w jakiejś komórce, grożąc, że zabiją jako szpiega. Wydostał się nocą i wiał z powrotem na zachód aż się kurzyło. Dotarł do Hamburga, który jakoś już znał. Tam cudem spotkał siostrę, wywiezioną dwa lata wcześniej na roboty. Była najstarsza z rodzeństwa i dostała propozycję nie do odrzucenia.

Żelazna kurtyna szybko odcięła ich od reszty rodziny. Po latach założyli własne. Ciotka Hania spotkała Hermana - hitlerowskiego inwalidę wojennego, który stracił nogę na froncie wschodnim. Żyli zgodnie i spokojnie długie lata. Wujek Michaś napotkał śliczną niemiecką nastolatkę, która uparła się, że chce tylko tego wesołego, wysokiego Polaczka. Żyją szczęśliwie do dziś. Schorowani tylko, ale to wina wieku...

A moja mama ledwie siedemnaście lat miała, gdy wysłano ją do tej nieznanej nowej Polski. Tam na ziemiach zachodnich, o których ciągle na wschodzie mówiono, że szybko wrócą do Niemiec, zagnieździł się juz jej kuzyn. Objął we władanie nieduże gospodarstwo we wsi pod Lubaniem. Do niego przyjechała mama, która jak ta gołębica wypuszczona z arki przez Noego, miała dać znać reszcie rodziny, czy da się żyć tam, gdzie zawędrowała. Pisała żeby przyjeżdzali czym prędzej, ale dziadkowi i babci, z trójką dzieci, strach było rzucać dom, wybudowany przez przodków i te kilkanaście hektarów piaszczystej ziemi. Zostali, ziemię szybko włączono do kołchozu, w którym dziadek do śmierci był proletariuszem-wyrobnikiem.

Z trójki dzieci tylko ciocia Jania wyszła za mąż za Polaka. Więc jej dzieci są w pełni Polakami. Nie znają ani słowa po polsku. Są obywatelami Białorusi. Nie znają też wielu słów po białorusku. Rozmawiają po rosyjsku. Córka wujka Michasia rozmawia w swym rodzinnym języku niemieckim. Tylko ja rozmawiam po polsku...

30 lip 2007

Tuzin tysięcy odwiedzin...

...się właśnie zamknął! Nigdy bym nie przypuszczał jeszcze kilkanaście miesięcy temu, że wpadnę w blogowanie jak śliwka w kompot. To chyba przyzwyczajenie, które niczemu nie służy - coś takiego jak gadanie do siebie. Człowiek idący ulicą i maroczący sam do siebie budzi zdziwienie - dziwak, świr czy naćpany? Bloger jest normalny...

Ludzie, którzy zajrzeli na chwilę, by przeczytać cokolwiek w tym blogu, są mi nieznani. Mogę się tylko domyślać kim są, jakie poglądy wyznają, w jakim są wieku - ale tylko, gdy zamieszczą komentarz. Komentarzy łacznie jest może parę setek, może mniej. Cała reszta to milczący tłum hatifnatów - zajrzeli przez okno i powędrowali dalej. Niekiedy podejdzie Buka i zetnie szyby mrozem, na którym wyskrobie jakieś przerażające swą głupotą słowa.

Znowu nadeszła pora, by się zastanowić, po co się brnie w zaśmiecanie sieci, jak to pięknie podsumował kiedyś Stanisław Lem. Może po to by się pośmiać, czytając wyrafinowane złośliwości Socjopatycznej Malkontentki, albo stonowane uwagi Piątej Władzy, którą bezustannie oskarżam o sprawstwo kierownicze w przypadkowym powstaniu mego bloga i wszystkich jego klonów. Kilka zupełnie nieruszanych krąży po sieci jak kosmiczne śmieci. W każdy blog powinien być wmontowany mechanizm umożliwiający samozniszczenie. Bo inaczej może powstać archeologia sieciowa z badaczami odkrywającymi nieznane i bezużyteczne blogi. Tyle intelektualnie głębokich refleksji nad zjawiskiem blogowej niepotrzebności...

Pozdrawiam wszystkich przechodzących obok okna pięknie - może jeszcze kiedyś zajrzycie.

25 lip 2007

Diabelska alternatywa!

Jeśli zbliżają się wybory, to mam problem, bo nie mam w polu widzenia żadnej partii, która miałaby program w pełni przeze mnie akceptowany, która nie pomazała się nepotyzmem albo współpracą z ludźmi niegodnymi, której przewodzą politycy wzbudzający mój podziw lub choćby sympatię...


Znowu jestem skazany na wybór negatywny - głosować albo na najmniej obrzydliwych albo przeciw najbardziej wstrętnym. No bo nie pójść do urn - to takie nieobywatelskie! Na emigrację jestem za stary i za leniwy.


Blogosfera w niczym mi nie pomaga - nie znajduję opinii, które przekonałyby mnie do tych, których nie lubię, bo nie ma rozsądnego przekonywania, tylko agresywne ujadanie bulterrierów, wzorujących się na Jacku K. Kiedyś mogłem choć głosować na jakiś plankton, uważając że jest wartościowy i bez mego głosu wyginie. Teraz wszystkie ryby, i grube i chude, psują się od głowy...


A może to tylko załamanie pogody i chandra?

16 lip 2007

Dzielny jak lew, chytry jak LiS...

...mądry jak osioł,
giętki jak dżdżownica,
szybki jak żółw,
lubiany jak karaluch...
Pojawił się nowy zwierz w polskim zoo - lis z białoczerwoną kitą i łbem konia. Sam Jorge Luis Borges nie wymyśliłby tak fantastycznej bestii. Zobaczymy jak ten dwugłowy mutant długo pożyje. Dwugłowe cielęta żyją krótko...

14 lip 2007

Gdzie jest Polska???


11 lip 2007

Stary zakon...

...i nowy zakonnik - łżedemptorysta...

66 lat temu...

* Według ustaleń IPN 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem zginęło nie mniej niż 340 Żydów, a polska ludność miała w tej zbrodni „rolę decydującą", choć „można założyć", że inspiratorami byli Niemcy. W stodole spalono żywcem co najmniej 300 osób, a co najmniej 40 zabito wcześniej, gdy Żydów gromadzono na rynku miasteczka...

Źródło: Gazeta Wyborcza

['] ['] [']

10 lip 2007

6 lip 2007

Kolejny sukces!


oraz
ciągły
rozwój...

















Ponieważ rząd odnotowuje bezustanne sukcesy i ciągły rozwój, to pomyślałem, że należałoby uwidocznić to w znaczku, który powinien dogonić bezustanne sukcesy, zwłaszcza w polityce międzynarodowej...

5 lip 2007

Dziadek i Babcia...

Łohiszyn.
Ulica miasteczka Fot. 1941-1944






Photos copyrightTomek Wisniewski Collectiontomy@ld.euro-net.pl, http://www.szukamypolski.com/

Łohiszyn - miejsce urodzenia mojej mamy. Małe miasteczko z tradycjami. Prawa miejskie nadał król Władysław IV. Zamieszkałe przez polaków i żydów, pół na pół. Wokół wsie białuruskie. Do Pińska, stolicy Polesia, jakieś dwadzieścia dwa kilometry. W Pińsku urodził się Ryszard Kapuściński. W Pińsku Armia Krajowa odbiła więźniów z gestapowskiego więzienia. Niemcy do Łohiszyna wkroczyli dopiero w 1941 roku. Dwa lata wcześniej Armia Czerwona "wyzwoliła" to małe poleskie miasteczko spod władzy panoszlacheckiej Polski. Do dziś Łohiszyn jest "wyzwolony" - tym razem tkwi w państwowym kołchozie, w jaki zamienił Białoruś jego dyrektor-dyktator.

Dziadek jedno "wyzwalanie" aktywnie utrudniał. Z wieży kościoła tłukł cekaemem po hordach bolszewickiej konnicy w roku 1920. Czerwona nawała wtedy ominęła szerokim łukiem senne, piaszczyste miasteczko. Późniejsi najeźcy i wyzwoliciele byli śmiertelnie potężni.

Rodzice mojej mamy przyjaźnili się z rodziną, nieopodal mieszkającego, żydowskiego sklepikarza i naturalne było dla nich, by dać im schronienie, gdy od pierwszych dni panowania niemieckiego zaczęło się wyłapywanie skazanych na zagładę żydowskich podludzi. Ukrywali ich przez kilka tygodni w stodole - w beczce, stojącej pod ścianą i służącej do przechowywania zboża. Wielgachna to była beka – swobodnie stały w niej trzy dorosłe osoby - rodzice i jedyny syn. Wychodzili tylko w nocy, by rozprostować kości.

Wszystko się skończyło, gdy w sąsiedniej szkole, tuż za dziurawym płotem, zakwaterowano pomocnicze oddziały rosyjskich kolaborantów, którzy zaczęli nachodzić dziadka – samorodnego rymarza, naprawiającego uprzęże końskie. Do śmierci nosił przezwisko Limar, co było chłopskim zniekształceniem słowa rymarz. Rosjanie mieli konie, więc ciągle po coś przychodzili.

Którejś nocy znajomi żydzi odeszli, odprowadzeni przez dziadka, drogą w poleskie lasy. Nie chcieli narażać rodziny, w której było już pięcioro małych dzieci. Chyba się nie uratowali, bo po wojnie nie odezwali się w żaden sposób. Jednak dzięki rodzicom mamy nie zginęli od razu po wkroczeniu hitlerowców.

To wtedy mój dziadek omal nie zginął, zapędzony do zasypywania dołu, w którym Niemcy zwalili kilkuset pomordowanych Żydów – zemdlał na widok znajomych i przyjaciół a nadludzie chcieli zepchnąć go żywcem w dół. Uratowany został przez bardziej odpornych ziomków, którzy ocucili go i odciągnęli.

Z całego Łohiszyna uratowało się bodaj dwóch żydów - tylko ta dwójka w każdym razie odezwała się po wojnie, a jeden przyjechał odwiedzić rodzinną miejscowość. Zginął więc w Łohiszynie cały naród.

Ile było takich epizodów, takich prób pomocy, takich kilkutygodniowych ocaleń? Ile rodzin zamordowano razem z ukrywanymi? Myślę, że na jednego ocalonego przypadało kilkanaście prób nieudanych, w tym wiele zakończonych tragedią ukrywanych i ukrywających...

ps. Winien jestem poprawkę - Łohiszyn nie miał proporcji pół na pół ludności polskiej do żydowskiej - wedle źródła Jewish Communities of Poland Destroyed in the Holocaust - "POLESIE LOHISZYN 168" , gdzie liczba 168 oznacza żydów zamordowanych podczas holokaustu. Pińsk to było "przed 1939 rokiem prawdopodobnie miasto z największą procentową ilością ludności żydowskiej w Europie.".

4 lip 2007

Prałat pierze pięknie!

Gdy usłyszałem, że najsłynniejszy prałat w dziejach ma być uwieczniony filmem samego Mela Gibsona (tytuł "Pasjans"?), że oprócz wina będą kosmetyki, klubokawiarnie, to zadumałem się, co jeszcze mogłoby być firmowane szacownym prałatem.

"Prałat pierze pięknie!" - linia proszków do prania, gwarantujących anielską biel. W reklamie uśmiechnięta siostra w bieli szepce: "prałam Prałatem"...

"Prawdziwy polski dąb" - seria prawdziwych mebli gdańskich, pod tradycyjną nazwą Prałat. Zdobione złotem i bursztynem w odcieniu złotoprałatowym...

"Smaczne, bo prałackie" - seria luksusowych ryb wędzonych w dymie z lekkim aromatem kadzidła, opakowanych złociście - tylko łosoś bałtycki luksusowy, sandacz, sum i szczupak, ewentualnie węgorz...

"Jak urządzć eleganckie przyjęcie" - seria płyt dvd, obrazujących najsłynniejsze prałatowe biesiady, z dołączoną książką kucharską "Kuchnia wykwintnie skromna"...

Rozmarzyłem się!

3 lip 2007

Odległa Rosja

Wydaje mi się, że jedną z przyczyn, dla których Rosja i Rosjanie stali sie dla nas tak odlegli i obcy, jest sposób pisania imion i nazwisk rosyjskich. Poczytałem sobie w Dzienniku o Biennale Sztuki w Wenecji i trafiłem na relację o rosyjskim artyście, którego dane zapisano w taki sposób: Andrei Bartenev. Kilka razy musiałem "to" przeczytać, by dojść do wniosku, że prawdopodobnie ten ktoś to Andriej Barteniew (z miękkim n). Rosyjskiego uczyłem się w szkołach, więc mogłem dojść do tych nazewniczych odkryć, ale przecież słowiańska forma zapisania imienia i nazwiska powinna być bliższa rzeczywistej wymowie niż ten pseudoangielski zapis!

Idąc takim tropem nazwę zwykłego, ulubionego przez wszystkich bandziorów i terrorystów, kałacha powinniśmu pisać kalashnikov (chyba?) zamiast kałasznikow. Teraz każdego zwykłego Iwana czy Pietię powinniśmy przetransponować na Ivana lub Pyetye? Dla mnie to zwykła durnota!

Podobną durnotą są dla mnie jakże częste umiejętności językowe naszych dziennikarzy, polegające na tym, że z Niemcem rozmawia się po angielsku. To że z najlepszą rosyjską tyczkarką rozmawia się po angielsku to normalka - który młody dziennikarz teraz zna rosyjski? Prędzej Rosjanka czy Czeczenka nauczy się angielskiego niż Polak rosyjskiego. Po co nam rosyjski? Po co nam Rosja?

28 cze 2007

Hostoholik

Hostoholik to nałogowiec, który zaczął od jednego kieliszka, czyli pierwszej hosty, zwanej też funkią (obie nazwy pochodzą od nazwisk botaników niemieckiego i austriackiego).

Na ogół bywa to zwyczajna zielona funkia - najzwyczajniejsza na świecie. Tak naprawdę to nie jest taka pospolita. Jest przybyszem z dalekich stron. Rośnie bowiem w chłodnawych lasach Korei, Japonii i bliskim tym krajom rejonach Chin.

Funkia lubi więc cień, choć taki dość jasny. Potrafi przeżyć na słońcu, ale trzeba wówczas pamiętać, by dawać jej pić, bo przez swoje wielkie liście dużo wody oddaje w powietrze.

Drugą funkią, którą mi sprezentowano, była biało-zielona, też dość pospolita. Zwą ją ondulata, bo listki jej falują, jakby je ktoś ondulował u fryzjera. Rosły sobie obie, rozdzielałem je szpadlem, gdy kępa stawała się wielgachna i kiedyś zobaczyłem inne odmiany, i dowiedziałem się, że nahodowano ich koło trzech tysięcy!!! Takiej szajby dostali amerykanie, u których hosta ma kręgi fanatycznych hodowców, maniaków i hobbystów. To na którymś z zaoceanicznych forów znalazłem zwierzenia biedaka, który szczerze określił się jako "hostoholic". Ciekawe, czy hosty rozbiły mu małżeństwo i zniszczyły dobrze zapowiadającą się karierę?

Szukając i googlując odkryłem krajowe bio-forum na którym spotykają się funkiofile http://www.bio-forum.pl/messages/78737/78737.html i gdzie można pooglądać wielce oryginalne kolekcje, poradzić się a w przyszłości może i powymieniać odmianami. To bardzo relaksujące miejsce, bo patrzenie na kolor zielony uspokaja oczy często przemęczone wślepianiem się w monitory. Polecam wszystkim te wdzięczne i niekłopotliwe w uprawie rośliny, rosnące zarówno w doniczkach jak i w gruncie, kochające cieniste miejsca, z którymi zawsze jest kłopot - co w nich posadzić...

26 cze 2007

Friends of Israel


Od dziś obok po prawej listewka z napisem jak w tytule...

Mogłem się też zdeklarować że "jestem dumnym przyjacielem Izraela", ale zdało mi się to przesadne. Być dumnym z tego, że jest się czyimś przyjacielem? Przyjacielem się jest albo nie - w tym jest wszystko i jakiekolwiek przymiotniki są niepotrzebne.

Przyjaźń powinna być obustronna - zakładam więc, że Izrael jest też moim przyjacielem. Moim i mojej ojczyzny. I moich rodaków. Przynajmniej większości z nich...

Z tymi, którym Izrael jest niemiły, wstrętny czy nienawistny, Izrael nie musi się przyjaźnić! Pora więc zapomnieć o "wysysaniu z mlekiem matki" i o "genetycznej skłonności". Przyjaźń dobrze budować od podstaw, od stosunków pomiędzy poszczególnymi osobnikami, konkretnymi ludźmi. Ja zrobiłem to już dawno...

ps. Dodane po 26 czerwca 2007 roku:

W dniu 26 czerwca 2007 roku odbyła się w Warszawie uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego Muzeum Historii Żydów Polskich - nieomal umknęła ona w hałasie tworzonym przez strajkujące pod kancelarią premiera pielęgniarki. Jest to kolejny przyjazny akt państwa uważanego za najbardziej proizraelskie w Europie.

Mam nadzieję, że zostanie to dostrzeżone w Izraelu i doprowadzi do zmiany nastawienia tych rzesz społeczeństwa izraelskiego, które są antypolskie z bardzo wielu powodów, z których najpoważniejszymi są pewnie niewiedza, niezrozumienie i fatalne stereotypy.

Wiąże się z tym najnowsza wiadomość o tym, że "obradujący w Nowej Zelandii komitet światowego dziedzictwa UNESCO podjął decyzję o zmianie nazwy obiektów byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Od dziś nazwa obozu brzmi "Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady 1940 - 1945".

20 cze 2007

Doczekaliśmy się!!!

Nareszcie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
NARESZCIE...
:)
:))
:o
:I
:)
serwis blogger po polsku!
ps. ile nerwów ten serwis zżarł...

Abecadło polityczne

a-syn, b-syn, c-syn, d-syn, e-syn, f-syn, g-syn, h-syn, i-syn, j-syn, k-syn, l-syn, ł-syn, m-syn, n-syn, o-syn, p-syn, r-syn, s-syn, t-syn, u-syn, w-syn, y-syn, z-syn, ą-syn, ę-syn, ó-syn, ż-syn, ź-syn, ś-syn...

18 cze 2007

Wszechedukacja...
















Wszechedukator już pewnie niedługo o takim okrągłym stole będzie mógł nauczać polską młodzież... Drżyjcie łże-elity - zbliża się koniec łże-historii!

11 cze 2007

Jestem leniwy...











...i podoba mi się idea pisania krótkich notek i krótkich komentarzy, więc zamieszczę zdjęcie, które dedykuję naszym rządzącym, by zdążyli do Euro2012 zrobić drogi i autostrady. Niekoniecznie takie jak Barcelona - Paryż...

5 cze 2007

SEX IS BAD!






















bo nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą. Seks powinien dotyczyć małżeństw. Łączyć się z miłością. "

To zdanie, wypowiedziane przez posłankę Sobecką, będzie w najbliższym czasie omawiane jak kraj długi i szeroki. Każdy coś powie a Szymon Majewski zrobi z tego szoł.

Ja narysowałem okolicznościowy rysunek, jednak pierwsza moja myśl była taka - gdy patrzę na panią Sobecką mogę się zgodzić z jej twierdzeniem!

31 maj 2007

Świetnie, że jest ś!

To śmiechu warte, że teraz świetnie się pisze - ożesz! Widocznie ktoś blogspotowi rzecz wyłuszczył i środki znaleźli, żeby zaradzić - śmiem żartować.

To dobrze, bo w Salonie24 zaczyna mi doskwierać prawomyślność i prawoskrętność. Za duży tłum i świrów też niemało. Zwłaszcza "zerowców", czyli takich, co własnych notek mają zero ale komentarzy setki i tysiące. Znaczy to, że niczego nie wydają z siebie oprócz komentowania, koMENDOwania, dogryzania, złośliwości i często chamskiej agresji.

To ja wolę elitarność PIĄTEJ WŁADZY, gdzie komentarzy kilka, kilkanaście ale notatki spokojne, wyważone i komentarze nieagresywne.

Od miesięcy tak lekko mi się nie pisało w blogspocie! I nic nie "wywaliło"...

Pozdrowienia i powodzenia wszystkim zrzeszonym w blogspocie i wszelkich innych blogach!

26 maj 2007

Szczęście...


25 maj 2007

F*** the British Army













F*** the British Army to utwór zespołu Irish Rovers, który poznałem przed wielu laty, gdy przyjaciel ze Stanów przysłał mi płytkę z wypaloną własnoręcznie składanką, którą zatytułował "Jotesz's Oldies - zbieranina".

Wśród wielu staroci był tam utwór zespołu The Scaffold "Lily The Pink" - stara melodia, dobra do zbiorowego śpiewania w pubach. Zespół pozostał we wdzięcznych wspomnieniach siwowłosych fanów znany z wykonania tej jednej sympatycznej piosenki i z tego, że śpiewał w nim brat Paula McCartney'a Michael, który dla niepoznaki występował jako Mike McGear .

Rudy, mój przyjaciel, dodał do zbiorku inną wersję tej pijackiej ballady, właśnie w korzennym wykonaniu Irlandzkich Rowerów, zespołu istniejącego nieprzerwanie od 1963 roku, zwanego chyba trochę na wyrost Beatlesami Irlandzkiego Rocka. I tak od ballady o Lydii Estes Pinkham, zielarce i bizneswomen (ciekawe czy wymyśliła mieszankę ziołową na leczenie kaca?) doszedłem do literki F z trzema gwiazdkami, dedykowanej brytyjskiej armii.

Kiedyś, na obozie wojskowym, wydałem jeden numer gazetki, który do dziś przechowuję jako cenny egzemplarz wspomnieniowy, poszukiwany onegdaj przez służbę wewnętrzną garnizonu w Gorzowie Wielkopolskim. Tam też było podobne hasło FTA, jak widać pozbawione brytyjskich konotacji. Był też rysunek fiuta na kaczych nogach, gdyż najbardziej nielubiany pułkownik nazywał się Kaczyński! Był rok 1972... Aż strach pomyśleć, jakie ten rysunek mógłby wywołać reakcje dziś!

Gdy piszę te słowa, gra mi Frank Zappa utwór "Fuck Yourdelf", i nie przebiera w słowach, szalejąc na gitarze. Ale o czym to ja chciałem napisać? No tak - miało być o tym, komu dziś bym taką czynność, jak w tytule, zadedykował...

ps. Whiskey In The Jar - sztandarowa ballada pijacka, rodem z irlandzkich pubów, też jest w repertuarze Irish Rovers, ale dla mnie najznakomitszym wykonaniem jest wersja Thin Lizzy z niezapomnianym śpiewem Philla Lynotta, po matce Irlandczyka a po ojcu Brazylijczyka.

23 maj 2007

Chrzanić politykę!




22 maj 2007

Wierzę Torańskiej...

...która napisała te słowa w dzisiejszej Gazecie Wyborczej:

"Czekałam od dwóch lat, kiedy z Ryszarda Kapuścińskiego zrobią agenta. On też prawdopodobnie czekał. Wciśnięci w ziemię zostali już jego przyjaciele, z którymi wyjeżdżał do Iranu i Afryki, opluto kolegów, z którymi się spotykał i pracował. Z IPN wypuszczano przecieki, że coś na niego jest, jakaś teczka. Gruba? Nie, ale ważna. Kapuścińskiego jeszcze oszczędzano. Trzymano zapewne na deser.

Jesienią po Warszawie chodziły słuchy, że publiczna telewizja szykuje wystrzałowy program o Kapuścińskim. Prawdziwe show dla gawiedzi. Pod hasłem, że prawda nas wyzwoli. Pokaże się wreszcie dowody, że nasz największy reporter, jeden z nielicznych pisarzy o międzynarodowej sławie nie taki znowu czysty i karierę, którą zrobił, zawdzięcza ubecji.Widzę, że w naszym społeczeństwie wyzwala się zło. Tym złem - czułam - Kapuściński był okrążany. Zadzwoniłam do niego. Czy chcesz porozmawiać o PRL? Nie.

Miał nieszczęście żyć - jak prawie 40 mln Polaków, także ja - w czasach niełaskawych dla człowieka i obywatela. I w państwie, którego nie wybieraliśmy. Rysiek chciał być wobec niego lojalny.Ale szczęście, że potrafił swoje doświadczenia i przemyślenia o systemie totalitarnym przenieść w obszar literatury. Dzięki niemu i jego książkom wielu z nas przeżyło tamte czasy lepiej, mądrzej i uczciwiej.

Był i jest dla mnie autorytetem. Kiedy w stanie wojennym szarpałam się z książką "Oni", szliśmy nad Wisłę i opowiadał mi o stalinowskich czasach, których nie przeżyłam świadomie. Także dzięki niemu moje rozmowy z komunistami były nie tylko oskarżeniem systemu, ale także próbą zrozumienia racji i powikłań naszej chorej historii.

Dzisiaj ta chora przeszłość dopadła go w naszej nie mniej chorej rzeczywistości, rządzonej papierami wydobytymi z IPN. Kolekcjonowanymi tam nie po to, by dokumentować historię, ale by szukać na ludzi haków i tymi hakami ich łamać.Mam osobiste obrzydzenie dla tych wszystkich czcicieli prawdy, prawa i sprawiedliwości, którzy - nie wiem już i nie rozumiem dla jakich celów - uważają, że wszyscy muszą wiedzieć o wszystkich, i dla których akta ubeckie są krynicą prawdy.To nie jest prawda, to są półprawdy. I ta zabawa półprawdami źle się skończy dla nas wszystkich."

Cywilizacja hien przypełza...
Ciekawe, czy tej aktywności "medialno-wystrzałowej" nie spowodowały takie poglądy:


"Dziś nie ma lewicy ani prawicy, są tylko ludzie o mentalności otwartej, liberalnej, chłonnej, zwróconej w przyszłość, oraz ludzie o mentalności zamkniętej, sekciarskiej, ciasnej, zwróconej w przeszłość".
(R. Kapuściński o współczesnej Polsce)

21 maj 2007

Plugawe hieny wypełzają z nor!

Teraz naprawdę umiera Ryszard Kapuściński i ludzie o wymiarach ok. 1,5 m mają duchową ucztę...

Zaczynają się wspominki, ilu genialnych pisarzy nie opublikowało ani słowa, by nie ulec systemowi zła. Co odważniejsi chwalą się swym patriotyzmem, polegającym na nieprzeczytaniu ani jednego słowa z książek Kapuścińskiego. Hieny czuły wrażliwym patriotycznym nosem, że skoro na pogrzebie pisarza była Kolęda Zaleska czy Lis to zmarły musiał być ubekiem. Najprzenikliwsi wepną pewnie plakietki "Nie płakałem po Kapuścińskim"!

Rodzi się cywilizacja hien...

20 maj 2007

Byłem na Blues Brothers Day!

Było to 19 maja 2007 od godziny 19...

Zaczęło się we wrocławskim Teatrze Polskim od powitania znakomitości obecnych (Dutkiewicz, Frasyniuk, Zdrojewski, były wojewoda Krochmal, Kieres i znakomity reżyser Sylwester Chęciński) i nieobecnych (wojewoda obecny i marszałek). Były kurtuazje, karesy i wspominki. Muzykę zainaugurował rówieśnik festiwalu, dziesięcioletni Tomek, śpiewając nalepowskiego klasyka „Kiedy byłem małym chłopcem, hej!”

Koncert rozpoczęła Aga Zaryan materiałem ze swej najnowszej, drugiej płyty. Towarzyszyło jej perfekcyjnie Trio Michała Tokaja. Trzy kwadranse minęły w słuchaniu świetnie interpretowanych jazzowych standardów – choć na mnie największe wrażenie wywarła cohenowska Zuzanna, wykonana w hipnotycznym rytmie, przywołująca w pamięci wykonanie Roberty Flack. Zaiste, jak powiedział animator i dusza Blues Brothers Day Zdzisław Smektała, wyrasta Aga Zaryan na pierwszą damę polskiej wokalistyki jazzowej.

Przerywnikiem były teatralne scenki ze starej powieści Smektały „Jazz Baba Ryba”, które sobie podarowałem, by poobserwować scenki kuluarowe. Serwowano kanapki w kształcie gitary, piwo i słone paluszki, koneserzy mocy mieli do dyspozycji solidny barek. Snuły się smakowite hostessy z tacami słodkości. Bilety dostosowane były do atrakcji – główną był rozlosowany w trakcie samochód – więc impreza to niemasowa lecz elitarna, obliczona na styk polityki i biznesu (coś dla Salonu24 do obwąchania) oraz muzyki, w założeniu bluesowej, w wykonaniu dużo szerszej repertuarowo.

Drugą Gwiazdą wieczoru okazał się zespół Krzak, którego wczesne analogi niedawno przestawiałem na półce, a który, ku memu zdumieniu, ciągle istnieje i to jak!!! Dobrze że stałem, bo chyba bym nie usiedział tej muzyki – od początku pełny czad, dynamit i wykop. Lider Jan Błędowski na skrzypcach szalał , balansując często na jednej nodze niczym Ian Anderson z Jethro Tull. Rozpoznawałem stare bardzo przeboje, które brzmiały jutrem. Zespół pruł do przodu jak taran rytmiczny, napędzany gościnnym basem Krzysztofa Ścierańskiego i karkołomną gitarą Leszka Windera. Zaczarowała mnie rockowa zaduma utworu dedykowanego, zmarłemu przed kilku laty basiście Krzaka, Jerzemu Kawalcowi i porwało latynoskie szaleństwo „Przewrotnej samby”, której nie powstydziłby się sam Santana! Dla mnie ta muzyka była jak połączenie wiolinistycznych fantazji Jerrego Goodmana w The Flock z santanowską sekcją rytmiczną! W hallu można było kupować nagrania zespołu z kilkunastopłytowej dyskografii. Z żalem pomyślałem, że muzyki tej nie ma w telewizji czy w radiu, pełnych chłamu wykonawców kolorowowłosych i silikonopierśnych. Dobrze, że są płyty i koncerty…

Gwoździem koncertu okazał się Suger Blue ze swym europejskim bandem. Ciemnoskóry Amerykanin rodem z Nowego Jorku występuje z włoskimi muzykami, wśród których wzrok przyciąga filigranowa basistka, hasająca po strunach niemal jak Ścierański. Moje serce łomotało zwłaszcza w rytm takich wiecznozielonych utworów jak blues Melvina Londona „Messin’ With The Kid”, nieśmiertelny „Hotchie Coochie Man” czy ukochany w mayallowskim wykonaniu „Help Me”, nie zapominając o „That’s All Wright” Jimmiego Rogera! Lider jest bogiem harmonijki ustnej, wyczyniającym na niej chwilami cyrkowe ekwilibrystyki, jak choćby w, wykonywanej na bis, solówce melodyjnie naśladującej rozpędzony ekspres, mknący przez prerie. Zakończeniem bluesowego święta był „Pontiac Blues” Sonnego Boya Williamsona, przy okazji którego Suger Blue opowiadał, po co amerykanom te ogromne samochody z tylnymi siedzeniami wielkości pokoju hotelowego.

Gdy wychodziłem, były dwa kwadranse po północy…

19 maj 2007

Paradny Czeczot

Parady równości nie były chyba problemem w 1992 roku, ale jakiś problem chyba był...



14 maj 2007

bez podpisu...


13 maj 2007

Antysemicie, co wdepnął w me życie
















Na początek cytat z
notki w Salonie24:
"Nie obraź się chłopie[1], ale twój tekst kupy sie nie trzyma jak cała publicystyka GW na temat antysemityzmu w Polsce.


Ty chcesz jakiegoś extra specjalnego traktowania ze strony Polaków z powodu holokaustu. Tylko dlaczego Polacy by mieli z tego powodu jakoś specjalnie cię traktować?[2] Z czego to miałoby wg. ciebie wynikać? Z poczucia winy za holokaust? Sprawcy i wykonawcy holokaustu czyli Niemcy tego poczucia winy nie maja do dziś, tak jak nie mają go w stosunku do Polaków, na których dopuścili się agresji w 1939r. rozpętując wojnę.


O co ci chodzi? Ma Polak na widok Żyda zdejmować czapkę z głowy i schodzić z chodnika na ulicę? Tak jak to robili Niemcy na widok sowieckiego sołdata.[3]


Coś ci się pokręciło. A stereotypy wobec różnych nacji sa na całym świecie i w każdym kraju. Nie możesz odmówić prawa do tego, że ktoś cie nie lubi.[4] Spraw by cie polubił. A takimi głupimi tekstami tylko sekundującymi cwaniakom z 'Holocaust Industry' (lic.poet. Normana Finkelsteina) sam stwarzasz sobie wrogów i masz później pretensje. Do kogo i o co? Przemysl to sobie dobrze, bo tymczasem razisz sieczką 'wyborczą', w której są nie tylko stereotypy, ale celowe kłamstwo.[5]


Zadałeś sobie chocby minimum trudu, by sprawdzić czy tezy publikowane przez Nowaka[6] są przez niego spreparowane czy wyssał je z palca? Z tego co czytałem opublikował też kilka artykułów, w których bronił Żydów. Ale ciebie to pewnie nie interesuje. Ciebie nic nie interesuje poza tym co przeczytasz w GW, TP[7] itp.


W tym kontekście przypomina mi sie "sprawa krzyży na żwirowisku" w Oświęcimiu[8] i hucpa tego rabina z Nowego Jorku, który wdrapywał sie na mur klasztoru karmelitanek (nb. tego hucpiarza Czesi w ogóle nie wpuścili do siebie i pognali go gdzie pieprz rośnie).Ataki w GW dosięgły nawet samego śp. Maksymiliana Kolbe (wyniesionego przez JPII na ołtarze jako świętego).


I to jest dziwne, że o tym za co Kolbe trafił do Oświęcimia można było przeczytać na stronach www Kongresu Żydów Amerykańskich i usłyszeć w nielubianym przez ciebie RM (jakaś współpraca? :-)))), ale nie można było przeczytać w GW i TP.Gwoli przypomnienia, trafił tam za ukrywanie 3000 Żydów w klasztorze, którego był przeorem[9].


Więc zacznij mysleć zanim znowu zaczniesz tokować za michnikowską 'żydokomuną'[10] (która tak naprawde jest odpowiedzialna za pogrom kielecki i sama padła ofiarą swoich kumpli z kompartii w 1968r.), a później będziesz skamlał, że cię Polacy nie lubią[11].


2007-05-12 20:52Londa 0/150”


Spróbuję tylko nisko ocenić fragmenty tego interesującego komentarza, które dla ułatwienia powiększyłem, wytłuściłem i nad którymi pochyliłem się z troską…


[1] Londo - Nie obraź się chłopie, ale twój tekst nie ma zdolności obrażenia mnie – o szczegółach poczytaj w kodeksie Boziewicza.

[2] Albo jesteś genialnym psychologiem-dedukcjonistą i wymarzonym materiałem na śledczego IPN albo nie masz podstawowych zdolności czytania ze zrozumieniem. Z czego wywnioskowałeś, że ja nie jestem Polakiem i czy teraz powinienem, jak premier Mazowiecki, uzyskać od swego biskupa świadectwo aryjskiego pochodzenia do kilkunastu pokoleń wstecz? Przy okazji – pewnie potrafisz mi powiedzieć, na ile pokoleń wstecz badania podejrzanych czyniły odpowiednie służby nazistowskich Niemiec.


[3] To zdanie zadziwiłoby samego Schopenhauera –chyba jest twoją własną wizją snu o tym „jak sobie Żydzi wyobrażają traktowanie antysemitów”.


[4] Wspomniana przeze mnie koleżanka lubiła mnie dalej – ona tylko hipotetycznie zakładała, że „gdybym był Żydem, to ona chyba by mniej mnie lubiła”. Gdybyś ty był moim kolegą, już byś mnie nie lubił, bo ty już wiesz, że ja jestem Żydem, żądającym od ciebie specjalnego traktowania. Widocznie ta koleżanka gorzej dedukowała…


[5] W swoich przykładach podałem drobne antysemityźmiki , które osobiście odnotowałem w moim bezpośrednim otoczeniu, specjalnie po to, by nikt mi nie zarzucił kłamstwa – Ty okleiłeś mnie Gazetą Wyborczą, by przykleić mi jej domniemane kłamstwa i stereotypy. Dla mnie to jest ten sam typ traktowania oponenta, jak ustawienie go po tej stronie barykady, gdzie stało zomo. Nie obraź się chłopie, ale twoja argumentacja kupy się nie trzyma.


[6] Będąc przy Jerzym Robercie Nowaku to przyznam, że nie trafiłem na teksty, w których broniłby Żydów – miałem tego pecha, że trafiałem wyłącznie na te antysemickie. Cierniowym ukoronowaniem mego pecha było natrafienie na listę Żydów, podających się za Polaków, w której wymieniony był także Jerzy Robert Nowak. Znajdował się zresztą w zupełnie ciekawym towarzystwie Obu Braci oraz wielu purpuratów. Cała twoja retoryka przypomina mi to, co przeczytałem w Wikipedii: „Przedstawiciele partii skrajnie prawicowych oraz katolicko-narodowych, a także niektóre konserwatywne środowiska Polonii amerykańskiej oraz Radio Maryja bronią z kolei Nowaka, oskarżając nieprzychylnych mu komentatorów o antypolonizm i o stosowanie zasad poprawności politycznej.”


[7] Ciekawe i stereotypowe jest połączenie przez ciebie GW z TP – czy to nie te środowiska, opisane powyżej, z lubością łączą oba te tytuły? Rzeczywiście nie interesuje mnie czytywanie Bubla, ND czy słuchanie RM i oglądanie TVTr., choć czytuję dużo więcej niż GW i TP, między którym zresztą znajduję masę wyraźnych różnic. Jedno, co je łączy to zwracanie się do ludzi myślących.


[8] „Sprawa krzyży na żwirowisku w Oświęcimiu” nie jest żadnym kontekstem z moim tekstem – każdy ma takie konteksty, na jakie zasłużył i jakie go męczą…


[9] Chętnie skorzystam z twojej wiedzy i poszerzę swą wiedzę o klasztorze, w którym ukryto 3000 Żydów. To musiała być imponująca budowla, o której jako architekt zaiste nie słyszałem. Kubaturowo pewnie przypominał ten na Monte Cassino, choć ten włoski też nigdy nie mieścił tysięcy mieszkańców.


[10] „Tokowanie za michnikowską żydokomuną” jest chorym odczytaniem mojej krótkiej wypowiedzi na temat antysemityzmu – mógłbym chyba twoją wypowiedź potraktować jako chore tokowanie przeciw twojej osobistej wizji michnikowskiej żydokomuny.


[11] To że jeden Polak – Londa – mnie nie lubi, nie jest dla mnie żadnym powodem do zmartwienia. Odczytanie moich słów jako skamlania jest prywatną sprawą Polaka Londy, jego delikatności, szerokiej tolerancji oraz stanu umysłu. Mogę tylko Londzie życzyć „więcej zacznij myśleć zanim znowu zaczniesz komentować”. I to by było na tyle…


Na koniec zadedykuję ci zdanie z ciekawego tekstu:


"Moje rozważania na temat antysemityzmu chciałabym rozpocząć cytatem autorstwa Ludwika Hirszfelda:

Największą tragedią Żydów jest nie to, że ich antysemita nienawidzi, ale to, że łagodni i dobrzy ludzie mówią "Porządny człowiek, chociaż Żyd."


Właśnie taki rodzaj antysemityzmu wydaje mi się szczególnie niebezpieczny, głównie dlatego, że trudno z nim walczyć. Jest on silnie zakorzeniony i, co najgorsze, wielu ludzi nie widzi w nim nic złego. "Ja nie mam nic przeciw tym Żydkom", mówią. Często nie uważają się nawet za antysemitów.

ps. I po raz kolejny wklejam rysunek Andrzeja Czeczota, który od 1992 roku nic nie stracił na świeżości. Dzięki takim Polakom jak Londa będzie ten rysunek aktualny po wsze czasy...

11 maj 2007

Adam Michnik we Wrocławiu

"Polskie rozrachunki, czyli dlaczego Tadeusz Kościuszko nie mógł zasnąć", to temat wykładu redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", na który organizatorzy zapraszają 17 maja o godz. 17 do sali im. Unii Europejskiej na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego przy ul. Uniwersyteckiej 7/10.

Wizyta Michnika to kolejne spotkanie w ramach cyklu „Gość »Gazety« na Uniwersytecie Wrocławskim”. Zaprasza się na nie ludzi, którzy odcisnęli trwałe piętno na współczesnej historii Polski, jej życiu kulturalnym, politycznym i intelektualnym. Spotkania cyklu zawsze maja charakter otwarty. Można na nie przyjść prosto z ulicy, bez specjalnego zaproszenia. Organizatorom zależy na szerokiej, otwartej, publicznej debacie.

Tak będzie i tym razem.
Wszyscy wrocławianie są zaproszeni na uniwersytet.

7 maj 2007

Polak - Węgier, dwa bratanki?

To pytanie będziemy sobie zadawać w najbliższych miesiącach, obserwując nowego prezydenta Francji. Nicolas Paul Stéphane Sarközy de Nagy-Bocsa jest po ojcu Węgrem. Ciekawe ile Węgra pozostało w nowym lokatorze Pałacu Elizejskiego?

Na Plac du Tertre pewnie nic ta zmiana nie wniosła. Tłumy turystów gapią się na paryskich malarzy i pacykarzy. Euro trzyma się mocno. Paryż wart mszy...

4 maj 2007

Burza w Salonie24...


Kiedyś popełniłem rysunek, który pasuje jak ulał...

3 maj 2007

Żegnaj Elvisie!

















Był z nami kilka lat, od parotygodniowego kociego dzieciństwa. Amerykański Maine Coon, rodem z Wrocławia. Córki miały mu nadać imię momentalnie kojarzące się z Ameryką. Stał się Elvisem. Popularnie zwany był Niuniusiem. Jeszcze w sobotę wieczorem przyszedł po dobowej nieobecności. Pomiauczał trochę, napił się wody i znowu gdzieś zniknął. Teraz wiem, że przyszedł się pożegnać. Dziś znalazłem go za płotem, pod gęstymi ligustrami. Nawet nie wiemy, czy został otruty, czy zatruł się czymś przypadkiem, czy jakaś nagła choroba go uśmierciła. Posadziłem na nim wielką kępę host. Będą się teraz smutno kojarzyć. Latem zakwitną...

29 kwi 2007

27 kwi 2007

Zbliża się 7000 wejść...

Od 22 lutego nastąpiło niemal 7000 wejść, co w 64 dni nie jest złym wynikiem, a przynajmniej zaskakującym dla mnie. Pozdrowienia dla Wszystkich.

Zapraszam do komentowania i przepraszam za dawne ataki na anonymousów. Przyznaję, że blogspot do spółki z google zrobił z tej platformy blogerskiej miejsce nieznośne, pokręcone, błędne i obłędne. Paranoiczne jest, że nie potrafią takie potęgi sieciowe poprawić polskiego edytora i ciągle podczas pisania Ś wywala się tekst! Zamiast coś poprawić to raczej popsuto, bo teraz pisanie Ż grozi jeszcze gorszymi komplikacjami.

Google spowodował też konieczność PODWÓJNEGO logowania starych blogerów. Nowi powinni logować się trzykrotnie i posyłać podania do Waszyngtonu? Paranoja! Stąd mój apel - wpisujcie się najłatwiej - jako anonimy. Ja dodaję swój nick i mam nadzieję, że inne blogi wierzą memu podpisowi, choć mogą być podszywania pode mnie...

Może wreszcie się zmobilizuję i zwomituję w TO miejsce, idąc na emigrację w inne miejsce... Czekam tylko na wiadomość o WYGODNYM, BEZPIECZNYM miejscu do blogowania. Bez cenzury, durnych edytorów, trollów i idiotów. Może takie miejsce jest?

A na długi weekend - popatrzcie na Plac Świętego Marka w Wenecji. To miejsce jest zawsze piękne...

25 kwi 2007

Studenci bronią prof. Miodka



Relacja pod takim tytułem pochodzi

z wrocławskiego wydania Gazety Wyborczej, więc w innych częściach Polski może być nieznana, a myślę, że powinna być znana, dlatego pozwalam sobie o niej poinformować.

Gdybym był studentem, to sam bym się na takim zgromadzeniu znalazł. Dumny jestem, że we Wrocławiu moimi współmieszkańcami są nie tylko grzegorze brauny ale też tacy Młodzi Ludzie.

Czekam wciąż na odkrywcze dokumenty wrocławskiego opluwacza – z pokorą przyjmę dowody i głośno zakrzyknę „szkoda, myliłem się, nie można już wierzyć nikomu!” Zanim to nie nastąpi, mogę z czystym sumieniem pisać o małym wrocławskim opluwaczu, o brzęczącej musze plujce (Calliphora vomitoria brauna), która siadła na gnoju i roznosi smród oraz zarazę!

Dobre traktowanie Żyda w Polsce



















Zgryźliwy humor Andrzeja Czeczota w tym rysunku osiąga szczyty, niemożliwe dziś do pokonania przez kogokolwiek, choćby z powodu nieistnienia mediów, które zajmują się satyrą, choć o ile pamiętam wycinek pochodzi z tygodnika „Nie”, a on ukazuje się do dziś i do dziś zamieszcza w nim rysunki Czeczot.


Od roku 1992 w podejściu do problemu zmieniło się niewiele, może tylko antysemityzm rozgościł się śmielej w partiach i organizacjach, radiach i telewizjach (ta liczba mnoga jest chyba niesprawiedliwa – wystarczyłaby liczba pojedyncza…)



24 kwi 2007

Oświadczenie prof. Jana Miodka

2007-04-23,

W związku z różnymi interpretacjami moich wypowiedzi w relacjach dziennikarskich i w głosach internautów oświadczam:

1. Nigdy nie byłem świadomym współpracownikiem jakichkolwiek służb PRL.

2. Nigdy nie podpisałem dokumentu o współpracy ani mi tej współpracy nigdy nie proponowano.

3. Nigdy nie składałem pisemnych sprawozdań dotyczących mojego pobytu za granicą.

4. Nigdy w PRL nie starałem się osobiście o wyjazd na stypendium zagraniczne do krajów zachodnich.

5. W latach 1975-1977 (dwa lata akademickie) byłem delegowany paszportem służbowym przez Uniwersytet Wrocławski na stanowisko lektora języka polskiego na Uniwersytecie Wilhelma w Muenster w Republice Federalnej Niemiec (objąłem je po prof. Stanisławie Rospondzie; po mnie wyjeżdżali inni pracownicy Instytutu Filologii Polskiej). Nie skorzystałem z propozycji strony niemieckiej pozostania na trzeci rok akademicki, choć w tamtych czasach była to dla Polaków atrakcyjna oferta finansowa.

6. W związku z tym byłem wezwany na jedną rozmowę przed wyjazdem (pouczono mnie, jak się mam zachowywać za granicą) oraz na dwie rozmowy po przyjeździe, dotyczące mojego pobytu w Muenster. Raz podpisałem protokół rozmowy, sporządzony przez osobę mnie przesłuchującą.

7. W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych wezwano mnie, abym się wypowiedział na temat języka jakiejś ulotki - o ile pamiętam - antyradzieckiej. Oznajmiłem, że niczego konkretnego nie umiem powiedzieć.

8. Po raz ostatni wezwano mnie w roku 1984, gdy - delegowany przez Uniwersytet Wrocławski - miałem wyjechać z wykładem na Tydzień Kultury Polskiej do Gandawy (Belgia). Wypytywano mnie o kontakt z zachodnim dziennikarzem zagranicznym. Informacji nie udzieliłem i do Belgii nie pojechałem (dostałem telefoniczną wiadomość, że mój wyjazd jest odwołany).

9. Faktu odbycia ww. rozmów - wbrew poleceniom przesłuchujących mnie osób - nie zachowywałem w tajemnicy. Rozmawiałem o nich w pracy, w gronie przyjaciół i w rodzinie.

Wyrażam ponadto uczucia wdzięczności wobec wszystkich, w tym - przedstawicieli instytucji państwowych, kolegów z Uniwersytetu Wrocławskiego i innych uczelni, dziennikarzy, internautów, a także rodziny i przyjaciół, którzy w ostatnich dniach publicznie i w rozmowach prywatnych okazali mi serce, zaufanie i swoją solidarność.

Ubolewam natomiast, że państwowe Polskie Radio Wrocław, które przez wiele lat korzystało bezpłatnie z moich usług, nie mając żadnych dokumentów obciążających, wyemitowało tak ciężkie oskarżenie.

JAN MIODEK

23 kwi 2007

Dostałem e-mail...

Yesterday, on CNN they were interviewing a British official who was explaining that they no longer teach about the Holocaust because it is too dangerous for the teachers. Apparently they are getting death threats from the Moslem part of the populace.

It is now more than 60 years after the Second World War in Europe ended. This e-mail is being sent as a memorial chain, in memory of the six million Jews, 20 million Russians, 10 million Christians, 10 to 15 thousand homosexuals and 1,900 Catholic priests who were murdered, massacred, raped, burned, starved and humiliated with the German and Russia peoples looking the other way!

Now, more than ever, with Iran, among others, claiming the Holocaust to be "a myth," it is imperative to make sure the world never forgets, because the Islamo-Facists want to do it again.This e-mail is intended to reach 40 million people worldwide! Join us and be a link in the memorial chain and help us distribute it around the world. Please send this e-mail to 10 people you know and ask them to continue the memorial chain. Please don't just delete it. It will only take you a minute to pass this along - Thanks !



Na pewno go nie zdelejtuję, tylko sobie spokojnie przeczytam, a na razie go tu wkleję, to może jeszcze ktoś przeczyta...

Dopiero roczek???

To już rok minął od pierwszego zaistnienia chamopola, które założyłem na bocznicy audiostereo i z którym wyniosłem się z audiostereo, by nie przysparzać lukarowi kłopotów politycznych niewyparzoną gębą. Teraz istnieją dwa chamopola - pierwotne chamopole, właśnie czytane, i chamopole24, założone w Salonie24 , które się wzajemnie przenikają i uzupełniają. Ale początek tkwi w audiostereo, 19 kwietnia 2006 roku...
@
Zaczęło się tak:
"16 Kwi 2006, 19:24
Lukar - bądź człowiekiem - pozwól założyć Chamopole!
Byłoby takie chamskie, polne i polskie...
Jest w nim i Opole i mop i nawet ole! Jest możliwość wypowiadania się na tematy polsko-niemieckie (Opole), czystości wszelakiej (mop) i polsko-iberyjskie (ole i amo pole, czyli kocham polaka/polkę...)
No i mógłbym wyrazić rozpierające mnie uczucia, wywołane czekającym nas niedługo surrealistycznym faktem posiadania wicepremiera z dwoma wyrokami i dwoma gumiakami od versace!Lukar - wysłuchaj świąteczną prośbę...
Bądź wielkanocnym zajączkiem!!!
Pozdrowienia
Minęły trzy długie dni - milczenie oznaką zgody?
Można???
ps. zastanawialiśmy się w szerszym gronie, czy Versace robi też buty, ale widocznie jesteśmy mało trendowaci, bo nikt nie wiedział..."
@
Potem natrafiłem na PIĄTĄ WŁADZĘ i spodobał mi się spokojny ton tego bloga. Podczas wprowadzania komentarza tamże, w sposób nie wiadomo jaki założyłem własny blog, któremu dałem nazwę już od niedawna istniejącą czyli chamopole.
@
I to cała historia...

21 kwi 2007

Markowe wyroby! I Jurkowe też...




















Dzięki aktywności posła dwojga imion, który nie chciał już być marszałkiem, ten stary rysunek, narysowany przeze mnie kilkanaście lat temu, odświeżył się i zaktualizował.
@
Słyszałem już nawet propozycję nazwy dla kiełkującej partii: „Chrześcijańska Unia Jurka”, ale jest to pewnie jakaś krecia robota i czarny pijar dotychczasowych kolegów politycznych. Ja mogę dodać takie nazwy jak: „Demokratyczne Ugrupowanie Przeciwników Aborcji” oraz "Konserwatywana Unia Radykalnych Wrogów Aborcji…
@
Ostatnie zabiegi Romana Giertycha, tańczącego wokół Dwuimiennego, przybliżają - zdaniem wielu komentatorów - wizję jesiennych wyborów. Rysunek niczym matrix - reaktywuje się!
@
A czarny pijar się też sprawdził, przynajmniej w nazwie nowej partii - PR, czyli Prawica Rzeczpospolitej. Jak w przysłowiu: "nie wie lewica, co czyni prawica"

20 kwi 2007

Miodek w beczce dziegciu...


1992 - 2007
minęło 15 lat...
a jakby to było dzisiaj...

19 kwi 2007

19 kwietnia, kiedyś...



W dniu piłkarskiej euforii narodowej pozwolę sobie przypomnieć inną datę, odnoszącą się do dzisiejszego dnia...
[']
Kilka dni temu obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Shoah. Dziś możemy przypomnieć sobie tych, którzy też mieli być ofiarami a stali się bojownikami, którzy wywalczyli sobie bohaterską śmierć, którzy pokazali, że mordercom i ludobójcom można stawić opór.
[']
Cześć bohaterom, pamięć ofiarom!
[']
ps. Ten znaczek wydała w stanie wojennym wrocławska Solidarność Walcząca. Nazbierałem takich wojennych znaczków cały klaser, którym nie interesują się dzieci. Czy zainteresują się wnuki?

17 kwi 2007

Dzień Pamięci...

W Izraelu czciło się, kilka dni temu, Dzień Pamięci o Ofiarach Szoah. Żyjący Żydzi wspominają pomordowanych Żydów. Żyjący ludzie wspominają pomordowanych ludzi na całym świecie. Mniej lub bardziej. Polska powinna należeć do tych krajów, w których pamięta się niemal tak, jak w Izraelu. To najliczniej Obywateli naszego kraju unicestwił wróg, który ten los szykował nam także - jedynie wyrok miał być odroczony na lata. Po Żydach następną grupą podludzi mieli być Słowianie, zwłaszcza ci polskojęzyczni.

Ale przed tym dniem niektórzy potomkowie tych niewymordowanych Słowian maszerowali po hitlerowsku, z niemalhitlerowskimi hasłami wywrzaskiwanymi przez wygolonych osiłków. Ich ojcowie czy dziadowie walczyli w AK czy w Afrika Korps? Obóz Narodowo-Radykalny czy Obóz Nazistowsko-Radykalny?

Na swej stronie ONR cytuje artykuły w których są takie fragmenty: "To organizacja jawnie propagująca treści faszystowskie: nienawidzi Żydów, Romów, nienawidzi też demokracji. Opowiada się za rozwiązaniami siłowymi. Naszym zdaniem Kraków nie powinien być postrzegany jako miejsce, gdzie pozwala się na szerzenie tego typu treści - mówi Anna Lipowska-Teutsch z Towarzystwa Interwencji ". Wygodnie zacytować kogoś nieprzychylnego - nie trzeba umieszczać własnego programu, za który mogłaby grozić delegalizacja...

Ale jest też i taka oto informacja: "21 marca w Bełchatowie odbyły się 2 pikiety, które współorganizowali członkowie Obozu Narodowo Radykalnego Brygady Łódzkiej i Młodzieży Wszechpolskiej" a ona sytuuje "radykalnych patriotów" ramię w ramię z wszechpolakami, a stąd już bliziutko do elpeeru - i jesteśmy w 4erpe.

Co roku potomkowie tych Żydów, którzy przeżyli, tych których ocalili często Polacy, ryzykując śmiercią całych rodzin albo tych, którzy odpowiednio wcześnie uciekli z brunatniejącej Europy, maszerują w Marszu Żywych.

Na końcu wspomnę tylko Piotra Kuncewicza, który zmarł 9 kwietnia. Napisał Piotr Kuncewicz tom wielki "Goj patrzy na Żyda", który pokonywałem kilka lat temu, dowiadując się wielu rzeczy, o który goje na codzień nie wiedzą, a od święta też. Podtytuł tej księgi "Dzieje braterstwa i nienawiści od Abrahama po współczesność" dobrze oddaje treść wydarzeń ostatnich dni, o których chciałem wspomnieć.

10 kwi 2007

feminizm plakatowy i nie tylko...


W 2005 roku zwiedzałem Biennale Sztuki w Wenecji.
Poza terenem parku,
w którym od kilkudziesięciu lat odbywają się wystawy sztuki światowej, w budowli zabytkowego magazynu floty weneckiej zgromadzone zostały obiekty sztuki, tworzonej przez kobiety.

Blisko wejścia wisiało kilka plakatów zaprojektowanych przez
Guerilla Girls.
Plakaty sfotografowałem - jeden z nich pokazuję i dedykuję polskim feministkom, tak zwalczanym przez naszych buraczanych narodowców. Za to tylko, jakich mają wrogów, mogę powiedzieć, że są moimi przyjaciółkami!

4 kwi 2007

CZYTAJCIE!


Się mniej udzielam – co widać. Pardą! Wpadłem w książkę po uszy. Nadrabiam średnią krajową, która jest poniżej pół książki rocznie na rodaka.


„Na Dworze Karmazynowego Króla” jest książką o Karmazynowym Królu, czyli o King Crimson, zespole, z którym jestem od początku. Książkę wydała KAGRA, dzięki której mam też monografię zespołu Free, Jethro Tull i paru innych ważnych dla mnie muzycznych postaci.


Wydawca o autorze napisał” „Sid Smith jest fanem zespołu od 1971 roku i autorem tekstów na okładki płyt King Crimson. Wielokrotnie występował w radiu i telewizji, aby mówić o zespole. Na zaproszenie Roberta Frippa, od 1999 roku pisze pamiętnik on-line na stronie internetowej DGM – firmy fonograficznej Frippa.”


Mam jedną uwagę do pary tłumaczy – na stronie 188 zmieniliście płeć kompozytora Camilla Saint-Saënsa! Mimo kwiatowego imienia to facet! Inne drobiazgi pomijam, ale w książce o muzyce taka wpadka nie powinna się zdarzyć!
Jak widać – czytam uważnie, czego życzę wszystkim czytającym:

CZYTAĆ, CZYTAĆ I JESZCZE RAZ - CZYTAĆ!
Czytajcie książki, bo internet to nie wszystko!