24 lut 2009

Bykowi pamięć!


Zmarł Franciszek Starowieyski. W gazetach napisali. W telewizji powiedzieli. Nie za dużo...

Rozumiem - są ważniejsze tematy. Kryzys, Marcinkiewicz. Graś, Gaza, Polityka, Tusk, Kaczyński.

Od kiedy zacząłem interesować się sztuką jedną z najważniejszych postaci był dla mnie Franciszek Starowieyski. Pewnie dlatego, że najpierw ze sztuką miałem kontakt na ulicy a Starowieyski był od zawsze także plakacistą. W czasach mego dzieciństwa plakat królował na ulicy. Marny papier, kiepskie farby ale sztuka na najwyższym poziomie. Starowieyski do plakatu wprowadził barokowe rozpasanie. Szaleństwo literniczych zawijasów, pełne krągłości ciał kobiecych. Do tego czaszki, kości, pazury i dzioby. Istna zoologia fantastyczna.

Do ostatnich dni życia Franciszek Starowieyski przyciągał uwagę koneserów i tłumów, wielkich i maluczkich. Robił to umiejętnie. To on powiedział wprost, że artysta musi sam o sobie prawić pochwały, bo nikt za niego tego nie zrobi.

W 1971 roku Andrzej Papuziński nakręcił film "Bykowi chwała" - dokument o Artyście, który lubił podpisywać swe prace Jan Byk i datować je na trzysta lat wcześniej. Ciekawe, ile lat pamięć o Franciszku Starowieyskim będzie żywa wśród rodaków...

19 lut 2009

Janis Joplin

Czytam biografię Janis Joplin i męczę się jak potępieniec! Wiedziałem od zawsze, że się narkotyzowała i chlała i że to ją uśmierciło. Ale nie przypuszczałem nawet jak to wyglądało naprawdę. Cud, że dożyła do wieku, w którym zmarła.

W jej przypadku życie to były wyłącznie "sex, drugs and rock'n'roll". Dokładnie w wymienionej kolejności...

Złościłem się i wcześniej, czytając choćby historię zespołu Free, jednego z moich najulubieńszych, w której przerażający jest opis narkotykowego staczania się po równi pochyłej gitarzysty Paula Kossoffa . Podobnie straszne były wspomnienia Marianne Faithfull i Erica Claptona. Im, na szczęście, udało się wymknąć z objęć potwora narkomanii.

Ale w historii Janis Joplin historia destrukcji jest chyba najstraszliwsza. Nawet nie wiem, czy polecić komukolwiek tę książkę. Mnie ona koszmarnie dołuje!

12 lut 2009

"Płaszcz" Gogola...

...się mi przypomina, gdy słyszę ten medialny hałas, wywołany przez dwuimiennego byłego posła…

“ bez ogródek zrywają z niego nowy płaszcz. Lekko podchmielony bohater z rozpaczą biegnie do stójkowego z prośbą o pomoc. Dowiaduje się, że sprawie należy nadać tok urzędowy i następnego dnia zgłosić się do komisarza. Tak też czyni.”

Ten fragment znalezionego w sieci wypracowania nie całkiem pasuje do sytuacji. Ale trochę pasuje. Bo gogolowską komedię wywołał pan były poseł, wieszając swój CENNY płaszcz w klasie, którą nie miał lecieć. Miał lecieć klasą gorszą, która nadawała się dla niego, ale nie dla jego PŁASZCZA. Nadawała się dla jego żony, ale nie dla jego PŁASZCZA!

Teraz naród broni rodaka, postponowanego przez germańską Polizei! Różne były germańskie Polizei. Kriminalpolizei, w skrócie Kripo. Geheimstaatspolizei, w skrócie Gestapo. I ta Polizei, co gnębi Rokitów. On – Brat Polak! Ona – jego Żona!

Czy wszyscy zapomnieli, że Rokicina jest Niemką? Nie mogła się wtrącić rodzinnie i czysto po niemiecku, gdy jej męża źli policjanci niemieccy krzywdzili? Albo i płaszcz Jego???

A może Jan i Maria jego narozrabiali nieco? Może należało się jemu, by zainterweniowała policja, bo nie wszędzie byli posłowie to święte krowy?

9 lut 2009

BONAMASSA! Nowy dzień wczorajszego rocka...



Kolejne moje odkrycie, z serii odkrywania prochu albo roweru na strychu u Niemca...

Joe Bonamassa - człowiek, który daje nadzieje, że rock gitarowy, energiczny, dynamiczny i potężny, nigdy nie zginie, na pohybel rapom, hiphopom i innym modom jednego sezonu.

W tym wideo gra stary przebój innych gigantów - Jethro Tull. Covery Bonamassy są znakomite - Joe oddaje w nich hołd mistrzom. Trzydzieści lat temu Jethro Tull wykonywali ten utwór ostro i bluesująco.




Ale w roku 2005, gdy zagrał go Joe Bonamassa, zespół Jethro Tull ciągle
trwa i gra. I to jak!

28 sty 2009

Poznajmy nieznanego Lema!

Dzisiaj moja ulubiona gazeta wyborcza wydała kolejny tom dzieł wszystkich Stanisława Lema. “Sknocony kryminał” zawiera jeszcze, oprócz dzieła tytułowego, dramma wieloaktowe “Korzenie” oraz “Dyktanda”, posłowie i rozmowę z Władysławem Bartoszewskim o jego przyjacielu Lemie.

Tylko tych rarytasów nie miałem w kolekcji lemianów. Mam całą pierwszą serię lemowską Wydawnictwa Literackiego i żadna następna jej nie dorówna. Lubię książki z obwolutą, pod którą znajduję płócienną okładkę a w środku porządnie szyte wnętrze. Dzisiejszy tom nie jest wiele gorszy – w porządnej, twardej okładce są solidnie szyte składki.

Najważniejsza jednak jest treść. Tej jeszcze nie poznałem. Choć spis osób drammy wystarczył, by poprawić mi humor na cały dzień. Podam tylko jedną z osób – to Wazelinary Kupow , prawdziwy robotnik. Szkoda, że dramma liczy nieco ponad pięć stron!

Do pierwszej serii dzieł zebranych nie mógł za to być dołączony smakowity dodatek w postaci płyty dvd, na której zawarto mini serial telewizji niemieckiej “Ijon Tichy – gwiezdny podróżnik”, swobodnie oparty na “Dziennikach gwiazdowych” Stanisława Lema. Pamiętam z zamierzchłych czasów polskiej telewizji jednokanałowej i czarno-białej kilka spektakli teatru TV, według tychże Dzienników. Chętnie bym je ponownie obejrzał, ale pewnie już dawno zostały zniszczone. Jakość ich byłaby pewnie straszna, bo telerekording ówczesny to był prymitywny zapis magnetyczny ale może dzisiejsi magicy coś by uratowali?

Polecam lekturę tego nieznanego Lema jako odtrutkę na czasy kryzysu, wojny bliskowschodniej i innych, zajmujących blogerów, wielce ważnych tematów. “Dentysta wyrywa zęby obcęgami, a na ich miejsce wstawia, co się pod rękę nawinie.” To z dyktanda lemowskiego, dla zachęty…

Pozdrowienia i miłej lektury!

14 sty 2009

Słoń a sprawa polska

Oto bohater ostatnich dni - kot, co obraził gęś!

30 gru 2008

Wybaczcie nam, wrocławianom!!!

Lady Pank, Doda, Stachursky, Bajm, Kaszmir, Formacja Nieżywych Schabuff, Shaun Baker, Arrival, Gosia Andrzejewicz, Modern Talking, Pachanga, Justyna Steczkowska, Paranienormalni.

Chyba ktoś paranienormalny wybrał taki zestaw atrakcji na wrocławski Rynek, by powitać w noc sylwestrową Nowy Rok 2009. Gorzej, że tym wymiotnym miszmaszem telewizja misyjna, zwana publiczną, czy telewizja pubkiczna, zwana misyjną, uraczy wszystkich rodaków! RODACY – WYBACZCIE!!! O wybaczenie proszę w swoim imieniu, bo to ojcowie miasta maczali ręce w tej pop-papce.

Zazdroszczę Warszawie i Krakowowi…

29 gru 2008

Wybieram tych, których potrafię zrozumieć i przyjąć ich argumenty...

Na ten temat każdy się wypowiada, więc i ja zabrałem głos. W końcu poczuwam się do Friend Of Israel. Wkleiłem więc jeden komentarz, potem ten sam wkleiłem w innym miejscu, ale już u Grzesia uznałem to za nudne i wkleiłem to u siebie, poniżej:

Wielu nie popiera akcji Izraela w Gazie, bo giną cywile i uważają oni, że jest bezsensowna ze strategicznego punktu widzenia. Tyle że coś, co jest bezsensowne ze strategicznego punktu widzenia, na Bliskim Wschodzie może mieć sens ważniejszy, niż nam się wydaje. Tam ważny jest sens propagandowy, jak coś odbierane jest wśród Arabów, wśród wyznawców, jaką z tego można wyciągnąć korzyść ideologiczną.

Dlatego Hamas wystrzeliwuje rakiety z gęsto zaludnionych osiedli. Strefa Gazy jest jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie. Terroryści osiągają więc korzyść podwójną. Po pierwsze – może ich prymitywne (na razie…) rakiety kogoś trafią. Po drugie – każdy odwet powiększy chwalebne grono męczenników.

Oczywiście, pilnie hamasowcy pilnują, by ofiarami byli cywile. To oni w końcu dostarczają mięsa w postaci bombowych samobójców, za śmierć których sowicie opłaca się rodziny, pogrążone w żałobie i dumie. Kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy dolarów łagodzi żal. Inne państwa arabskie zieją gniewem i milionami dolarów. Interes się kręci. A ropa drożeje, więc jest skąd miliony czerpać...

Najgłośniej wrzeszczą Persowie o rzezi arabskich braci, których prywatnie uważają za bydło i podludzi. Postudiujcie dostępne informacje o rzeczywistym traktowaniu Arabów przez Persów w ostatnich stuleciach i dziesięcioleciach. Najlepiej to zadziałało w wojnie pozycyjnej irańsko-irackiej, gdzie liczba ofiar szła w setki tysięcy zabitych!!! I jakoś świat muzułmański to znosił. I jakoś liga arabska nie wrzeszczała.

Izrael zaskakująco długo wytrzymywał te rakietowe zaczepki. Akcja wojskowa w tej chwili nie może być oceniana w naszych europejskich kategoriach. Tam rachunek strat i zysków liczony jest na innych zasadach. Izrael nie mógł dalej tracić twarzy, powagi i czegoś, co można nazwać honorem państwa. My w Polsce napisaliśmy kiedyś słowa “ Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…” A przecież splunięcie można spokojnie, po chrześcijańsku otrzeć z twarzy. W końcu to tylko woda.

I jest dla mnie ważne, że tam żyje moja córka, że tam żyje Borsuk z rodziną, że tam żyją ludzie bliscy mi kulturą, historią, wyznawanymi wartościami. Arabowie i ich religie, ich systemy wartości, ich poglądy, ich stanowisko w tym zadawnionym konflikcie są mi bardziej odległe, mniej mnie przekonują a często je wewnętrznie odrzucam. Stąd mój wybór…

22 gru 2008

19 gru 2008

Wesołych Świąt!!!

Rzeczpospolita cytuje Dziennik...

"Piętnaste święta z Kevinem" - pod takim tytułem Rzepa zamieściła notkę, którą wklejam w całości, mając nadzieję, że nie naruszam, skoro podaję wszystko...

TNS OBOP wyliczył na zlecenie "Dziennika", ile razy w ciągu ostatnich dziesięciu lat obejrzeliśmy filmy, które i tym razem zostaną wyemitowane z okazji świąt.
Oto pięć pierwszych miejsc z tej listy hitów na święta:
"Jak rozpętałem II wojnę światową" - 34 razy
"Kevin sam w Nowym Jorku" - 14 razy
"Kevin sam w domu" - 13 razy
"Kogel-mogel" i "Galimatias, czyli Kogel-model II" - 12 razy
"U Pana Boga za piecem" - 10 razy.

Szukałem pierwowzoru w Dzienniku internetowym i daleko, gdzieś w nieważnym miejscu ledwie znalazłem...


A jest to wiadomość ważna dla Polski i Polaków! Znowu zobaczymy Kevina samego w Święta w pustym domu! I znowu będzie można nauczyć się na pamięć dialogów kanoniera Dolasa oraz zobaczyć angielską flegmę wspaniałego aktora Kazimierza Rudzkiego. Gdy oznajmię te radosne nowiny rodzinie to gotowa zeżreć sianko wigilijne z uciechy...

Pora coś przyszykować na dvd! Kiedyś komuna katowała nas komediami przedwojennymi. "Olejek weź wonny i lej przez lejek, kakao, ha dwa o" śpiewała cała Polska Ludowa zamiast kolęd i pieśni wielkanocnych. Teraz wszystkie stacje, od komercji do misji, jadą równo starociami. Telewizyjny sekendhend jadący naftaliną! Tfu...

Wesołych Świąt na spacerze, wśród rodziny i bliskich, byle daleko od telepudła

17 gru 2008

Pewnie wspominałem już 16 grudnia 1981...

Każdy te kilka dni zapamiętał inaczej...

Moja Naj miała rodzić! W tych dniach. Dużo wcześniej wizyty w prywatnym gabinecie ordynatora szpitala wojskowego, odpowiednio opłacane, dały możliwość porodu w szpitalu wojskowym. Zamiast w Trzebnicy, dokąd w tym czasie już wożono ciężarne z Wrocławia!

Jednak nastąpił 13 grudnia i żona się zeźliła na komunę i wronę, stąd poród się przyśpieszył. Zaczął się wieczorkiem 15-ego…

Telefony nie działają, godzina milicyjna. Pobiegłem do uprzedzonego kolegi, co posiadał “malucha”. Dobiegłem zziajany, by się dowiedzieć, że pojechał gdzieś. Wracając do domu po drodze wstąpiłem do Komendy Wojewódzkiej MO. Przy bramie dwóch spaślaków zabiurkowych wbitych w niebieskie mundury polowe moro. W dłoniach kałasznikowy gotowe do użycia. -“Czego?!!” Wysapałem: “Żona rodzi” Dopuścili do okienka w bramie, w którym wiadomość przyjął dyżurny i kazał czekać. Poszedł do radiostacji, którymi porozumiewali się po wyłączeniu telefonów. Po dłuższej chwili wrócił, by oznajmić, że przyjadą i mam iść do domu.

Wracałem i zastanawiałem się, czy przyjedzie milicyjna suka czy pogotowie. W domu nerwowe oczekiwanie. Odgłos jadącej windy wywabił mamę na korytarz. Kabina zatrzymała się na naszym piętrze ale nie otworzyły się drzwi! Mama wbiegła do mieszkania z krzykiem, że lekarz się zatrzasnął! W sekundy zgromadził się tłumek sąsiadów radzący jak oswobodzić białego fartucha. W końcu drzwi puściły, ale żona wolała zejść pieszo…

Na dole powiedziałem, że żona ma rodzić w wojskowym, co wywołało wesołość ekipy. Też w to nie wierzyłem. Mnie nie zabrali, bo “po co”? Odebrali wszelkie uroki ojcostwa. Nie chadzałem po korytarzu całą noc, dopytując się co chwila “czy już?” Nie wydzwaniałem do szpitala w tym samym celu. Spałem nieświadom niczego.

Rano pojechałem do szpitala wojskowego, by dowiedzieć się, że żadnej Naj nie ma ani w przedporodówce, ani w porodówce, ani w poporodówce! Gdzie jest? W szpitalu lekarzem była koleżanka. Do niej mnie wpuścili a ona pobiegła do radiostacji. Po kwadransie wróciła z wiadomością, że na 1 Maja leży. Pojechałem tramwajem. Przed szpitalem długa kolejka ludzi do okienka przy portierni, gdzie telefon. Każdy dowiadywał się o swoich i odchodził. Na teren szpitala nikogo nie wpuszczano! Po dłuższym czasie i ja dotarłem do słuchawki. Dyżurna z położnictwa zakomunikowała, że moja Naj urodziła siłami natury zdrową córę!

Wyszedłem na zewnątrz. Patrzyłem na miasto i cały stan wojenny miałem w dupie. Razem z wroną, Jaruzelem, zomo i pieprzoną komuną.

11 gru 2008

Kar-ski na meleksie ruskim

Karski poseł podobno na meleksie (car) sunął jak na nartach (ski) wodnych prosto do morza. Podobno, czyli rzekomo, bo wszystko to jest rosyjskim spiskiem.

Ponieważ brak jest szczegółów, to możliwe są różne scenariusze. Pierwszy, że niewinnych posłów-pisłów oskarżyły rosyjskie służby specjalne, specjalnie polujące na polskich posłów.

Drugi scenariusz zakłada, że meleksy rzeczywiście pisłowie próbowali zatopić, ale uprzednio ich tajne służby rosyjskie napoiły, wbrew ich woli, rosyjską wódką i stąd ten rosyjski amok, po którym jedynie kisłyje agurcy na wyleczenie.

Trzeci scenariusz zakłada istnienie czarnobrewych krasawic-kusicielek, które gwałtem posiadły pisłów, zmuszając ich do samobójczego rajdu meleksem w morze. Życie uratowali dla narodu, w ostatniej chwili wyskakując z machin na brzeg kamienisty!

Czwarty scenariusz… Chyba się Bondów naoglądałem w telewizji misyjnej!
Bardzo przepraszam…

5 lis 2008

Czy tylko mnie dziwi...

...że wszędzie w Polsce powtarza się “wygrał pierwszy czarnoskóry”? Skórę ma ciemną i owszem ale po JEDNYM z rodziców. Druga połowa jego ciała jest po osobie rasy kaukazkiej, jak to powiadają za oceanem. Jest w nim tyle Czarnego co Białego! Dla mnie to mocno rasistowskie zachwyty…

Ważniejsze jest, moim zdaniem, że do władzy doszedł człowiek tak wykształcony, że przy nim Bush junior jest niedouczonym prowincjonalnym ćwokiem!

Czarno-biały film się zrobił...

23 paź 2008

Autobiografia Claptona!

Kilka dni temu wpadła mi w ręce “Autobiografia” Erica Claptona! Świeżutko wydana przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Wydawnictwo z Wrocławia, co mnie, wrocławianina, tym bardziej cieszy. Zacząłem czytanie i to od środka, bo przede wszystkim chciałem poznać wspomnienia z okresu grania z Johnem Mayallem w Bluesbreakers.

Nie zawiodłem się! Znakomicie się czyta, w czym wielka zasługa zarówno Claptona, tego, co mu to stylistycznie wyszlifował oraz polskiego tłumacza. Czeka mnie duża porcja ciekawej lektury, stąd ta notka może się rozwijać. Clapton to w końcu: Yardbirds, Bluesbreakers, Cream, Blind Fith, Plastic Ono Band, Derek and the Dominos, ogrom sesji innych artystów i zupełnie samodzielna działalność lidera zespołów do dziś.

Clapton to żyjąca legenda, kamień milowy, symbol, ikona a przede wszystkim ciągle młody duchem i talentem Twórca. Tradycyjnie bez jutubek, linków, melodii. Wolę z głowy, bo to oddaje moje emocje, to, co w muzyce Claptona było zawsze dla mnie ważne…

W zasadzie to już jestem po lekturze. Pozostał mi tylko pierwszy rozdział opisujący pierwsze naście lat życia Erica. Bardzo zakręconego życia, które na szczęście ciągle trwa. Wszelkie zakręcenia Calptonowi udało się przeżyć i wyjść na prostą, na której wydaje się pozostanie. Śledząc losy życia gitarzysty dowiedziałem się masę ciekawostek, o których zupełnie nie miałem pojęcia w tamtych czasach, gdy sprawy się działy.

Zabawny dla mnie był opis relacji między muzykami w zespole Bluesbreakers, kierowanym przez Johna Mayalla. Były to rzeczywiście relacje takie jak między nauczycielem a uczniakami, którzy ciągle belfrowi płatają psikusy. Stary mistrz do dziś aktywnie działa muzycznie i kilka lat temu hucznie i koncertowo obchodził 70-te urodziny! Gdzie te czasy, gdy słuchałem go na koncercie w Opolu…

Clapton przeżył uzależnienia od narkotyków i alkoholu. To drugie chyba nawet gorsze. Wyszedł dzięki pomocy przyjaciół i do dziś jest czysty. Aktywnie też działa w ruchach AA i AN, finansując ośrodek odwykowy na karaibskiej wyspie Atigua. Szkoda trochę, że tak mało zdjęć ilustrowało tę spowiedź...

Polecam tę lekturę wszystkim, którzy lubią Claptona, bo pomoże poznać go lepiej jako człowieka. Jest kopalnią wiadomości i ciekawostek o wielu muzykach z którymi zetknął się i pracował Eric Clapton.

Muzyka łagodzi obyczaje?

22 paź 2008

Dlaczego???

Dlaczego o muzyce możemy rozmawiać spokojnie, nawet wtedy, gdy się zupełnie nie zgadzamy co do oceny rodzaju muzyki, artysty, wykonania, kompozycji, tembru głosu czy inteligencji wokalisty?

Dlaczego o psach/kotach możemy rozmawiać przyjaźnie, nawet gdy lubimy tylko psy albo tylko koty?

Dlaczego o kulinariach możemy rozmawiać smakowicie, nawet wtedy, gdy nienawidzimy smaku anyżu, zup owocowych, cebuli i czosnku czy zupy nic? Dlaczego spokojnie możemy przekonywać kogoś do smaku chleba własnego wypieku, choć interlokutor lubi tylko chleb z mamuta? We Wrocławiu mamut to społemowska piekarnia przemysłowa…

Dlaczego o sztuce możemy rozmawiać bez rękoczynów, mimo że jednym podoba się Duda-Gracz a inni go nienawidzą? Dlaczego Maśluszczak czy Beksiński nie doprowadzają nas do morderczych instynktów?

Dlaczego za odmienne poglądy polityczne potrafimy wyziębiać długoletnie przyjaźnie? Dlaczego pozwalamy politykom niszczyć w nas coś, co tak trudno osiągnąć – przyjaźń, tolerancję, zrozumienie cudzych racji?

14 paź 2008

Analiza prawna prezydenta

Jutro prezydent poleci do Brukseli. Na złość Tusku, który mu wciska, że nie powinien, bo nie ma prerogatyw albo proregatyw...

Wszedłem na stronę Prezydenta RP. Otworzyłem analizę prawną w pdf. Wydrukowałem. Poczytałem. Zdębiałem!!!

Pan dr nauk prawnych Andrzej Duda oparł całą tę “analizę” na dwóch wielkich cytatach z opracowania profesora dr hab. Pawła Sarneckiego, zamieszczonego w “Zakamyczu” w 2000 roku. Prezydentem RP był wtedy Aleksander Kwaśniewski a premierem Jerzy Buzek, stojący na czele rządu AWS. Cytowane cytaty podkreślają rolę i ważność urzędu prezydenta. Nie pamiętam już tamtego roku szczegółowo, ale domyślam się, że chodziło o podkreślenie ważności Kwacha wobec solidaruchowatego rządu Buzka. Teraz argumenty jak znalazł, bo sytuacja bliźniaczo (!) podobna! Dlatego profesora opisano jako wybitnego specjalistę z zakresu prawa konstytucyjnego. Ciekawe jakie były komentarze w roku 2000? Czy ówcześni Kaczyńscy godzili się z takim nadymaniem roli Kwacha nad urząd solidarnościowego premiera?

Prawo Kalego dla kacyka zdatne, więc czemu nie wykorzystać?

Pan Duda gra na propagandowych dudach postkomunistów…

Tfu!

I na koniec cytacik: “funkcja reprezentanta oznacza metaforyczne uobecnianie Państwa Polskiego w sytuacjach, w których prawo – i to zarówno krajowe jak i międzynarodowe – jak i pewne zwyczaje, a nawet obyczaje wymagają takiego uobecnienia przez konkretną osobę (...). Prezydent reprezentuje swą osobą Państwo Polskie w sposób ciągły, samą swą obecnością, nawet jeśli nie podejmuje żadnego konkretnego działania.”

No więc będziemy mieli pokaz metaforycznego uobecniania z niepodejmowaniem działania! Boże, chroń Polskę...

8 paź 2008

Airto Moreira

...ma już 67 lat! Ciągle jednak nagrywa. Pewnie, jak wszyscy perkusiści, ma dobrą formę, bo walenie w bębny i przeszkadzajki daje krzepę i wigor. Admiratorem tego brazylijskiego perkusjonisty jestem od czasu, gdy Chick Corea porzucił bezdroża free jazzu i nagrał w 1972 roku “Return To Forever”. Dla wyjaśnienia – perkusjonista to nie tylko bębniarz, ale przede wszystkim obsługujący przeszkadzajki, czyli najprzeróżniejsze instrumenty perkusyjne, dzwonki pasterskie, podkowy, folie metalowe. Airto do swego wyjazdu w 1968 roku do USA, zebrał ponad 120 instrumentów perkusyjnych i używa ich bardzo twórczo do dziś.

Airto był w 1972 roku już uznanym muzykiem, wsławionym dwuletnią współpracą z Milesem Davisem i nagraniami płyt, będących kamieniami milowymi fuzji jazzu i rocka. Jego żona, Flora Purim, jest znakomitą wokalistką jazzową i słychać ją na większości płyt Airta. Jest w wielkiej przyjaźni z naszą Urszulą Dudziak. Airto był też oryginalnym członkiem pierwotnego składu Weather Report. Jak z tej wyliczanki widać – Wielki Muzyk, który grywał z Największymi. Fajnie, że gra do dziś!

Do notki nie wklejam jutubek czy plików muzycznych, bo mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i sam dotrze do muzyki. Choć ta notka nikogo nie namawia do niczego. Jest wyłącznie wyrazem mej szczerej radości, że gdzieś w świecie żyje człowiek, który sprawia radość innym ludziom cudownym bębnieniem i bardzo zróżnicowanym hałasowaniem…

2 paź 2008

Rosja, Rosjanie, rosyjski...

Kiedyś nie chciałem się uczyć niemieckiego przez Hitlera! Sam urodziłem się po wojnie, ale z literatury i radia, bo czterech pancernych jeszcze nie było, wyniosłem tę durną niechęć! Do dziś żałuję, nie tylko dlatego, że pokochałem muzykę Bacha czy Orffa…

Z rosyjskim było zupełnie inaczej. Pierwszy raz znalazłem się w ZSRR, teraz zwanym Związkiem Sowieckim, jeszcze w 1957 roku, grubo przed początkiem nauki szkolnej. Mama mnie zabrała do miejsc ojczystych i rodzinnych, gdzie żyli jej rodzice i rodzeństwo. Do Polski, która tam skończyła się w 1939 roku. W 1920 dziadek walił z cekaemu, umieszczonego na kościelnej wieży, do tych, co chcieli tę Polskę w zarodku zdusić. Za drugim razem im się udało. Przynajmniej w Łohiszynie.

Ale z pobytów na Polesiu zostało mi osłuchanie i łatwość nauczenia się w szkole. W wakacje miewałem możliwość trenować znajomość z rówieśnikami, których poznawałem na miejscu. Ciotki i wujkowie rozumieli polski, choć sami niemal nie mówili w macierzystym języku. Tylko z dziadkiem i babcią mogłem czystą polszczyzną pogadać. I z miejscowym księdzem, do którego chodziłem pożyczać Sienkiewicza. Po upadku komuny okazało się, że był tajnym biskupem Polesia! W tamtych czasach Rosjanie mnie brali za swojego, choć nie Rosjanina. Pasowałem im na Łotysza. Żeby choć na Litwina!

Na studiach byłem wakacyjnie w Budapeszcie, a było to w krzepkiej komunie jeszcze. Zaprzyjaźniłem się z Węgrami, z którymi gadałem po angielsku! Oni, po ośmiu latach przymusowej nauki rosyjskiego, znali tylko kilkanaście słów. Punktem honoru było nie nauczyć się niczego! Parę lat później, w Wiedniu, musiałem wspomóc pewnego młodego Węgra, który próbował rozmawiać z Anglikiem, co powodowało u ofiary próby owej coraz głupszą minę. Wtrąciłem się z pytaniem pesymistycznym, czy zna może rosyjski ze szkoły. Potwierdził, co się okazało prawdą cząstkową, bo znał tylko nieco lepiej niż angielski. O kilkanaście wyrazów lepiej!

Więc konkluzja z tych ramotowatych wspominków – uczta się języków! Wszelakich…

I anegdota: za peerelu pewien pułkownik mawiał do studentów studium wojskowego tak: “Uczcie się studenci języków obcych a najlepiej chińskiego, bo mnie znajomość niemieckiego pozwoliła wydostać się z niewoli!”

ps. Teraz po raz kolejny powtarzam angielski, usiłując jakoś wreszcie opanować tę cholerną mnogość form czasownikowych. To po to, by w przyszłym roku dogadać się w Izraelu. Niekiedy jednak nachodzi mnie refleksja, czy znowu bardziej nie przyda się rosyjski?

6 sie 2008

Do parcha

od mozzer
do jotesz@gazeta.pl
data 06-08-2008 09:43
temat Do parcha
podpisane przez gmail.com
wysłane przez gmail.com

I ty bydlaku zydowski masz 58 lat? Spierdalaj do Izraela ze tez Cie ta Polska ziemia nosi, Wy zmijowe plemie, nigdy nie bedziecie ludzmi, ale co tam i tak sie wykonczycie, parchy. Tay-sachs, mowi ci to cos? skrzetnie to ukrywacie, od tego juz glupiejecie